Viola Słodzińska mieszka w Londynie i prowadzi dwa domowe biznesy. Mama 19-letniego Williama. Viola pisze o wpływie koronawirusa na jej biznesy i jej życie.

***

To co stało się tu, w Londynie, spowodowało, że optymizm mnie nie opuścił i dalej wierzę, że niedługo wszystko wróci do normy. Chociaż w jednym momencie straciłam dochód z dwóch biznesów, które prowadziłam w Londynie od 2014. Pierwszy to domowy catering, drugi to domowe przedszkole, które miałam otworzyć właśnie w końcu marca 2020. Byłam już po wstępnej inspekcji pracowników z Ofsted. Znalazłam się pośród tysięcy samozatrudnionych, którym nie przysługuje w Anglii tzw. chorobowe, a tu nagle każą zamknąć nam biznesy: restauracje, puby, cateringi, hotele, czyli nie ma zarobku. Jedyną pomocą mogłoby być staranie się o Universal Credit od rządu. Ale to nie są duże pieniądze. W zależności od sytuacji rodzinnej i liczby dzieci, może to być około 400 funtów miesięcznie. 

***

Moment napięcia i kłębiących się myśli. Siedzę przed komputerem, słuchając w tle wiadomości na temat planowanej pomocy finansowej od rządu dla pracowników i robię plany na przyszłość. Trzeba odwołać planowaną kolację na 25 osób – mój Supper Club w cafe Dan & Decarlo. Co zrobić dalej z cateringiem? Przestawić się na takeaway serwis i sprzedaż online? Ale w to znów trzeba zainwestować! Kupić pudełka do pakowania żywności, założyć specjalne menu na stronie i cennik, a także udostępnić płatność kartami, itd. Zobaczyć, na jaką pomoc mogę liczyć od rządu. Tu dobra wiadomość, bo parę dni po tym jak ogłoszono, że pracownicy zatrudnieni na etaty, będą otrzymywać od rządu pomoc finansową w wysokości do 80% ich poprzednich zarobków. Dla nas – samozatrudnionych zaświeciło światełko w tunelu! Też możemy liczyć na pomoc na podstawie ostatnich 3 lat rozliczeń podatkowych. Dopiero w końcu maja, ale płatne też za marzec.

Co z opłatami za rachunki i czynsz? Jeśli otrzymam wcześniej pomoc w postaci Universal Credit (wypłacaną raz na miesiąc) –  to starczy mi na opłatę czynszu za tydzień. Muszę skontaktować się z biurem księgowego, rozliczającym moje dochody! Woops, nie pracują! Zamknęli firmę na czas nieokreślony i nie pracują też zdalnie, tzn. pomagają wysyłając linki do rządowych stron, które ja i tak już przeleciałam wszerz i wzdłuż. Wchodzę na konto bankowe online i sprawdzam na ile starczą oszczędności. Przez moment poczułam, że zostaję kompletnie sama! Z nikim w urzędach nie można się skontaktować. W Anglii w ogóle nie chodzi się do urzędów, wszystko jest załatwiane online, ale teraz ten okres oczekiwania na odpowiedzi wydłużył się do kilkunastu godzin lub nawet dni. Telefon? Zapomnij! Czyli w zasadzie wszystko się wali – powinnam pomyśleć. Tak myśleli chyba wszyscy na początku po ogłoszeniu przez rząd, że zamyka się restauracje, catering, puby, ze trzeba siedzieć w domach i izolować się, itd. Ale ja jestem optymistką i nie upadam na duchu!

***

Nie jestem rozpieszczonym dzieckiem zachodniej cywilizacji. Nie pozostaję bierna w oczekiwaniu na pomoc państwa! Rzucam się w wir pracy wykorzystując swoje oszczędności na zmianę mojej działalności z cateringu z dostawą na sprzedaż online. Ogromne wyzwanie dla kogoś takiego jak ja, która działa sama. Nic nie wiedziałam o typowym marketingu online, sprzedaży, płatnościach online. Pytałam syna, studiującego i będącego w odosobnieniu, bo nie może wrócić do Londynu o pomoc. A on powiedział, że muszę sama zacząć działać, bo inaczej za wszystko płaci się duże pieniądze! „Mamo ucz się sama! Na nic nie jest za późno, tylko trzeba chcieć” – powtarza mój 19- latek.

Byłam rozpieszczona jak większość ludzi z zachodniej cywilizacji. Tak, popsuł się zawias w szafce kuchennej – wzywałam fachowca, zakupy duże do zrobienia – zamawiałam online. Wszystko możemy zrobić sami, mnie sprawia to przyjemność, a jak nie, to trudno, nie dam się zdołować, że nie mogę ufarbować siwych włosów, że muszę sama wykąpać psa, że ciągle ślę paczki żywnościowe do syna jak to za czasów komuny robili moi rodzice, kiedy ja studiowałam. Od paru dni szukam zwykłej mąki w sklepie, bo klienci chcą domowego chleba albo szpinakowych gnocchi.

***

Rozłąka z rodziną to nie tragedia w dzisiejszych czasach. Jak wyjechałam z Polski w 1992 roku do Nowego Jorku, nie mogłam nawet marzyć o stałym kontakcie z rodziną czy przyjaciółmi. Nie było mediów społecznościowych, tanich połączeń międzynarodowych. Każdy z nas to w jakiś sposób odczuł na własnej skórze, wybieramy inne miejsca zamieszkania, wchodzimy w związki z osobami z innych kultur. I jeśli można przetrwać parę (naście) lub więcej lat za granicą bez rodziny na co dzień, to proszę, dajmy spokój mówiąc, że nie jesteśmy przygotowani na spędzenie jednych świąt wielkanocnych w samotności. Jesteśmy, bo tego wymaga sytuacja, ale od naszego stanu psychicznego zależy to, jak to przejdziemy.

Mój syn studiuje i mieszka w Falmouth University (Cornwall), około 5 godzin jazdy samochodem z Londynu. Został w domu, który wynajmują z kolegami. Nie powiem, że nie bałam się o niego. Miasteczko studenckie zamknięte, choć zajęcia z jego semestru odbywają się online. Chciał zostać, bo tam jest cały jego sprzęt muzyczny, a on studiuje muzykę, ale był moment, że stwierdził, iż przyjeżdża na święta. I trudno było mi powiedzieć synowi, że to nie najlepszy pomysł! Teraz musimy być osobno. 

***

Viola z synem

Jest ciężko, ale ja dbam o zdrowie psychiczne mojej rodziny i swoje. Nic na razie więcej mnie nie obchodzi. Gospodarka odbije się od dna, nie ma innej opcji. Jeśli my się załamiemy – to nie wiem ile trzeba będzie czasu, by się odbić od tego rodzaju dna! Wiem, że łatwo mówić, jeśli mieszka się w Anglii, Niemczech, Szwecji, Ameryce, czy innych bogatszych krajach nie roztrwaniających pieniędzy na głupoty.

Wracając do zdrowia psychicznego. Robię wszystko co mogę, by zawsze myśleć pozytywnie, strach odsuwam na bok. Tak myślę teraz i żyję chwilą, bo nie mam wpływu na to, co może stać się za moment ze mną, synem, naszą rodziną i moimi przyjaciółmi. Nie mam na to wpływu i nie mogę tego zmienić! Nie znajduję wymówek na to, że nie mam czasu, jestem zmęczona. Jak jestem to przerywam to co mnie męczy! Np. sprzątanie. Idę na spacer albo do ogrodu. Choć walczę w tej chwili o przetrwanie moich biznesów – to dumna jestem z tego, że z moich zapasów albo z pomocą moich lokalnych sklepów, mogę gotować ciepłe posiłki dla starszych osób, czy pracowników służby zdrowia, dla bezdomnych! Dziś zadzwonił tata dzieci, które miałam pod opieką w ramach domowego przedszkola i zapytał, czy możemy się zobaczyć w drzwiach, bo dzieci tęsknią! To wskazuje na to, iż nie będzie tak źle, będzie trudniej, ale nie tak źle.

***

Przeraża mnie jak słyszę: NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE SAMO! Będzie! Ja wierzę i wierzyłam, kiedy przeżyłam WTC w NY. Wszystko było takie smutne i ponure i przerażające, ale potem wszystko wróciło do normy. Ludzie ruszyli znów na zakupy, do restauracji, do spa. My bez tego żyć nie umiemy. I teraz też tak będzie. Pesymistyczne scenariusze mówią, że granice ulegną zamknięciu, że ludzie będą podejrzliwi dla siebie, a przed wirusem nie byli? Życzę wszystkim, by żyli w poczuciu, że ich rządy robią, co mogą, by ludzie przetrwali ten kryzys i mogli wrócić do normalnego życia. My wiemy, że to nastąpi niedługo. Zaufanie do rządu i ekspertów, respekt do wolności, brak narzucania czegoś na siłę (prośby, nie kary!) robi swoje. Wszyscy wiemy, że nie da się uniknąć ofiar. 

.

Viola Słodzińska, Londyn

Zdjęcia: archiwum rodzinne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj