Rozmowa z Zuzanną Fuchs, doktorantką lingwistyki na Universytecie Harvarda

Scroll down for an English version of this interview.

Zuzanna Fuchs

.

Spotykam się z Zuzanną Fuchs w laboratorium w Budynku Northwest przy ul. Oxford 52, w Cambridge, Massachusetts. To około 10 minut od stacji metra Harvard. Przecinam campus Uniwersytetu Harvarda i za centrum naukowym wychodzę na ulicę Oxford. W ciepły jesienny wieczór jest to bardzo przyjemny spacer. Budynek znajduje się zaraz za Harvard Muzeum Historii Naturalnej. Tutaj młoda lingwistka o polskim pochodzeniu pracuje nad swoimi badaniami, które dotyczą dwujęzyczności. Przyszłam wziąć udział w badaniu* i porozmawiać z Zuzią, jak sama się przedstawia, o jej pracy.

*Badanie składa się z dwóch części. Pierwsza to kwestionariusz biegłości językowej, w którym Zuzanna pyta, jak uczestnik nauczył się języka polskiego i czy wychował się przeważnie na terenie Stanów Zjednoczonych, czy w Polsce oraz do jakiego stopnia potrafi po polsku czytać, pisać, czy uczęszczał do polskiej szkoły językowej oraz o inne rzeczy, które mogły wpłynąć na to, jak biegle mówi po polsku. Druga część to śledzenie wzrokiem – eye tracking, które polega na tym, że siedzi się przed kamerą i na ekranie pojawiają się dwa duże obrazki. Patrzy się na obrazki i słucha się pytań, które proszą, by skierować wzrok na jeden lub drugi obrazek jak najszybciej się da. Jest to naprawdę proste badanie. Obrazki pokazują dwa obiekty w tym samym kolorze, np. krzesło i czapkę, a głos pyta „Gdzie jest czerwone krzesło?”. Oczywiście chodzi o to, że już przy przymiotniku „czerwone” nasz wzrok biegnie do krzesła, ponieważ rodzaj gramatyczny przymiotnika jest w języku polskim taki sam, jak opisywanego rzeczownika. Nagranie ruchów gałek ocznych dowodzi więc, że rozpoznajemy (lub nie) zgodność rodzaju gramatycznego w użyciu, nawet jeśli nie potrafimy tego zwerbalizować.    

Ponieważ Ty zrobisz to lepiej, czy mogę prosić, byś przedstawiła się czytelnikom naszego portalu?

Zuzanna Fuchs: Dobrze. Nazywam się Zuzanna Fuchs, rodzice mówią na mnie Zuzia. Niektórzy amerykańscy znajomi też to podłapali i nazywają mnie Zuzia. Urodziłam się w Polsce i gdy miałam osiem miesięcy, wyjechaliśmy z rodzicami do Stanów. Od tego czasu w zasadzie mieszkamy w Stanach. Tu chodziłam do szkoły, za wyjątkiem trzeciej i czwartej klasy, które skończyłam w Warszawie…

Zuzanno, przepraszam że Ci przerwę, ale właśnie przyszło mi do głowy, że może ze względu na Twoją pracę w USA i Twoje amerykańskie badania, byłoby lepiej, żebyśmy zrobiły wywiad dwujęzyczny? 

Z.F.: Dobrze, (przechodzi na angielski) a więc skończyłam Uniwersytet Columbia w Nowym Jorku, studiowałam statystykę i lingwistykę, a tematem mojej pracy magisterskiej były angielskie zapożyczenia w języku polskim i to, jak przypisuje im się rodzaj gramatyczny oraz odmienia w polskim systemie deklinacyjnym. Zaraz potem zostałam doktorantką na Uniwersytecie Harvarda. Jest to mój ostatni rok i mam nadzieję na obronę pracy doktorskiej w kwietniu lub w maju. Mój wujek chce przylecieć na moją obronę z Polski i bardzo jest tym przejęty. A wracając do moich korzeni, dorastałam w Michigan, gdzie mieszkaliśmy z rodzicami i dwójką moich młodszych braci i moi rodzice zawsze nalegali, żebyśmy rozmawiali ze sobą po polsku. Co lato jeździliśmy do Polski i rozmawialiśmy po polsku z dziadkami, ale moi rodzice zadbali też o to, byśmy wyjeżdżali na polskie obozy czy kolonie, gdzie bylibyśmy z polskimi rówieśnikami i ponieważ byli to rówieśnicy, utrzymanie pewnego poziomu komunikacji w języku polskim było dla nas ważne. Polski nie był więc wyłącznie językiem, w którym rozmawialiśmy z mamą, tatą i dziadkami, ale także z przyjaciółmi. Motywowało nas to do tego, byśmy umieli mówić po polsku na pewnym poziomie.  

Tak, mądry wybór rodziców. Ale nie chodziłaś do polskiej szkoły w Michigan?

Z.F.: Przez krótki czas. Była trochę za daleko od nas, ale mieliśmy za to naszą własną małą polską wspólnotę. Nazywaliśmy ją „polską kliką”. Nasza „polska klika” składała się z sześciu rodzin, wszyscy nasi rodzice się znali. Dawno temu, w Polsce, moi rodzice powiedzieli znajomym „Przeprowadzamy się do Michigan”, a tamci na to „O, mamy tam znajomych, tu i tu, skontaktujemy was”. Tak więc teraz jest to grupa sześciu rodzin: dwanaścioro dorosłych, dwanaścioro dzieci, wszystkie teraz mniej więcej w moim wieku, ale dorastaliśmy razem, więc kilkoro z nich znam od pieluszek i oni mnie też.  

I zawsze rozmawialiście po polsku?

Z.F.: To się zmieniało. Zdecydowanie rozmawialiśmy po polsku z dorosłymi. Rodziny mają różne możliwości finansowe i czasowe, jeśli chodzi o wyjazdy do Polski i mówienie po polsku. Miałam szczęście mieć rodziców, którzy oboje byli profesorami na Uniwersytecie Detroit Mercy w Michigan. To oznaczało, że mieli długie wakacje, więc podróżowaliśmy. Dużo czasu spędzaliśmy, rozmawiając między sobą po polsku. Niektóre osoby z naszej grupy nie mówią jednak po polsku tak dobrze, tak więc między sobą, jako nastolatkowie, raczej rozmawialiśmy po angielsku. Kiedy byliśmy młodsi, było nam dużo łatwiej podtrzymywać znajomość języka polskiego i mówiliśmy po polsku, świętowaliśmy polskie święta, czytaliśmy razem polskie książki, oglądaliśmy razem „Czterech pancernych i psa”. Nasi rodzice nalegali, byśmy korzystali z polskich podręczników do matematyki. Jako porządni rodzice imigranci, bardzo byli zaniepokojeni poziomem matematyki w amerykańskich szkołach i chcieli, żebyśmy byli na bieżąco. Ci wszyscy rodzice są teraz moimi „cioćmi i wujkami”. Naszym amerykańskim znajomym mówiliśmy, że to jest nasze kuzynostwo, ponieważ razem świętowaliśmy też urodziny. Kiedy nie masz w pobliżu rodziny, to ją sobie tworzysz.     

Dokładnie. A wracając do tu i teraz, jaki jest temat Twojej pracy doktorskiej?

Z.F.:  Za sprawą mojego osobistego doświadczenia interesują mnie użytkownicy języka dziedziczonego. Znasz ten termin? W lingwistyce użytkownicy języka dziedziczonego to osoby, które posługują się dwoma językami, są dwujęzyczne, ale jeden z tych języków jest dużo słabszy i z reguły jest to ten język, którego uczyły się one jako pierwszego, od rodziców. Ponieważ jednak w którymś momencie osoby te dołączają do np. anglojęzycznej społeczności, angielski staje się ich dominującym językiem, a np. polski jest teraz językiem pochodzenia. Z reguły wyróżnia je fakt, że nie mówią po polsku tak swobodnie, robią błędy, być może mają uboższe słownictwo niż jednojęzyczni dorośli, którzy dorastali w Polsce. Zważywszy na to, dokąd zmierzamy jako cywilizacja, użytkowników języka dziedziczonego przybywa. Wielu ludzi na całym świecie nazywa się teraz użytkownikami języków dziedziczonych, ponieważ emigrowali dokądś jako dzieci. Dobry przykład to osoby, które urodziły się w Stanach Zjednoczonych, ale dorastając, mówiły po polsku, bo był to język ich rodziców.     

Jak poprawnie używa się tego terminu, czy mogę np. powiedzieć, że Ty jesteś użytkownikiem języka polskiego jako dziedziczonego?

Z.F.: Tak, jestem użytkowniczką języka polskiego jako dziedziczonego. Moja praca doktorska jest o użytkownikach języka dziedziczonego, a w szczególności o rodzaju gramatycznym. Motywacją do badania tych osób jest to, że z dnia na dzień ich przybywa, a także fakt, że coraz częściej chcą one na nowo uczyć się swojego języka pochodzenia. Bardzo ważne jest rozróżnienie pomiędzy użytkownikami języka dziedziczonego a osobą jednojęzyczną. Nie przeciwstawiamy użytkowników języka dziedziczonego native speakerom, ponieważ oni są native speakerami. Nauczyli się swojego języka pochodzenia jako pierwszego, jako dzieci. Wielu z nich chce jednak nauczyć się go od nowa, aby brzmieć bardziej jak osoba jednojęzyczna. Wiele szkół językowych oferuje tu swoje usługi, ale nauka o tym, co właściwie umieją i wiedzą użytkownicy języka dziedziczonego, jest jeszcze w powijakach w porównaniu z wiedzą na temat 

osób jednojęzycznych. Lingwistyka języków dziedziczonych jest wciąż nowym obszarem nauki. 

Jak odróżniasz użytkownika języka dziedziczonego od osoby dwujęzycznej? A może nie praktykuje się takich rozróżnień?

Z.F. Tak, jest to bardzo trudna do uchwycenia różnica. Większość lingwistów powie ci, że trudno jest być naprawdę w pełni dwujęzyczną osobą. 

…ponieważ definicja dwujęzyczności jest rozmyta czy też jest tych definicji sporo?

Z.F. Tak, trudno jest doskonale zrównoważyć mówienie w obu jezykach i jest wiele osób, które są dwujęzyczne z jednym językiem dominującym. Różnica jest oczywiście pomiędzy użytkownikami języka dziedziczonego i jednojęzycznymi, a potem użytkownikami języka dziedziczonego i tymi, których w skrócie nazywamy L2, czyli użytkownikami języka angielskiego jako drugiego języka. Moi rodzice potrafią świetnie komunikować się w języku angielskim, oczywiście mówią z akcentem, ale są L2, ponieważ nauczyli się angielskiego po czasie dorastania, powiedzmy w wieku 8-14 lat. Jest to wiek, w którym nie jesteśmy już w stanie uczyć się języków z taką samą łatwością, jak wcześniej. Użytkownicy języka dziedziczonego nauczyli się polskiego czy angielskiego zanim weszli w wiek dorastania, a L2 przez całe dzieciństwo i czas dorastania uczyli się polskiego, a po angielsku nie zaczęli mówić na co dzień, dopóki nie osiągnęli wieku dorosłego. 

Wydaje mi się, że są osoby, które nie mieszczą się w tej kategorii. Co z tymi, którzy zaczęli uczyć się i używać drugiego języka w wieku 8-14 lat?

Z.F.: Cóż, najprawdopodobniej są oni wciąż L2. Na przykład wielu uczniów w Polsce zaczyna uczyć się angielskiego bardzo wcześnie, ale nie mówią na co dzień po angielsku albo nie mówią tak często czy z taką intensywnością, prawda? Wciąż można ich nazwać dwujęzycznymi użytkownikami angielskiego jako drugiego języka, zidentyfikować jako takich na podstawie ich akcentu, potencjalnych błędów.  

Mimo wszystko, wydaje mi się, że i tu będą wyjątki od reguły.

Z.F.: Tak, to naprawdę ciekawe, że jeśli chodzi o użytkowników języka dziedziczonego, to jest to ogromne spektrum. Na jednym końcu tego spectrum mamy uzytkowników języka dziedziczonego, którzy są niemal idealnie dwujęzyczni (oba języki w takim samym stopniu znajomości) i z łatwością mogą prowadzić konwersacje w dowolnym z tych języków, ale robią drobne błędy i zwykle jeśli spytasz ich, w którym języku lepiej się czują, mogą wybrać angielski. A na drugim końcu spektrum są użytkownicy języka dziedziczonego, którzy tylko rozumieją polski, ale nie potrafią mówić po polsku, albo bardzo trudno jest im się przemóc, by coś powiedzieć. Wiele jest relacji dziecko-rodzic, w których rodzic mówi do dziecka po polsku, a ono odpowiada po angielsku. Nie wiem, czy zdarzyło Ci się z tym zetknąć, ja widziałam wiele takich przypadków.

I Ciebie interesuje całe to spectrum?

Z.F.: Ja w zasadzie skupiam się na grupie, która ze swobodą potrafi posługiwać się tym drugim językiem, a to dlatego, że w ich przypadku trochę łatwiej jest zobaczyć, co wiedzą. Skupiam się na ich wiedzy; na tym, jak wygląda ich gramatyka i jak jej używają. A wyniki moich badań mogą zostać użyte jako pomost łączący badania naukowe nad użytkownikami języka dziedziczonego i nauczanie użytkowników języka dziedziczonego. Wydaje się bowiem, że te dwa obszary działają niezależnie od siebie i mam nadzieję, że w ciągu najbliższych kilku lat to się zmieni. Myślę, że nauczyciele mają nauce wiele do zaoferowania, dzięki ich osobistym doświadczeniom, które naukowcy ignorują, ponieważ uważają, że nie jest to nauka. A z kolei niektórzy nauczyciele… nie rozmawiałam z nauczycielami języka polskiego, ale badałam również użytkowników języka hiszpańskiego jako dziedziczonego i ich nauczyciele są nieufni wobec nauki, nie chcą się w nią angażować, ponieważ uważają, że naukowcy mają swoją wieżę z kości słoniowej i są zupełnie oderwani od rzeczywistości. Myślę, że spotkanie i wymiana myśli oraz wiedzy pomiędzy tymi dwoma stronami byłyby ogromnym krokiem naprzód w nauczaniu użytkowników języka dziedziczonego. 

Myślę, że to bardzo ciekawe dla naszych czytelników, z których dużą grupę stanowią nauczyciele w polskich szkołach w USA. 

Z.F.: Okay, świetnie. Dla mnie osbiście jest to bardzo ważna rzecz, ponieważ sama jestem użytkowniczką języka dziedziczonego. Mam nadzieję, że w przyszłości materiały do nauczania osób takich jak ja ich języka dziedziczonego będą lepsze, ponieważ – jestem pewna, że ci nauczyciele o tym wiedzą – użytkownicy języka dziedziczonego mają bardzo specyficzne potrzeby. Uczenie ich, na przykład polskiego, jeśli to jest ich język dziedziczony, jest czymś zupełnie innym niż uczenie polskiego jakiegokolwiek Amerykanina. 

Wymiana byłaby twórcza dla obu stron. I myślę, że nauczyciele są nią coraz bardziej zainteresowani. Mamy na naszym portalu trochę artykułów o dwujęzyczności i nauczycieli to interesuje, ponieważ daje im do ręki „broń”. Daje im informacje, którymi mogą dzielić się z uczniami, by ich motywować. To kolejna rzecz, o której chciałam z Tobą porozmawiać: korzyści z bycia dwujęzyczną osobą. 

Z.F. Tak, jest wiele badań na ten temat. Bycie dwujęzycznym zdecydowanie zapewnia przewagę w innych obszarach poznawczych, w wielozadaniowości rzecz jasna, w walce z chorobą Alzheimera. W polu zainteresowań nauki są też praktyczne kwestie życiowe, takie jak szanse na to, że dostaniesz lepszą pracę, ponieważ mówisz w dwóch językach i masz jakąś multikulturową świadomość; ponieważ wiesz, jak rozmawiać z osobami z innej kultury. 

Myślę, że to może się sprawdzać w Massachusetts.

Z.F.: Bez dwóch zdań, w Nowym Jorku też. Latem pracowałam dla Google i jedną z cech, których Google poszukiwało u kandydatów, ponieważ firma ma zespoły na całym świecie, było „czy potrafisz pracować w zespole ludzi rozsianych po całym świecie, czy masz świadomość tego, że pracując w takim zespole, musisz rozpoznawać różnice kulturowe?”. Tego rodzaju meta-świadomość językowa, kulturowa jest niezwykle cenna w dzisiejszym świecie, gdzie większość rzeczy, na które napotykamy, ma jakiś międzynarodowy posmak. 

Wracając do Twoich badań, czy możesz opowiedzieć o nich trochę więcej i powiedzieć, jaki mają związek z Twoim doktoratem? 

Z.F.: Najbardziej ogólnie to ujmując, moje badania dotyczą użytkowników języka dziedziczonego i rodzaju gramatycznego. Rodzaj gramatyczny jest jedną z rzeczy, z którymi zmagają się ci użytkownicy, nie tylko ci, których językiem dziedziczonym jest polski. Jeśli rozmawiasz częstko z użytkownikiem języka dziedziczonego, możesz zaobserwować, i obserwowano to konsekwentnie, że robi on błędy w rodzaju gramatycznym przymiotników i w rodzajnikach, jeśli tak, jak to jest w języku hiszpańskim, język ma rodzajniki. Zatem pierwsza tura moich badań dotyczyła znajomości rodzaju gramatycznego u użytkowników języka dziedziczonego: jak często robią oni błędy, czy słyszą błędy językowe związane z rodzajem gramatycznym, czy może zupełnie nie przykładają wagi do rodzaju, kiedy przyswajają sobie język albo słuchają go. Może ignorują rodzaj gramatyczny zupełnie, mówiąc „to już dla mnie za wiele, będę po prostu słuchać słów”. To była pierwsza tura. A aktualnie mój doktorat stara się zbadać, czy użytkownicy ci potrafią używać swojej wiedzy – niezależnie od tego, jaka jest to wiedza, bo jakąś przecież mają – w ten sam sposób, w jaki używają jej osoby jednojęzyczne (czyli w wypadku języka polskiego takie, dla których polski jest pierwszym i często jedynym językiem, jakim się posługują – przyp. LR). W moich badaniach staram się więc sprawdzić, czy ci użytkownicy potrafią przewidywać rodzaj gramatyczny na podstawie kontekstu. Widziałam, że ty potrafisz to zrobić. Jeśli masz rodzaj żeński na obu obrazkach i słyszysz „czerwona” – „książka” i „lalka”, to oczywiście rodzaj przymiotnika nie pomaga, ale jeśli masz żeńskiego rodzaju „książkę” i męskiego rodzaju „stół”, i słyszysz „czerwona”, to wiesz już, co to będzie. 

Dlaczego właściwie interesują Cię użytkownicy języka dziedziczonego i rodzaj gramatyczny?

Z.F.: Dobre pytanie. Wrócę na chwilę do hiszpańskiego. Te badania były robione na jednojęzycznych użytkownikach hiszpańskiego. Jednojęzyczne osoby mówiące po hiszpańsku potrafią zrobić to, co ty robiłaś w czasie mojego badania. Fachowo nazywa się to „predyktywne użycie rodzaju” – używanie informacji o rodzaju gramatycznym do przewidywania innych partii gramatycznych w zdaniu. Ten kierunek kontynuowano w badaniach różnych autorów na użytkownikach hiszpańskiego jako drugiego języka i badania wykazały, że wśród tej grupy istnieją rozbieżności. Większość użytkowników hiszpańskiego jako drugiego języka nie potrafi tego robić, nie naprawdę dobrze. Są dwie szkoły, jeśli chodzi o wyjaśnienia, dlaczego tak się dzieje, ale nikt dotąd nie zrobił tego, co ja robię, to znaczy nie zbadał, jak wygląda sytuacja w przypadku użytkowników hiszpańskiego jako dziedziczonego języka, czy może oni potrafią przewidywać na podstawie rodzaju gramatycznego. Zaczęłam w maju, zrobiłam ten eksperyment na użytkownikach dziedziczonego hiszpańskiego, żeby sprawdzić, czy oni potrafią przewidywać na podstawie rodzaju. Jestem w trakcie zbierania danych i myślę, że odpowiedź brzmi “tak”, ale zapytaj mnie za kilka tygodni. A teraz robię te badania na użytkownikach języka polskiego jako dziedziczonego, a oto dlaczego: hiszpański ma jedynie dwa rodzaje, męski i żeński, a polski ma trzy i nie ma rodzajników typu „el”, „la”. Z wielu powodów rodzajniki te nie są idealne przy badaniu, podczas gdy w języku polskim są inne słowa, które figurują przed rzeczownikiem i mają rodzaj gramatyczny, takie jak przymiotniki “niebieska, czerwona, zielona”, które z dużo większym prawdopodobieństwem wpływają na to, czy użytkownikcy de facto używają tej informacji do przewidywania rodzaju, czy może zapamiętali to dawno temu i chodzi tylko o częstotliwość. Naukowcy, z którymi rozmawiałam, którzy robili takie badania w Niemczech i w Hiszpanii, kiedy usłyszeli, że robię je w języku polskim, byli mocno podekscytowani, ponieważ polski jest fenomenalnie skomplikowany i doskonale nadaje się do naprawdę głębokiego wglądu w tę problematykę. Nikt nie chce robić badań związanych z językiem polskim, bo nikt nie mówi po polsku. 

Tak więc, masz tu pole do popisu i całe jest dla Ciebie. 

Z.F.: Tak, mam je całe dla siebie i jestem na względnie uprzywilejowanej pozycji, ponieważ mam wiedzę, mam zasoby i mam znajomości, dzięki którym mogę ściągnąć do laboratorium uczestników badania, co jest niesamowite. Do udziału w moim badaniu zgłosiło się 50 osób, szok. W większości osoby po trzydziestce. Mam też logistykę. Jestem tu jakby właściwą osobą na właściwym miejscu. I wydaje się, że społeczność naukowa jest niezwykle tym badaniem podekscytowana. 

Jaki będzie pożytek z tego badania, niezależnie od tego, czy udowodnisz swoją tezę, czy nie? Do czego użyć będzie można tych wyników w praktyce?

Z.F.: Trudno powiedzieć, zanim otrzymam wyniki. Chciałabym temu w zasadzie poświęcić rozdział mojej rozprawy doktorskiej – jak można tę informację spożytkować w dzisiejszym świecie, w środowisku edukatorów i nauczycieli języka dziedziczonego. Myślę, że byłoby niezrmiernie ekscytujące dowiedzieć się, że użytkownicy języka dziedziczonego używają tej informacji w dokładnie taki sam sposób, jak użytkownicy jednojęzyczni, ponieważ to pokazałoby… no wiesz. Nazywanie kogoś użytkownikiem języka dziedziczonego troche go umniejsza. W niektórych kręgach oznacza kogoś gorszego niż native speaker. Myślę, że jeśli powiemy takiej osobie “Zobacz, potrafisz używać języka polskiego w dokładnie taki sam sposób, jak ktoś, kto urodził się w Polsce. Pewnie, możesz zapomnieć o takim szczególe jak to, że łopata jest rodzaju żeńskiego, ale potrafisz używać tej informacji w dokładnie taki sam sposób, jak ktoś, kto to wie”, to będzie to niesłychanie motywujące. Czy może nawet jeśli nie dokładnie w taki sam sposób, ale na pewno lepiej od osoby, dla której polski jest jej drugim językiem, którego nauczyła się w dorosłym życiu. Może z większą konsekwencją, może on będzie nieco wolniejszy w przewidywaniu. Myślę, że to wciąż byłoby motywujące, powiedzieć: masz przewagę nad tymi wszystkimi użytkownikami. Używasz informacji o rodzaju, nawet jeśli nie jesteś tego świadomy. Bardzo niewiele osób może dziś powiedzieć: „A ja używam rodzaju predyktywnie” (śmieje się) Dużo jest tu wiedzy ukrytej, niebezpośredniej. To kolejna rzecz, o której chciałam wspomnieć: świadoma i nieświadoma wiedza o języku. Użytkownicy języka dziedziczonego, i jest to powód dla którego robię w badaniu „śledzenie wzrokiem” zamiast używać bardziej konwencjonalnej metody, czują duże naciski, kiedy zadaje im się bezpośrednio pytanie o język, gramatykę. Na przykład „Nazwij mi to, podaj rodzaj gramatyczny, powiedz mi, czym jest rodzaj, jak zmieniłbyś rodzaj tego przymiotnika tak, by pasował do rzeczownika”?

Ty sprawdzasz ich wiedzę językową na poziomie poprzedzającym język.

Z.F.: Tak, dokładnie. Badam wiedzę o języku implicite. Jak potwierdza wiele badań, użytkownicy języka dziedziczonego mają ją w takim samym stopniu, co monojęzyczni użytkownicy tego języka. Czyli – nie używasz języka za często, nauczyłaś się go dawno temu, ale to nie znaczy, że nie możesz użyć wiedzy językowej, którą wciąż posiadasz. 

Czy ma to coś wspólnego z bierną i czynną znajomością języka? Nie wiem, jak tu wygląda angielska terminologia. 

Z.F.: Tak. Użytkownicy języka dziedziczonego mają tendencję do rozumienia więcej niż potrafią powiedzieć, możemy więc zobaczyć, co oni rozumieją, a wtedy będziemy mieć lepsze rozeznanie w tym, co oni wiedzą. I jeśli powiemy im: hej, wiecie naprawdę dużo, nauczyciele to widzą, rodzice to widzą… to zdecydowanie da im większe poczucie pewności siebie. 

Czy lingwistyka użytkowników języka dziedziczonego jest popularną dziedziną nauki? 

Z.F.: Pojawiła się może dziesięć czy piętnaście lat temu. Lingwiści mocno ją eksplorują. Zajmowanie się lingwistyką użytkowników języka dziedziczonego jest bardzo sexy. 

Za sprawą pokolenia milenialsów, którzy dorastali w wielojęzycznym i wielokulturowym świecie? 

Z.F.: Tak, użytkowników języka dziedziczonego wciąż przybywa. Nawet na poziomie uniwersyteckim mamy coraz więcej klas dla użytkowników języka dziedziczonego, a więc jeśli studiujesz na Harvardzie, to masz tu zajęcia dla uzykowników hiszpańskiego czy chińskiego, co moim zdaniem dopomina się o materiały do nauczania. Jak wygląda wiedza o nauczaniu tych użytkowników? Ludzie płaca naprawdę duże pieniądze, by studiować na Harvardzie czy na jakimkolwiek uniwersytecie tutaj, w USA, a więc powinniśmy mieć pewność, że instrukcje i nauczanie będą miały odpowiednią jakość, a nauczyciele będą wiedzieć, co wiedzą ci studenci, aby dopasować jak najlepiej do tej wiedzy metody i techniki zamiast uczyć metodą prób i błędów. Mówienie dwoma językami, w tym jednym dziedziczonym, jest więc coraz bardziej popularne z powodów demograficznych, ale także sama lingwistyka dostrzega, że jest to unikalna kombinacja dwóch gramatyk w jednym mózgu, która daje unikalne możliwości kontaktu dwóch języków. Czyli, jak te języki wzajemnie na siebie wpływają, ponieważ to nie działa tylko w jedną stronę, czyli jak angielski wpływa na Twoją polszczyznę. Z tego powodu jest to także czysto naukowe zagadnienie, które jednocześnie ma potencjał do tego, by zdziałać zoś poza społecznością lingwistów. 

Czy mogłabyś podzielić się z naszymi czytelnikami, wśród których są również rodzice, czymś bardziej osobistym w odniesieniu do użytkowników języka dziedziczonego?

Z.F.: Z osobistych doświadczeń… jako nastolatka bardzo zmagałam się ze swoją tożsamością, ponieważ mówiłam dwoma językami, ponieważ czułam, że moja rodzina jest troche inna, ponieważ mieliśmy inne zwyczaje i to było naprawdę trudne, ale teraz, gdy jestem tutaj i mogę spojrzeć na to z boku, to ogromnie się cieszę i nie wyobrażam sobie bycia kimś innym. Bycie użytkownikiem języka dziedziczonego jest naprawdę super i ciekawą częścią mnie i wiem, że czas dorastania to naprawdę ciężka sprawa…

…pownieważ zawsze jesteś inna!

Z.F.: Tak jest, a więc myślę, że wspaniale jest być użytkownikiem języka dziedziczonego i mieć świadomość wynikającej z tego wspólnoty i czuć, że to łączy cię z pewną grupą ludzi. A z naukowego punktu widzenia… coraz więcej jest dowodów na to, że jako taki użytkownik, możesz rozwijać swoją znajomość gramatyki. Myślę, że współpraca nauczycieli i naukowców nad tym, co można rozwinąć, jakie metody działają, oraz odkrycie tego, co się dzieje w głowach dwujęzycznych użytkowników, może oznaczać duży postęp. Może warto popracować nad jakimiś konkretnymi partiami gramatyki. Docelowo będzie to służyć użytkownikowi, który tego naprawdę potrzebuje. Mówię to, ponieważ wiem, jak frustrująca jest niemoc wyrażenia pewnych rzeczy w pełni poprzez język i z jakim poczuciem nieadekwatności to się wiąże. Po pierwsze, nie powinniśmy się tak czuć! A po drugie, możemy pomóc innym rozwinąć większą pewność siebie, jeśli chodzi o ten ich język, który łączy ich z rodziną i kulturą pochodzenia. 

W naszej wcześniejszej rozmowie wspomniałaś także coaching polskich studentów Uniwersytetu Harvarda. Opowiesz trochę więcej o tym doświadczeniu? Wiem, że jest dla Ciebie bardzo satysfakcjonujące. Czy mogłabyś również spróbować opisać przeciętnego studenta/studentkę Harvarda z Polski? Pytam bardziej o portret psychologiczny niż o dane demograficzne. 

Z.F.: Pracuję jako konsultantka przy przyjmowaniu studentów. Spotykam się czy jestem w kontakcie głównie z polskimi uczniami szkół średnich, którym pomagam przygotować się do SAT i złożyć aplikację. Pracowałam z uczniami, których przyjęto na takie amerykańskie uczelnie, jak Harvard, Yale, Columbia University, Upenn, Boston University, NYU, itd. I tak, jest to niesamowicie satysfakcjonujące! Dla uczniów z Polski przyjęcie na najlepsze uczelnie w USA to spełnienie marzeń i szansa na całkowitą życiową zmianę. Zdanie sobie sprawy z tego, że odgrywam rolę w procesie tak niezmiernie istotnym dla życia młodego człowieka, wywołuje pokorę. Praca nad tym, by studia na amerykańskich uczelniach były bardziej dostępne dla osób z Polski, to moja wielka pasja i jest to niezwykłe widzieć, jak najlepsze uczelnie w USA przyjmują coraz więcej polskich studentów. Mam nadzieję, że sukces tych studentów zachęci większą liczbę polskich uczniów i sprawi, że zobaczą oni, że studiowanie w Stanach nie jest nieosiągalne, ale że jest to coś, na co oni także mogą pracować, co warto spróbować zrobić i co mają szansę osiągnąć. 

Jeśli chodzi o profil polskiego studenta Harvarda, to myślę, że mogą występować tu duże różnice, ale cechą, która łączy ich wszystkich i która dla mnie wybija się na pierwszy plan, jest ich ciekawość. Porozmawiaj z dowolnym spośród tych studentów i zobaczysz, że każdy ma coś, co ogromnie go ciekawi, co jest jego pasją do tego stopnia, że na ten temat czyta (co prowadzi go do zgłębiania mnóstwa innych tematów), i że dzieli się on swoją wiedzą na wiele sposobów i poprzez różne inicjatywy.      

Powiedz proszę więcej o grupie polskich naukowców z Bostonu, którzy zaprosili Cię do zrobienia prezentacji o Twoim projekcie. 

Z.F.: Celem, który stawia sobie Polish Scientific Network w Bostonie jest kontakt pomiędzy polskimi naukowcami z okolic Bostonu. Spotykają się oni co miesiąc, a podczas spotkań członkowie prezentują w 30-minutowych wystąpieniach o charakterze akademickim swoje badania, po czym następuje dyskusja. Jest też czas na networking. Moja prezentacja była 27 marca. Wyniki moich badań zostaną również opublikowane na mojej stronie (https://scholar.harvard.edu/zzfuchs), gdy tylko skończę dysertację.

No i prawie bym zapomniała o tym jakże istotnym pytaniu, które jest definicją polskich korzeni w Stanach Zjednoczonych: czy gotujesz polskie dania i jakie są Twoje ulubione polskie potrawy? A jeśli uważasz, że jest coś jeszcze, poza rodziną, kuchnią i językiem, co opisuje Cię jako osobę polskiego pochodzenia, to powiedz nam proszę, co to jest.

Z.F.: Muszę wyznać, że po babci odziedziczyłam pewnego rodzaju niemoc, jeśli chodzi o gotowanie. Ale gdy tylko przychodzą święta, cała moja rodzina: mama, tato i dwóch braci zbiera się razem, by tworzyć pierogi – taśmowo. Jestem świetna, jeśli chodzi o lepienie (czy jest dobry angielski odpowiednik tego słowa?). Trudno powiedzieć, co definiuje mnie jako Polkę. Widzę fragmenty mojej polskości w tym, jak byłam wychowywana, w moich interakcjach z rówieśnikami (gdy mówię „spotkajmy się jeszcze kiedyś”, to naprawdę mam to na myśli!) i w innych obszarach.  Ale najlepszym codziennym przypomnieniem o mojej tożsamości jest moje imię… “Zuzanna” to imię w Stanach niezbyt popularne. To skromne, jak mogłoby się wydawać, “Z” na początku mojego imienia, jest zwykle dla innych wystarczającym pretekstem do komentarzy i za każdym razem odpowiadam z dumą „Och, jestem Polką”. 

.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Lidia Russell

Zdjęcia: Lidia Russell

.

Zuzanna Fuchs
.

The bridge between science and teaching done on heritage speakers 

.

Interview with Zuzanna Fuchs, PhD candidate in linguistics at the Harvard University 

I meet with Zuzanna Fuchs at the lab is in Northwest Building at 52 Oxford St, Cambridge, MA. It is about a 10 minute walk from Harvard station. I walk through Harvard University Yard, and past the science center to Oxford St. Quite pleasant walk on a warm autumn evening. The building is just beyond the Harvard Museum of Natural History. This is where the young Harvard linguist of Polish origin works on her latest research. I came to participate in her study* related to bilingualism, and to conduct an interview with Zuzia, as she introduces herself to me. 

*The study consists of two parts. First one is the questionnaire of fluency in Polish language. Zuzanna asks the participants how did they learn Polish and if they grew up mostly in the United States or in Poland? To what extend they can read and write in Polish? Have they been attending Polish language school? And other questions determining their fluency in Polish. The second part is eye tracking. You sit in front of a camera and two big pictures appear simultaneously on a monitor. You look at these pictures, and listen to the voice, which asks you to look at the first or at the second picture as quickly as possible. It is really simple. Pictures show two objects of the same color, a chair and a hat, for instance, and the voice says “Where is the red chair?” Of course, the point is that as the voice is pronouncing “red”, your eyes go towards the picture of a red chair already, because in Polish language the grammatical gender of adjective has to match the grammatical gender of a noun. The reaction of your eyes, registered by the camera, shows if you know the rule of a grammatical gender in practice, even though you may not be able to explain it.      

Since you’ll be better at this, may I ask you to introduce yourself to our readers? 

Zuzanna Fuchs: Okay. My name is Zuzanna Fuchs, my parents call me Zuzia. Some of my American friends picked up on that and also call me Zuzia. I was born in Poland, and when I was eight months old, my parents left for the United States. We’ve been here since then, basically, and I attended American schools, except for when I was third and fourth grade student in Warsaw, Poland. 

My apologies Zuzanna, I just had a thought that because of your work in the United States and your American study we would rather benefit from a bilingual interview? If you agree, let’s switch to English. 

Z.F.: Agreed, I attended university at Columbia, a Columbia University in New York, and majored in statistics and linguistics. I wrote my senior thesis on English loanwords in Polish and how they are assigned grammatical gender and declined using the Polish declination system. Soon after I went to Harvard for my PhD and I’m hoping to defend in April or May. My uncle wants to fly all the way from Poland for my defense, he is very excited about it. Oh, and I grew up in Michigan with my parents and my two younger brothers and they always insisted that we speak Polish to each other. We would go back to Poland every summer and speak Polish with my grandparents, but my parents also took care to put us to camps, so that we would have friends our age, and because we had friends our age it was very important for us to maintain our level of Polish. Polish was not just the language that we spoke mom, dad, and grandparents, but also to speak to our friends. It motivated us to speak Polish at a particular level. 

Yes, it was a wise choice of your parents. And you didn’t attend Polish school at Michigan?

Z.F.: It was a little too far away from us, but we had a community. We called ourselves “the Polish clique”. Our Polish clique was a group of six families, our parents all knew each other. Once upon a time in Poland, and as the things go, they told their friends “We are moving to Michigan”, and their friends said “Oh, we have friends here and here, let’s put you in touch”. So now there is this group of six families: twelve adults, twelve kids, all around my age, but we grew up together, so I know some of them since I was in diapers, some of them have known me since I was in diapers…

Have you always spoken Polish?

Z.F.: That changed. We certainly spoke Polish with the adults. Different families have different capabilities in terms of finances and time to go back to Poland and to speak Polish to each other. I was lucky enough to have parents that were professors at the University of Detroit Mercy in Michigan. That means they had summers off, so we traveled, and they had days that they didn’t have to go to work. We could spend a lot of time talking Polish to each other. Some other people in the group can’t speak Polish quite as well, especially the older they get, so among ourselves, the younger generation we tended to speak English. But when we were younger it was much easier to maintain Polish, we spoke Polish together, we celebrated all the Polish holidays, we would read Polish books together, we watched “Czterech pancernych” together. Our parents made us use Polish math textbooks. As proper Polish immigrant parents they were very concerned by the level of math in American school system and wanted us to stay up to date. They are all my “ciocie i wujki”. To our American friends we would say that they are our cousins, because we basically celebrated all our birthdays together. You know, when you don’t have your real family nearby, you create your own family. 

That sounds right. Going back to today, what’s the theme of your PhD thesis?

Z.F.:  What I’m interested from my personal experience is what’s called heritage speakers. Are you familiar with this term? In linguistics a heritage speaker is someone who speaks two languages, is bilingual, but one of the languages is much weaker, and that language is usually the one they learned first, from their parents. But because they entered a typically English speaking community, at some point English has become their dominant language and Polish is now their heritage language. They are marked usually by the fact that they’re not quite that comfortable speaking Polish, they make mistakes, maybe their vocabulary is not quite as developed as for an adult monolingual speaker growing up in Poland. Because of the way the world is developing, the heritage speakers are a bigger and bigger percentage of the world at this point. Many people across the world call themselves heritage speakers, because they emigrated somewhere as children or maybe they were born in the United States but were growing up speaking Polish with their parents.

So the proper use of this term would be to say that you are a heritage Polish speaker?

Z.F.: Yes, we are heritage speakers of Polish. So my thesis is on heritage speakers and in particular grammatical gender. The motivation to study heritage speakers is because there are more and more heritage speakers every day and also more heritage speakers who want to re-learn their language. One important distinction that we make when we talk about heritage speakers is that heritage speakers are native speakers. So we don’t talk about heritage speakers as opposed to native speakers, because heritage speakers learned their language as a native language at first. So we make the distinction between heritage speakers and monolingual speakers. But many of them want to relearn their language to sound like monolingual speakers. There are a lot of language schools that offer this service, but the science behind what heritage speakers actually know has been not nearly as well developed as knowledge about monolingual speakers. So heritage linguistics is still a new field. 

How would you differentiate a heritage speaker from a bilingual person? Or perhaps you don’t go into this distinction at all?

Z.F.: Because it’s a very hard distinction. Most linguistics would tell you that it is hard to be a perfectly bilingual person. 

…because the definition of bilingualism is vague or there are many…

Z.F.: Yes, and it’s hard to perfectly balance speaking both languages and there are many people who are bilingual with one language more dominant. The difference of course is between heritage speakers and monolingual speakers and then heritage speakers and what we abbreviate as L2 – second language speakers. So there is a different between me and my parents. My parents can communicate very well in English, their accent is different of course, but they are L2, because they learned English after their, what we call age of fossilization. The age of fossilization is when you are no longer able to learn language as quite as easy, so people say it’s around the age of puberty, 8-14. So heritage speakers learnt their Polish or English before their age of fossilization and L2 learned Polish their entire childhood and didn’t start speaking English until they were an adult. Does that make sense?

Yes, of course, but I believe that there are people who are not in this category. For instance, what about those who started to learn their second language when they were 8 or 14?

Z.F.: Well, they are probably still L2. So for instance many students in Poland start to learn English very early, but they still don’t speak English daily or quite as frequently or quite as strongly, right? They are still identified as second language speakers by their accent, by the potential errors that they make, so they still would be consider L2 bilingual speakers of English. 

I believe that still there are exceptions.

Z.F.: Yes, that’s what interesting about heritage speakers, that there is really a huge spectrum. So at one end of a spectrum heritage speakers are almost perfectly balanced bilingual speakers, and have a conversation in either language very comfortably, but there are minor things, minor errors, and usually you can tell by demographic and ask them which language they are more comfortable using if they have to pick one, and they may pick English. And on the other end there are also these heritage speakers that can only understand Polish but maybe can’t speak Polish or are very hesitant to say anything. There are many parent-child relationships where the parent speaks Polish to the child and the child responds in English, I’m not sure how often you come across this, I come across it quite frequently. There is a whole spectrum.

And is this whole spectrum your focus?

Z.F.: I am actually focusing on a group that is comfortable speaking that other language and that’s because it’s a little easier to figure it out what they know. So my focus is what do these speakers know, what’s in their grammar, and how can they use it. And the results of this study can be used as a bridge in a gap between the science that’s being done on a heritage speakers and the teaching that’s being done on a heritage speakers. Because right now it seems like these two silo’s can operate independently of one another, and I hope that within next few years it will change and these two branches will talk to each other much more. The teachers have a lot to offer, from their personal experience, that the scientists were ignoring, because they were thinking “Oh, it’s just an anecdotal evidence, you are not doing the science, you don’t know.” And then some of the teachers… I haven’t talk to Polish language teachers, but I worked on heritage Spanish as well, and there is some reluctance from teachers to engage in a science, because from their side of things the scientists are in ivory tower, completely disconnected from reality. What could make huge difference and many leaps forward in a heritage language teaching is that if these two forces have come together and share the knowledge to develop teaching materials. 

It may be very interesting for our readers who are mostly teachers from the Polish schools in America. 

Z. F.: Okay, great. This is something that I feel very strongly about, precisely because I am a heritage speaker. This hits very close to home. I hope that eventually materials for heritage language teaching can be better because – as I’m sure these teachers know – heritage speakers have very unique set of needs. They’re different than if you were to teach any American speakers Polish as a second language.

This kind of exchange would be fruitful for both sides. I think that teachers are interested in it more and more. We have on our website articles on bilingualism, and teachers are very interested, because it gives them a weapon. They can share some information with their students to motivate them. This is another question that I wanted to ask you: what are the profits of being bilingual? 

Z.F. Yes, there is a lot of studies on bilingualism and the benefits of bilingualism. It certainly has been proven to give you a leg up in other cognitive tasks, multitasking in general, and of course, fighting Alzheimer’s. Other things may be flying under the radar, I mean practical life things. Like how many job opportunities you can get from saying that you speak another language, that you have some amount of multicultural awareness,  you know how to speak with people from different cultures?

I think that it may be so in Massachusetts.

Z.F.: Absolutely, and in New York. I have actually worked for Google over the summer and one of the things that they look for in candidates… because they have teams all over the world… is “can you work with the team scattered all over the world, can you be aware that you should look out for cultural differences?” This kind of meta-awareness of language, of culture is incredibly valuable in today’s world, where most of the things that you come across have some kind of international flavor to them. 

Back to your study, could you say more about it and how it is related to your PhD?

Z.F.: The big picture of my study is heritage speakers and grammatical gender. Grammatical gender is one of these things that heritage speakers often struggle with, it doesn’t matter if they are Polish, but grammatical gender is tough. If you speak with the heritage speaker very often, you may observe, and it has been observed consistently, that they make mistakes with grammatical gender on adjectives, on articles if the language has articles, like Spanish. So first turn of studies that I’ve done had to do with what is their knowledge of grammatical gender, how often they make mistakes, do they hear errors in gender, or do they even not pay attention to gender in processing language. They ignore them, saying “that’s too much for me, I am just going to listen to the word.” Now my PhD is figuring out if they can use their knowledge – it doesn’t matter what knowledge they have, they have some. Can they use this knowledge in the same manner as monolingual speakers? In my study I am checking if they can predict the gender. I saw that you could do this. If you have a feminine gender on both pictures and you hear “czerwona” “ksiązka” “lalka” it doesn’t help, but if you have feminine “książka” and masculine “stół”, and you hear “czerwona”, you know what it will be. 

Why the heritage speakers and gender? What is so interesting about it?

Z.F.: Good question. I’ll back up to the Spanish for a second. This kind of studies had been done a lot on monolingual speakers in Spanish. Monolingual speakers of Spanish can do what you did, the key phrase here is “use gender predictively” – use the gender information to make a prediction about what’s next. Then there were follow up studies done by various authors on second language speakers of Spanish, and they showed that second language speakers of Spanish are inconsistent, can’t typically do it, they are not really good at that. There are two schools of thought as to why this difference exist, and what nobody came along and did, which is what I’m doing, is figuring out that those two schools of thought made different predictions for heritage speakers of Spanish and whether or not they are going to be able to do it. So it started out in May, I ran this experiment on Spanish to figure out if heritage speakers of Spanish can use gender predictively. I’m in the middle of gathering my data, I think the answer is yes, but ask me again in a couple of weeks. And now I’m doing it on Polish, and here is why. Spanish has only two genders, masculine and feminine, so sure I’m going to answer the question which school is correct. Polish has three genders and it doesn’t have article, “el”, “la”. There are all sorts of things that make looking at “el”, “la” not ideal, whereas looking at Polish, in Polish there are other words that come before noun that have gender, like adjectives, “niebieska, czerwona, zielona”, which makes it much more reliable to determine whether speakers are actually using that information to determine the gender or whether they memorized it a long time ago and this is just a frequency. Scientists that I talked to, who have done these studies in Germany and in Spain, when they hear that I’m doing it in Polish, are incredibly excited, because Polish is phenomenally complex, and perfectly suited for a really deep probing of grammatical gender. Nobody wants to do it in Polish, because nobody speaks Polish. 

So, you have it all for yourself.

Z.F.: I have it all for myself and I’m in a relatively unique position, too. I have the knowledge, I have the resources, and I have connections to actually get participants to a lab, which is awesome. 50 people showed up, which is shocking, mostly in their 30s. I have the logistics as well. I’m kind of right person to do this. And it seems that scientific community is incredibly excited about it. 

What would be the outcome of this study, whether you prove your thesis or not? What is the practical use of this study?

Z.F.: I cannot say until there is a result. I actually would like to dedicate a chapter of my thesis to say how this information could be useful to the outside world, to heritage language educators. How it’s going to be useful would probably depend on what the answer is. I think it would be incredibly exciting to find that heritage speakers can use this information in the exact same way as monolingual speakers, because this would show… you know… calling someone a heritage speaker is very loaded term. In some circles it is seen like a subordinate, like a worse than a native speaker. And I think to say “Look, you have the same capacity to use the language. Sure you may forgot the detail if “łopata” is feminine or masculine, but you can use that information in an exactly same way as someone who grew up in Poland”. I think that would be awesome and incredibly motivating. Or even if I find that maybe not in exactly the same way as the monolingual speakers, but still better than the second language speakers. Maybe you’re more consistent, they are a fraction slower. I think that would still be motivating to say, you have a leg up, against all these other people. You’re using this information, maybe you’re not aware of that. Very few people can tell you, “Well, yes, I use gender predictively” (laughs). There is a lot of implicit knowledge. There is another thing that I want to share, which is about implicit versus explicit knowledge of language – heritage speakers, and the reason why I’m doing eye tracking versus conventional methods is that heritage speakers feel a lot of pressure when they’re asked explicit questions about language, like “tell me the name of this thing, tell me what the gender is, how would you change the gender of this adjective to match the noun”.

You’re checking it on pre-lingual level.

Z.F.: Yes, exactly. What I’m testing is implicit knowledge of language, which again, in other studies on implicit measures of heritage speakers show that in implicit measures heritage speakers are very often on pair with monolingual speakers. You’re out of practice, you learnt it a long time ago, but that doesn’t mean you can’t use the language knowledge that you have.

Does it have anything in common with being an active and passive speaker of language? I don’t know if this is the term that you use in English.

Z.F.: Yes, heritage speakers tend to understand much more that they can say. So if we can tap into what they understand, then we have a better sense of what they know. And if we show them, “hey, you know a lot, and your parents say you do, your teachers say you do”, that coax that out a little bit or give them the tools, makes them feel more confident…

Is heritage linguistics very popular among scientists?

Z.F.: Heritage linguistics came onto the field maybe ten of fifteen years ago. Among linguists it is incredibly explorative. It’s very sexy to do heritage linguistics. 

Because of the millennials who grew up in multilingual and multicultural world.

Z.F.: Yes, there is just more and more of these heritage language speakers. There start to be many heritage languages classes even at the university level, so if you go to Harvard, there are classes for heritage speakers Spanish, heritage speakers Chinese, which I think makes it even more urgent to develop these materials. Where is the science behind this language teaching? People pay a lot of money to come to Harvard and any university here, so we want to make sure that they are getting quality instruction, that their instructors know what these speakers know, that they can target or adjust the teaching methods appropriately rather than going by trial and error. So it’s becoming increasingly popular for those demographic reasons, also within linguistics we’re starting to see that because it is relatively unique combination of two grammars in the single brain that is really a unique way to study language contact. So, how two languages can impact each other, because it can go both ways, it’s not just that your Polish is impacted by your English. For that reason it’s purely a scientific question as well, and also has a potential to make a difference outside of our scientific community. 

Is there anything more personal that you could share with our readers who are also parents in regards to heritage language speakers?

Z.F.: On a personal side, as a teenager I struggled very much with my identity, because I spoke two languages, because I felt like my family was a little different, that I was a little different, because my customs were different, and that was admittedly hard, but now, when I’m here and being able to step back, I’m so happy and I can’t imagine being anybody different. Being heritage speaker is such a cool and interesting part of me, and I know that being a teenager is a really tough time…

…because you’re always different!

Z.F.: Yes, you are, so I think it’s great to be a heritage speaker and to claim some community that way and feel in that way connected to the group of people. And from the scientific point of view… there is a growing body of evidence that you can improve certain parts of your grammar as a heritage speaker, and I think that we can make a lot of progress if the science can collaborate with the teachers to find out what areas can be improved, what methods work, what’s going on in the speakers’ head, and maybe target certain parts of the grammar in more specific ways. And ultimately it is going to benefit the heritage speakers who need it, because I know how frustrating it is to feel that you cannot quite express certain things, that you are not adequate. First thing, you shouldn’t feel that way! Second, I feel that we can help them to feel more confident in their language which is their tool to connect with their families and their cultures.

In our former conversation, you’ve mentioned being a coach for Polish students at the Harvard University. Could you please tell us a bit more about this experience? I know that you find it very gratifying. Could you also try to describe an average Polish Harvard student? I’m asking more about psychological portrait than about demographic data.

Z.F.: I work as a college admissions consultant, working primarily with Polish high school students to help them prepare for the SAT and to put together their college applications. I’ve worked with students who have been admitted to universities such as Harvard, Yale, Columbia, UPenn, Boston University, NYU, etc. And yes, this is incredibly rewarding! For students in Poland, being admitted to a top US university is a life-changing opportunity and a dream come true. Knowing I played a part in something so pivotal in a young person’s life is so humbling. I am incredibly passionate about making studies at American universities more accessible to people in Poland, and it’s amazing to see these top US universities admitting more and more Polish students. I hope these students’ success will encourage more Polish students to see studying in the US not as an almost unachievable goal, but as something that they can also work toward and have a chance at attaining.
 As far as the profile, I think it varies quite a bit, but the unifying quality that stands out most to me is these students’ curiosity. Talk to any one of the Polish undergrads, and you’ll find out there are some things they were so curious and passionate about, that they read a lot about this topic (which led to reading about many others!), and that they shared their knowledge and passion through various initiatives. 

Please tell us more about the group of Polish scientists in Boston who invited you to do a presentation about your project.

 Z.F.: The goal of the Polish Scientific Network of Boston is to “connect Polish scientists in the Boston area. [They] hold monthly meetings, at which the members give informal high-level presentations (~30mins) about their research followed by a discussion and networking.” I will present at their meeting on March 27. The results will also be published on my website (https://scholar.harvard.edu/zzfuchs) once the dissertation is complete.  

I almost forgot about the most important question! Something that absolutely defines Polish heritage in the United States: do you cook Polish meals? What is your favorite Polish food? And if you think that there is something else, except for the family, the kitchen and the language, that defines you as a person of Polish origin, please tell us what it is?  

Z.F.: I have to confess that I inherited from my grandmother somewhat of an inability to cook. But come Christmas time, my whole family: mother, father, and two brothers gets together to create a pierogi-making assembly line. I have become great at lepienie (is there a good English equivalent of this word?). 

It’s hard to say what defines me as a Polish person. I see pieces of it in my upbringing, the way I interact with friends (if I say “let’s meet up sometime”, I mean it!), and more. But the best daily reminder of my identity is my name… “Zuzanna” is not very common in the States. As small as it may seem, that “Z” at the start of my name is often enough for people to comment on it, and each time I get to proudly say, “oh, I’m Polish.” 

.

Thank you very much, Zuzanna!

Questions and photographs: Lidia Russell

.

Poprzedni artykułDobra Polska Szkoła na konferencji o języku polskim na KUL-u
Następny artykułJeden dzień w japońskiej szkole
Lidia Russell
z wykształcenia polonistka i politolożka, z zawodu redaktor i PR-owiec, z zamiłowania – pedagog i dziennikarka, zainteresowana m.in. wielokulturowością i edukacją przez sztukę, mitami, opowieściami i legendami z różnych kultur oraz fotografią i ceramiką artystyczną. Autorka opublikowanych opowiadań dla dzieci i dorosłych oraz activity books; koordynatorka i uczestniczka projektów edukacyjno-artystycznych adresowanych do dzieci, młodzieży i rodziców, we współpracy m.in. z Akademią Pstryk, Centrum Artystycznym Sztukarnia, Stowarzyszeniem Grupa Studnia O., Fundacją Marebito, Klubem Traffic. Na naszym portalu autorka rubryki “I love Boston! ”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj