O tym jak będziemy przeżywać tegoroczną Wielkanoc pisze Bożena Chojnacka. Nasza redakcyjna koleżanka zanotowała wypowiedzi Alicji Filochowskiej-Pietrzyk z Warszawy i Anny Nosek, przebywającej z mężem Januszem w Gdańsku.

xxx

Święta z laptopem na stole” – Alicja Filochowska-Pietrzyk z Warszawy

Nic już nie będzie takie samo. To zdanko tak często ostatnio wypowiadane krąży nad moją głową jak natrętna osa. Nic? Nic nie będzie takie samo? Mój ty Boże! Ja chcę, żeby było jak było. Nie najlepiej to brzmi – karci mnie mąż. Daj spokój, odgryzam się – ja myślę tylko o Wielkanocy, o naszych wnukach, nie o polityce.

Siedzę przed laptopem, równocześnie rzucając okiem na ekran telewizora, gdzie rzecznik ministerstwa zdrowia raportuje o dalszych ofiarach wirusa. Kolejny smutny dzień. Normalnie wieszałabym pewnie zasłony, dekorowała mazurki, piekła babki. Tak jak w zeszłym roku, jak dwa lata temu. A w tym roku… klops. Zupełnie nie mam zapału do przedświątecznych robótek. Niby wolnego jest więcej, pokus towarzysko – zakupowych wprost przeciwnie, a ja snuję się po domu bez celu i sensu.

Jak przeżyjemy te Święta? Chciałam, by móc jak co roku: malować pisanki z wnuczętami, święcić z nimi w Wielką Sobotę koszyczek, a potem – starym warszawskim zwyczajem – odwiedzić całą rodzinką kilka kościołów na Starym Mieście, by pomodlić się przy grobie pańskim. A w świąteczny ranek przeżyć z nimi Rezurekcję, z procesją wokół kościoła. A potem cieszyć podniebienia potrawami, stukać się jajami, objadać słodyczami.

W tym roku wnucząt i ich rodziców nie będzie. Zostaną w Londynie. Przy naszym długim stole usiądziemy tylko we dwoje, bo nawet wyprawa do rodziny nie będzie możliwa. – Nie użalaj się nad nami- pociesza jak zwykle niezawodny mąż. Postawimy z boku laptopa. 

xxx

Wielkanoc jednak trzeba przygotować” – Ania Nosek, przebywająca z mężem Januszem w Gdańsku u rodziny syna.

Nie będzie szaleństw kulinarnych, ale stół powinien mieć odświętny wygląd. Mąż już dziś posiał rzeżuchę, ja zbieram łuski od cebuli, by wykorzystać je do pomalowania jajek. Syn zaopatrzy rodzinę w najpotrzebniejsze produkty (listę zakupów utworzymy wspólnie). Na pewno zrobię: sałatki, żurek, na zakwasie. Cos słodkiego upiekę sama, np. sernik, makowiec, może szarlotkę. Nie zrobię, jak co roku, pasztetu. Wędliny kupimy gotowe. Będzie za to rozmaitość przygotowania potraw z jaj. Planuję włączyć do tego „jajecznego” zadania starszego wnuka. Podam mu wiosenne witaminy –szczypiorek, rzodkiewkę, nać pietruszki, pomidor. I niech działa! Dla nas do picia: kawusia, herbatka z imbirem, miodem, cytryną. Podobno tonik z chininą trzeba pić, by walczyć ze złym wirusem. Jeszcze tego specyfiku nie próbowaliśmy. Może warto spróbować!

A tak na poważnie… 

Wygląda na to, ze będziemy siedzieć w domu u syna i uczestniczyć w modlitewnych wspólnotach udostępnionych przez media. Tu duchową łączność ze wspólnotą kościoła zapewnia parafia Ojca Pio.

Nie będzie wizyt innych ani spacerów po Oliwskim Parku, czy wypadu nad Bałtyk. Taki niestety czas.  Będąc w Gdańsku, tworzymy od kilku miesięcy trzypokoleniową rodzinę, ucząc się rozwiązywać problemy, tworząc dobre relacje. Przyznam, że jest wesoło i głośno podczas baraszkowania z wnukami. Starszy utrzymuje kontakt internetowy ze Szkołą Podstawową nr 6, jest uczniem klasy II.

Nie będzie święcenia palm w Niedzielę Palmową. Nie pójdziemy z wnukami ze święconką w Wielką Sobotę. Poświęcimy pokarmy przed świątecznym śniadaniem, podzielimy się jajkiem i złożymy sobie życzenia, wspominając córkę mieszkającą w stolicy i syna mieszkającego w Bostonie. Połączymy się z nimi przez Skypa.  Na pewno nie zabraknie uwielbianego przez wnuków Śmingusa-Dyngusa. Oblewanie wodą to tradycja stara jak świat. Za moich młodych lat oblewanie było niesamowite, bo chłopaki ganiali za dziewczętami z wiadrami zimnej wody. Dziś tego nie ma.  Wielkanoc to rodzinne święta. Przeżyjmy je z wiarą w moc Boga, zapraszając Jezusa do naszego życia.

A jaka będzie moja Wielkanoc?

Od niedawnej śmierci mamy nic już nie jest takie samo. Będą to moje pierwsze święta bez jej obecności, jej zatroskania o to, co kupić, co postawić na stole. Mama zawsze dbała o to, żeby niczego nie zabrakło. Już na dłuższy czas przed świętami snuła plany, zapisywała na kartkach to, co należy zrobić. Mama dbała o swoją fryzurę. Zwykle na wiosnę woziłam ją do fryzjerki, żeby zrobiła jej trwałą ondulację. Potem mnie, wyznaczonej do zawijania włosów na wałki,  łatwiej  było nadać jej wymagany przez mamę kształt, koniecznie nad czołem musiał być loczek.

Może to i dobrze, że nie będzie przeżywać tego dramatu, który odbywa się wokół nas. Mama bardzo utożsamiała się z nieszczęściem i niepowodzeniami innych. Martwiła by się, że ludzie z powodu wirusa tracą pracę. Mniej by się martwiła o siebie.  Uważała, że swoje już przeżyła.

Będę te święta spędzać z wciąż z żywą pamięcią o Niej. Będę się łączyć z córką, zięciem i wnukami. Będę  spędzać święta z Jezusem, uczestnicząc w transmisjach nabożeństw,słuchając kazań, analizując  je. Przywołam przeczytany jeden z wywiadów, w który kapłan radził, aby w tym szczególnym czasie spróbować bardziej wejść w głąb  tajemnic śmierci Chrystusa i Jego Zmartwychwstania i zrozumieć, co przeżywali ludzie, którzy wtedy stali pod krzyżem – Maryja i św. Jan. Co przeżywali ci, którzy pośpiesznie i niemal w ukryciu grzebali ciało Jezusa w grobie? Co czuła Maria Magdalena, a potem Piotr i Jan, którzy o świcie pobiegli do pustego grobu zobaczyć, co się stało? Spróbujmy więc wejść w przeżycia pierwszych świadków zarówno śmierci, jak i zmartwychwstania Chrystusa. Może się okazać, że te święta, kiedy nie będzie jak pójść do kościoła i przyjąć Najświętszego Sakramentu, staną się czasem głębokiej refleksji.

To ten sam Chrystus, którego czcimy i wielbimy w kościołach jest przy nas, właśnie w naszych zamkniętych domach i mieszkaniach, w tym trudnym do udźwignięcia czasie. Najważniejsze, abyśmy otworzyli dla Niego nasze zatrwożone serca.

.

Bożena Chojnacka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj