Łodziska, gmina Lelis. Zjeżdżamy z drogi na Myszyniec. Plac wiejski mieści się na końcu wsi. Biorę udział w niedzielnej imprezie o nazwie Święto Jagody. Korzystam z zaproszenia pań z Koła Rolniczego w Łodziskach, które poznałam na kwietniowej Niedzieli Palmowej w Łysych.

Janina Piątek, Danuta Ejdys i Anna Ogniewska zdobyły drugą nagrodę w kategorii prac zbiorowych. Wykonana przez nie palma liczyła cztery metry. Mogły, jak stwierdziły, przystroić dużą wyższą, ale jak poradzić  z transportem takiego olbrzyma, żeby nie uszkodzić palmy. Z Łodzisk do Łysych jest kawałek drogi. 

Zostawmy wspomnienia. Artystki, działaczki, wspaniałe kobiety z sołectwa Łodziska, oprócz wykonywania palm kurpiowskich, mogą pochwalić się jeszcze wieloma innym talentami. Danuta Rawa, pracująca w Stacji Krwiodawstwie w Ostrołęce, która wzięła udział niedzielnym spotkaniu podkreśliła, że mieszkańcy działają na wielu frontach. 

Jestem pełna podziwu dla nich, mają tyle energii i chęci do podejmowania różnych inicjatyw. Wielu mieszkańców Łodzisk są naszymi krwiodawcami. Mają w sercu potrzebę niesienia pomocy. Może to nie przypadek, że są tak aktywni w radzie sołeckiej i w Kole Gospodyń wiejskich. 

Wszyscy się najedli 

Było super. Wprawdzie trochę pokropiło przed południem, ale potem wyszło słońce. Pogoda dopisała. Jesteśmy zadowolone. Przybyło dużo ludzi, tych miejscowych i przyjezdnych – dzieli się  Janina Piątek, jedna z organizatorek niedzielnej imprezy. – Wystawiliśmy do degustacji i poczęstunku różne gatunki ciasta, oczywiście z jagodami o nazwach zachęcających do smakowania. Wśród nich:” Jagodowy przekładaniec”, „Wesołe jagódki” i „Jagodowe chwile marzeń”. Wszyscy się najedli. Ciasta te zostały nagrodzone w konkursie.

Cztery kilogramy jagód poszło na naleśniki z jagodami. Przygotowano ich 160 sztuk, poza tym taką samą ilość  bułek jagodzianek. Piekłyśmy je we trzy, poszło na wypieki sześć kilogramów mąki. Nikt z imprezy nie wyszedł głodny – mówią zgodnie panie, które zastałam na sprzątaniu, zmywaniu i porządkowaniu. Ale najpierw trzeba było nazbierać jagód w lesie. Lasów nie brakuje, ale jagody nie obrodziły. 

Wyszliśmy cała ekipą, 13 osób, dzieci i dorośli – opowiada  Janina. – Niestety, susza spowodowała, że jagód nie było zbyt wiele. Były ponadto bardzo mało. Najbardziej chyba z tego powodu ubolewała ubiegłoroczna królowa zbiorów, Danuta Ejdys, nazywana kobietą orkiestrą. Podobno nie ma takiej rzeczy, której nie potrafiłaby zrobić.

.

Gdy poprosiłam sołtysa Janusza Bałona o krótką rozmowę, oczywiście była przy nim pani Danuta. Może się pochwalić pięknym ogrodem. Ma rękę do kwiatów. U Danuty kwiaty rosną nawet na betonie, chwali koleżanka Danuty. To prawda, zapewnia, kiedyś w dziurze w betonie zasadziła kwiatek i ten się przyjął. Danuta pracuje w radzie sołeckiej.

Jak oceniła inna z pań, dzieje się tak: sołtys rzuca myśl i za nim podąża aktyw wiejski. I tak wspólnie działamy. Czekamy na deszcz, żeby nazbierać jagód. Robimy z nich przetwory, dżemy, surowe jagody zamrażamy. Mamy w planie jeszcze kilka imprez. Teraz koncentrujemy się na wykonaniu wieńca dożynkowego, na jesieni przygotujemy spotkanie o nazwie Smaki Jesieni, a na Boże Narodzenie przygotowujemy wigilię dla wszystkich mieszkańców. 

.

.

I w tym momencie panie odkrywają kolejny sekret. Mają prywatną świetlicę odpowiednio urządzoną i wyposażoną. Syn sołtysa Rafał wynajął w użytkowanie dla wsi pomieszczenie. Zapłacił z własnej kieszeni za materiały budowlane, za założenie elektryczności. Resztę prac wykonywali mieszkańcy swoim sumptem.  Wiejska świetlica to było marzenie byłej sołtys, następca też ma swoje plany. 

Pan Janusz przybliża historię powstania placu wiejskiego, który uważany jest w gminie i nie tylko za wzorcowy.

Tu, gdzie stoimy, były chaszcze. Kupiłem tę zaniedbaną 18 -arową działkę. Tak teraz wygląda. Święto Jagody odbywa się już czwarty raz na tym wiejskim placu – informuje sołtys, gospodarz tego sołectwa. Plac posiada  altanę, zadaszoną scenę, plac zabaw, z siłownią dla dzieci.

Pobyt w Łodziskach przeżyty na rozmowach z ludźmi, słuchaniu występów zespołów i orkiestr, smakowaniu przygotowanych przysmaków, upłynął w oka mgnieniu. Po powrocie zastanawiałam się, co tych ludzi napędza do tak pracochłonnych zadań? A także, czemu tego typu imprezy cieszą się taką popularnością? Ilość przybyłych to potwierdziła. Nie przestraszył ich zapowiadany deszcz, zwłaszcza tych spoza kurpiowszczyzny.

Jestem Kurpianką i jestem z tego dumna

Ewelina z Ciechanowa przyjechała z rodziną. Co ją tu ciągnie? 

 To moje strony. Jestem Kurpianką. Zawsze biorę udział w podobnych uroczystościach – stwierdziła bez wahania. To było dla niej tak oczywiste, że aż uznałam za mało stosowne pytanie o cel przyjazdu. – Moja córka i syn brata też wiedzą, po co tu przyjechali.

W podobnym tonie wypowiadały się członkinie zespołu regionalnego ze wsi Tatary, w gminie Kadzidło,  odległej od Łodzisk o 10 kilometrów. Przyjechały na zaproszenie.  Śpiewały piosenki kurpiowskie w oryginalnej gwarze: „Czerwony Jagody” ,”Urodo, Urodo”, ”Nie chodź koło róży”.

67- letnia Alicja śpiewa w zespole ”Tatarskie Bursztynki” od 13 lat. Śpiewa i jeździ na występy razem z koleżankami. Jadą tam, gdzie ich zaproszą. Były nawet w Brukseli. 

Mamy gruby zeszyt z piosenkami kurpiowskimi. Zależy nam na tym, aby nasz region, gwara, historia i kultura  nie zostały zapomniane. Kurpie mamy w sercu. 

Natalia, studentka ostatniego roku historii na Uniwersytecie Warszawskim, wystawiła kramik z wyrobami ręcznie wykonywanymi przez siebie.

To nic wielkiego, takie moje hobby – zapewniała. Przybyłe na imprezę dzieci, a zwłaszcza dziewczynki, na pewno zaciekawią wystawione ozdoby: bransoletki różnej maści, do koloru i wyboru. Zakupiłam jedną z rybkami dla mojej ulubienicy, czteroletniej Marysi, która przepada za takimi błyskotkami. 

Natalia na serio traktuje swoje pochodzenie. Przez lata studiów uniwersyteckich, a może i wcześniej zajęła się zbieraniem dokumentów o historii Kurpiowszczyzny z okresu drugiej wojny światowej. Pisze naukowe opracowania i bardzo zależy jej na propagowaniu tych informacji. A zaczęło się nieoczekiwanie. Ktoś z rodziny rzucił temat okoliczności śmierci dziadka. Przepadł o nim słuch, zaginął bez wieści. Natalia dotarła do tej smutnej historii. Okazało się, że dziadek z grupą innych mieszkańców trafił do obozu koncentracyjnego i tam został zastrzelony. Ta rodzinna historia zachęciła przyszła panią historyk do zbierania materiałów i pisania prac naukowych na temat historii tego regionu z okresu 2 wojny światowej.


Temat historii rodzin, pogmatwanych losów, również z wątkami sensacji, są miłym tematem do rozmów. Hanna z Tatar, członkini zespołu kurpiowskiego „Tatarskie Bursztynki”, chętnie przybliża losy swojego pradziadka, emigranta osiadłego na jakiś czas w Ameryce, a także losy swego dziadka i babci, panienki ze dworu, którą ojciec wydziedziczył za popełniony mezalians ze zwykłym chłopem. Losy tej pary nie zakończyły się szczęśliwie, niestety, z powodu nieokiełznanego temperamentu dziadka. 

W rodzinie męża Hanny też wydarzyło się coś nietypowego. A ona? Porzuciła miasto i osiadła na wsi. Zajęła się prowadzeniem gospodarstwa, ale także znajduje czas na śpiewanie w zespole, propagowanie kurpiowskiego folkloru. 

Wracamy na plac wiejski. Ludzi coraz więcej. Zasiadają przy stolikach, nakładają sobie porcje smacznych wypieków i innych potraw. Przygrywa skocznie i żywiołowo orkiestra, razem z nim śpiewają soliści. Muzyka może się podobać, zwłaszcza, że na żywo nie ma zbyt wielu okazji do posłuchania piosenek i przyśpiewek  ludowych z rejonu Kurpiowszczyzny. Z siedziby gminy, z Gminnego Ośrodka Kultury w Lelisie, przyjechało kilku świetnych grajków. Nogi rwą się do tańca przy dźwiękach harmonii pedałowej, akordeonu, skrzypiec, barabanu i saksofonu, oraz harmonii ręcznej rozciąganej, trzyrzędowej. Nazwy instrumentów wymienia Jan Kraska, tata kierownika zespołu. Zespół działa od dziesięciu lat. Do Łodzisk w tą lipcową niedzielę przybyli po występach w Broku nad Bugiem. Przez miesiące pandemii życie towarzyskie zamarło. Teraz przyszedł czas na nadrabianie zaległości.

Zdolności do śpiewania i grania mamy we krwi. To się dziedziczy. Pochodzimy z rodzin, gdzie w domach dużo się śpiewało. – Jakaś kobieta dodała, że się dużo modliło i śpiewało. – Te nasze środowiska wiejskie są rozśpiewane i roztańczone – słyszę w podsumowaniu.


Kurpsie razem


Jest to stowarzyszenie lokalne, Grupa Działania zajmująca się promocją rejonu kurpiowskiego, jego krajobrazu, wyrobów regionalnych, z dostępem do nowoczesnych technologii. Grupa łącząca stare z nowym. Grupa nagrała wspaniały filmik, którego początek bardzo mnie wzruszył. Przepiękny śpiew ptaków i krótki  opis malowniczej Puszczy Zielonej, trochę historii, pozostawionych przez nią pamiątek w postaci kapliczek, pomników pamięci, drewnianych kościołów. Filmik zachęca również do rozwoju tego regionu poprzez korzystanie z różnych form wsparcia, jakimi dysponuje lokalna grupa z siedzibą w Myszyńcu, sercu Kurpiowszczyzny. 

Okazało się, że aktywni i przebojowi mieszkańcy Łodzisk skorzystali już z pomocy tego stowarzyszenia. Otrzymali pomoc na uszycie strojów kurpiowskich. A także na przeprowadzenie warsztatów wykonania kwiatów z bibuły, haftowania,  jak również przygotowywania wieńców. Mieszkańcy cenią sobie tę współpracę z myszyniecką Grupą Działania Kurpsie Razem.

Czekamy na kolejną inicjatywę mieszkańców Łodzisk. W zanadrzu mają wiele pomysłów. Życzymy powodzenia i wytrwałości!

.
Tekst i zdjęcia: Bożena Chojnacka

Poprzedni artykułZakończenie roku w Polskiej Szkole im. Jana Brzechwy
Następny artykułKangury na śniegu
Bożena Chojnacka
dziennikarka prasowa z wieloletnim doświadczeniem w Polsce i USA. Od lat sercem związana z portalem. Autorka książki pt: Żabką przez ocean”. Szczęśliwa mama i babcia dwojga utalentowanych sportowo wnucząt: Adasia i Zuzi.Przez ponad 10 lat na stałe mieszkała w Nowym Jorku. Powróciła do rodzinnej Ostrołęki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj