Nie tylko o poezji i o ekologii

536


Wiktoria Mahoney to kolejna, nagrodzona uczestniczka naszego konkursu literackiego „Ekologia. Ekopoetyka”. Na co dzień uczy się w Fossil Ridge High School w Fort Collins, w Kolorado. Ma 17 lat. Mówi o sobie, że jest człowiekiem wielu zainteresowań jak Leonardo da Vinci, bo wtedy nie ma czasu na nudę. Czyta, maluje, śpiewa, szyje, programuje, ostatnio sprawdza się również w roli korepetytora matematyki. Od trzech lat ma czarny pas w Taekwondo, teraz zdobywa stopień Skauta Orlego i prawo jazdy.

Irena Biały: Wiktorio, jakie wydarzenia zainspirowały Cię do napisania wiersza „2020”?

Wiktoria Mahoney: Zainspirowało mnie po prostu to, jak surrealistyczny i koszmarny był ten rok. Przez cały czas miałam poczucie, że patrzyłam, jak na moich oczach rozpada się świat. Do tego jesienią 2020 r. mieliśmy w Kolorado apokaliptyczne pożary, od których wszystko zrobiło się szare i pomarańczowe. Tygodniami nie widzieliśmy normalnego nieba. Gdy przez dym nie można oddychać, wtedy jeszcze trudniej jest zapomnieć, co się dzieje z naszą ziemią, jakie zachodzą na niej zmiany. Trudno nie czuć goryczy. I trudno się nie bać. W wierszu pt. „2020” chciałam za pomocą słów zilustrować dewastację ekologiczną, jakiej jesteśmy świadkami.

IB: W Twoim wierszu przeplatają się dwie wrażliwości: poetycka i plastyczna. Która jest Ci bliższa?

Wiktoria: Na pewno plastyczna. Gdy piszę, widzę moje wiersze w głowie, jakbym patrzyła na obrazy. I to chyba widać, bo używam słów opisujących kolory, krajobraz. Można powiedzieć, że staram się malować słowami pewne wizje, które do mnie przychodzą. Do moich ulubionych malarzy właśnie dlatego należą: Salvador Dali, Pablo Picasso, August Renoir i Elisabeth Vigee Le Brun.  

IB: Piszesz również haiku. Dlaczego zwróciłaś uwagę z jednej strony na tak interesującą formę wypowiedzi literackiej, a z drugiej tak minimalistyczną?

Wiktoria: Chcę, żeby moje wiersze miały wyraźny przekaz. Minimalistyczny styl bardzo ułatwia takie zadanie, bo czytelnik nie jest rozpraszany zbyt dużą liczbą słów.

IB: Czy pamiętasz, kiedy napisałaś pierwszy wiersz i jakie były okoliczności jego powstania? 

Wiktoria: Niestety nie, ale pamiętam pierwszy ważny dla mnie wiersz, który napisałam, a który sprawił, że naprawdę zainteresowałam się światem poezji. Napisałam go w ósmej klasie, w odpowiedzi na „challenge”, które dostaliśmy od nauczyciela. Był to mój pierwszy wiersz bez rymów i odkryłam, że lepiej się w nich odnajduję, niż w tych tradycyjnych z rymami. Dają mi więcej wolności, żeby powiedzieć dokładnie to, co chcę, również wolności wizualnej. A jak już powiedziałam wcześniej, jest to dla mnie ważna rzecz, żeby wiernie opisać słowami obrazy, które mam w głowie.

IB: Czy często i przy jakich okazjach masz do czynienia z tematami, dotyczącymi ekologii? 

Wiktoria: Kryzys ekologiczny jest niemożliwy do zapomnienia, bo jest dzisiaj częścią naszego życia. Straszne skutki zmiany klimatu, masowe wymieranie gatunków zwierząt, klęski żywiołowe – to tematy, po które sięgam bardzo często w poezji i w esejach.  

IB: Mieszkasz w Kolorado, pochodzisz z polsko – amerykańskiej rodziny. Jak przebiega, przebiegała Twoja nauka języka polskiego? 

Wiktoria: Mama zawsze bardzo dużo nam czytała, mnie i mojej siostrze, poza tym uczyłyśmy się polskiego z polskich podręczników. Intensywnie, bo mama nas pilnowała. Gdy byłam młodsza, musiałam odrabiać pracę domową, czasami było to w sobotę! (śmiech). Prawie w każde wakacje wyjeżdżałyśmy z mamą i siostrą do Polski. Językiem polskim posługuję się w rozmowach z mamą i siostrą, i to na pewno też wpływa na moją dwujęzyczność, bo cały czas ten język ćwiczę.

IB: Jakie są Twoje zainteresowania poetyckie, literackie? Czy miał na nie wpływ fakt, że Twoja mama jest pisarką i dziennikarką? Pisze też wiersze. 

Wiktoria: Tak, to miało wielki wpływ. Mama zawsze miała pomysły i gdy byłam młodsza, często pomagała mi pisać. I bardzo mnie zainspirowała swoją poezją i twórczością. Podobały mi się jej bajki i wiersze. Jestem też osobą, która kocha czytać. Mama dużo czyta, a mówi, że ja czytam więcej od niej! Jako dziecko zaczytywałam się Harry Potterem, do dzisiaj bardzo lubię ten świat. W tej chwili moją ulubioną pisarką amerykańską jest Karen Cushman. Wciąż lubię wracać do wierszy dla dzieci Shela Silversteina. Z polskich autorów bardzo lubię serię Agnieszki Stelmaszek „Kroniki Archeo”. Moją najbardziej ulubioną książką ze wszystkich, jakie czytałam po polsku jest „Dynastia Miziołków” Joanny Olech. Fajne były też opowieści o przygodach smoka Pompona, również autorstwa pani Olech. Znam też wiersze Wisławy Szymborskiej. Podziwiam ją za to, że pisała o najważniejszych sprawach, ale zawsze w taki prosty, właśnie minimalistyczny sposób.

IB: Widziałam zdjęcia „strojów” z epoki wiktoriańskiej, które sama szyjesz. Jestem pod dużym wrażeniem. Wyglądają fantastycznie. Sama je projektujesz? Dla kogo są przeznaczone i na jakie okazje? Z jakiego powodu zaciekawiła Cię epoka wiktoriańska?

Wiktoria: Odkąd pamiętam, interesowałam się historią i teatrem. W przedszkolu uwielbiałam przebierać się w suknie księżniczek i w ogóle kochałam piękne suknie, i stroje historyczne.  Zaczęłam sama projektować i szyć, bo chciałam zaoszczędzić pieniądze na strojach na Halloween. Bardzo chciałabym kiedyś szyć dla innych, ale na razie wszystkie moje kreacje są przeznaczone albo na Halloween, albo na bale historyczne. To przeze mnie moi rodzice też zostali członkami Stowarzyszenia Wiktoriańskiego w Kolorado. Właśnie dostaliśmy pocztą specjalne odznaki! (śmiech). Szybko odkryłam, że kocham szyć historyczne suknie nie tylko po to, żeby je nosić, ale również dlatego, bo to sposób, by uczyć się historii, szczególnie dotyczącej kobiet. A dlaczego tak lubię epokę wiktoriańską? Bo była wtedy fantastyczna moda i naprawdę przepiękne ubrania. Ale były to też czasy, gdy powstał nasz nowoczesny świat, była to era wielkiej rewolucji technologicznej, nastąpiły wielkie przemiany w życiu codziennym i na całym świecie. Powstało mnóstwo wynalazków, w tym pierwsze muzea. Pierwsze zdjęcia i pierwszy Photoshop. Może nie wszyscy to wiedzą, ale idealne zdjęcia wiktoriańskich kobiet z ich idealnymi cerami (nikt nie ma piegów!) i wąskimi taliami powstawały w ten sposób, że fotograf retuszował oryginalne zdjęcie farbami i robił temu zdjęciu zdjęcie. Śledzę w internecie kilka innych osób, interesujących się historią mody i szyjących starodawne stroje. Wśród nich jest Agnieszka Żebrowska z Polski, która robi bardzo ciekawe filmy o życiu i obyczajach w erze wiktoriańskiej. Niektóre jej filmy są po polsku, niektóre po angielsku. Może jak pojadę w wakacje do Polski, uda mi się tę panią poznać osobiście.   

IB: Chyba lubisz jeździć do Polski, do Europy. Czy mam rację? 

Wiktoria: Tak, bardzo lubię! Europa to fascynujące miejsce, a najbardziej podoba mi się to, że wszędzie wokół jest tyle historii. W Polsce bardzo lubię też jedzenie, fajne kolonie, na które miałam okazję jeździć już wiele razy i oczywiście spotkania z babcią. 

IB: Czy masz jeszcze jakąś pasję, o którą nie zapytałam lub bliskie są Ci tematy, których nie poruszyłyśmy?

Wiktoria: Poza historią, szyciem i pisaniem, bardzo interesują mnie komputery, a dokładnie bezpieczeństwo cybernetyczne. Założyłam w szkole klub etycznego hakowania oraz szkolną drużynę etycznych hakerów. Przed pandemią braliśmy już udział w międzynarodowych zawodach i bardzo dobrze nam poszło. Następne zawody odbędą się na wiosnę. Trzymajcie za nas kciuki!

IB: Będziemy z całej siły trzymać kciuki! Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia we wszystkich przedsiewzięciach. 

Wiktoria: Dziękuję również. 

.

Rozmawiała: Irena Biały

Zdjęcia: archiwum rodzinne

Poprzedni artykułZ dala od komputera, a bliżej natury
Następny artykułNigdy nie jest za późno

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj