DSC_0981

 

Nic nie stymuluje apetytu i umysłu na Florydzie tak dobrze jak lunch z atronautą na Cape Canaveral, Charlesem Gemarem, który trzykrotnie uczestniczył w misjach promu kosmicznego.

Godzina 12.00. Otwierają się drzwi do restauracji w Debus Conference Facility na terenie Kennedy Space Center, gdzie szybko i sprawnie wchodzi 270 osób. Zanim pojawi się znany astronauta na emeryturze, trwa nawiązywanie znajomości. Przy 10-osobowym stole, naszymi towarzyszami posiłku są ojciec z córką z Pensylwanii.

 

IMG_2955

 

„Też jestem Polakiem” – wyznaje mężczyzna, który uważnie przygląda się mojej koszulce z napisem „W naszym domu mówimy po polsku”. Przyznaję, że założyłam ją świadomie, by wyłowić Polaków z grupy na spotkaniu!
„Nie mówię po polsku, ale moja mama nieźle posługiwała się tym językiem, chociaż urodziła się w Pensylwanii” – opowiada mężczyzna. Jego 11-letnia córka od razu przysiada się do moich córek, w podobnym wieku. „Chcę zostać astronautką” – oznajmia dziewczynka, której entuzjazm do astronauty rośnie z minuty na minutę. Jeszcze bardziej podkręca entuzjazm mojej rodziny. Mąż czuwa z aparatem w ręku, a córki nie mogą skoncentrować się na konsumpcji ryby, wybranej z lunchu, serwowanego w postaci bufetu.

 

DSC_0845

Charles Gemar pojawia się przy naszym stoliku jakby wyrósł spod ziemi, a raczej przyleciał z kosmosu.
– Hi folks! How are you? – pyta z uśmiechem przystojny 60-latek w kombinezonie astronauty.
– Na pytania odpowiem przez mikrofon – uprzedza, zanim zdążę otwoczyć usta.

Gemar rześkim krokiem podąża od stołu do stołu i po 10 minutach, które upływają nam na spożywaniu grillowanych warzyw z kurą, rusza show z astronautą.
– Lecieliśmy z prędkością pięciu mil na jedno uderzenie serca człowieka, czyli 17 tys. mil na godzinę – zaczyna opowiadać Gemar i od razu łapie uwagę słuchaczy.

 

DSC_0950

 

Na dwóch ekranach projektora pojawiają się zdjęcia astronauty z lotów na promach Atlantis, Discovery i Columbia.
Pięć mil na jedno uderzenie serca, powtarzam w myślach. Jaką odwagę musi mieć człowiek, odrywający się od ziemi!

– Najtrudniejsza nie jest wcale podróż w kosmos, ale noc przed lotem, kiedy wszystko jeszcze przed tobą – zwierza się Gemar.

Muszą też temu towarzyszyć niezwykłe emocje. Jego zwierzenia robią wrażenie na słuchaczach, którzy połykają słowa bohatera kosmicznej przestrzeni, który od zawsze chciał być astronautą.

Sypią się pytania od zebranych słuchaczy.
– Ile cali urosłeś w czasie misji? – dopytuje się filigranowa dziewczynka.
– Jeden cal, ale po powrocie na ziemię, go straciłem – odpowiada.

Gemar doskonale przewiduje pytania, bo gdy pojawia się ciekawski, który chce wiedzieć jak wyglądało załatwianie fizjologicznych potrzeb, na ekranie projektora ukazuje się zdjęcie. Astronauta objaśnia przydatność każdej rurki, ku uciesze zebranych.

DSC_0852

 

Padają standardowe pytania, czy w kombinezonie do spacerowania w przestrzeni kosmicznej nie jest za gorąco (jest) i co jedzą astronauci (wszysto co na ziemi, ale hermetycznie zapakowane).

Nawet lekarka dopytuje się jak zatrudnić się do pracy w NASA.

Czuję, że mam z Cape Canaveral emocjonalny związek od dzieciństwa. Nigdy nie zapomnę dziennika, oglądanego w Polsce, gdy na ekranie telewizora zobaczyłam prom kosmiczny Challenger, z którego po starcie, zostały tylko gęste chmury na niebie w 1986 roku. Do dziś porusza mnie historia astronautów, a szczególnie nauczycielki Chrysty McAuliffe, którą miały oglądać na ekranach telewizorów dzieci w amerykańskich szkołach. Przeżyły szok, zamiast radości. Pamiętam przemówienie prezydenta Reagana, w którym zapowiedział, że loty w kosmos będą kontynuowane, pomimo tej tragedii. Czułam niezwykłą siłę tego przemówienia. Niedawno byłam na spotkaniu autorskim ze speechwriter Reagana, Peggy Noonan, która jak się okazało, jest autorką właśnie tego przemówienia.

Z astronautą
                                                                                  Z astronautą

Spotkania z ludźmi, którzy tworzą historię są inspiracją dla każdego. Dla dziecka i dojrzałej osoby. Właśnie spotkanie z Charlesem Gemarem, który według jednej z definicji zawodu (bardzo przypadła mi do gustu), jest wysłannikiem całej ludzkości w kosmos, zaliczam do takich. Gemar podkreślał, że należy marzyć i uparcie podążać za marzeniem. Szczególnie ważne przesłanie dla młodych umysłów. Szkoda tylko, że kontakt osobisty z astronautą ogranicza się do dwóch minut przy stole i minuty podczas pozowanego zdjęcia. Ale cała reszta w grupie też jest cenna. A sam lunch z astronautą uznaję za świetną konkurencję dla uciech w parkach Disney World, które są oddalone o 45 minut. Lunch, oczywiście, stanowi tylko jedną z atrakcji w Kennedy Space Center, gdzie można poznać historię podboju przestrzeni kosmicznej przez Amerykanów. Koniecznie trzeba poświęcić cały dzień na zwiedzanie Cape Canaveral. Poświęcamy. Ale i tak pozostaje niedosyt. Wrócimy tu za jakiś czas.

 

Danuta Świątek
Zdjęcia: Kaz Pienkawa
PRZYDATNE INFORMACJE:
Bilet na lunch z astronautą kosztuje $29.99 od osoby (powyżej 12 roku).
Dzieci płacą $15.99. Konieczna rezerwacja.
Lunch jest serwowany w Debus Conference Facility.
Tel. 866-737-5235

Poprzedni artykuł“Nowy Jork oczami Jasia”
Następny artykułAnia i Patryk z Joseph’s Dance Studio po raz 7. mistrzami świata
Danuta Świątek
Redaktor naczelna portalu. Dziennikarka prasowa. Adiunkt w Hunter College w NYC. Lauretka Nagrody im. Janusza Korczaka (2022) i Nagrody Marszałka Senatu w konkursie „Polki poza Polską” (2023). Wyróżniona Medalem KEN za pracę w polonijnych szkołach. Absolwentka Columbia University w NYC. Była korespondentka „Życia Warszawy” i „PANI” w Nowym Jorku. Współpracowała z amerykańską edycją „BusinessWeek” i „Working Mother”. Autorka książek m. in. “Kimberly”, „Kimberly jedzie do Polski” i współautorka „Przewodnika po Nowym Jorku”. Koordynatorka akcji „Cała Polonia czyta dzieciom” w USA. Terapia reminiscencyjna jest jej wielką pasją. Kontakt: DanutaSP@outlook.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj