.

.

Lato, pora odwagi, relacji i intensywności przeżyć. Długich, wsiąkających ciepłem w ciało i pełnych witalnych sił dni. Światła i koloru. 

Są malarze, których twórczość zawsze kojarzyć się będzie z ich ulubionymi czy do nich przypisanymi miejscami i charakterystycznym dla nich światłem, a przez to z określoną paletą barw: Rembrandt, Monet, van Gogh, Picasso, Gaugin czy Fra Angelico to tylko kilka oczywistych nazwisk. Mieszkając w Nowej Anglii, nie sposób nie pomyśleć tutaj o Hopperze, Sargencie czy Homerze. A myśląc o malarstwie latem i podróżując po Wschodnim Wybrzeżu, nie sposób nie zawitać do Rocky Neck. 

.

.

.

Rocky Neck Art Colony to miejsce w portowym Gloucester, w stanie Massachusetts, które słynie z tego, że pracowali tu m.in. Winslow Homer, Fitz Henry Lane, Edward Hopper, Frank Duveneck oraz wielu innych pionierów amerykańskiej sztuki przełomu wieków. Od lat zaludniają je artyści, a odwiedzają poszukiwacze unikalnej kombinacji krajobrazowo-artystycznych wrażeń. Słynie też ze szczególnego światła, które zawdzięcza swojemu geograficznemu położeniu. 

.

.

.

Trafiamy tam wczesnym sierpniowym popołudniem. Światło jest faktycznie inne, miękkie i żółtawe, ciepłe, ale przesiąknięte jakąś świetlistą jaskrawością. Kolory wydają się bardziej luminescencyjne, transparentne. Może to siła miejsca, może autosugestia, a może moc sierpnia. Tuż przy zatoce parking, niewiele aut. Tu zaczynamy spacer wzdłuż szpaleru galerii. Niektóre z nich połączone są z domem i studiem artystów. Inne prezentują prace kilku czy nawet kilkudziesięciu twórców, pracujących w różnych mediach, ale przeważnie pochodzących z okolic Rocky Neck. Słowem, które przychodzi do mnie po pierwszych paru krokach, jest dźwięczne „whimsical”, które nie ma tak naprawdę dobrego polskiego odpowiednika, bo nie chodzi w nim, jak chcą słowniki, o „dziwaczność”. Opisowe wyjaśnienie tego określenia – „niezwykły w nieco zabawny sposób” – brzmi lepiej i lepiej opisuje mijane przez nas galerie, puby, restauracje i posesje. Mimo że do dekoracji części z tych miejsc bardziej może pasowałoby słowo „kiczowate”, jako całość ulica dostarcza po prostu wrażenia swobodnej, pozbawionej wielkich ambicji, ale sympatycznej i kolorowej kreatywności. Ożywia ją duch zabawy i świadomość obecności oraz potrzeb widzów.  

.

.

.

.

I choć zazwyczaj (poza jednym wyjątkiem New Art Center w Newton) obca jest mi idea rewitalizacji opuszczonych kościołów i zmieniania ich w coś, czym nigdy być nie miały, na przykład w przestrzeń mieszkalną, zamieniony w galerię kościółek The Cultural Center of Rocky Neck, do którego trafiam przypadkiem na wernisaż nowej zbiorowej wystawy, jestem w stanie zaakceptować jako przestrzeń wystawową. A nawet – docenić, za walory przestrzenne, kolor i atmosferę, która pasuje bardzo zarówno do całej artystycznej osady, jak i do prezentowanych tu dziś prac. Wnętrze sprawia, że wiele obiektów nabiera lekko transcendentnego wyrazu. Który niekoniecznie jest prawdą dzieła czy autora, sprawdza się jednak jako artystyczna „winda” dla idei czy wykonania. 

.

.

.

.

Rocky Neck było dla artystów przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku miejscem inspiracji, spędzania wakacji i pracy nad nowymi szkicami i obrazami. Malowniczy krajobraz, społeczność i architekturę tej części Glocester uwieczniano na obrazach od 1850 r. W 1910 r. ukonstytuowała się tutaj wspólnota artystyczna, która błyskawicznie rozkwitła. Na maleńkim półwyspie w latach 20. osiedliło się około 300 artystów z setką galerii i studiów. Niektórzy, jak mieszkańcy słynnej Czerwonej Willi, jednej z wielu posiadłości wynajmowanych tutaj zbiorowo przez grupy artystów, pragnących oszczędzić na czynszach i pracować razem, wymieniali też między sobą polityczne idee. Tu właśnie pracowali nowojorscy artyści-socjaliści z radykalnego periodyku „Masy” (John Sloan, Allan i Alice Winter, Stuart Davis). Pierwszym nowojorczykiem, który przyjechał do Gloucester latem na artystyczny urlop, był w 1873 r. Winslow Homer. Szkicował na wybrzeżu dzieci i sprzedawał swoje szkice do „Harper’s Weekly”. Dziś malarzom i rzeźbiarzom z Rocky Neck Art Colony towarzyszą też ludzie teatru, muzycy, pisarze oraz szefowie kuchni licznie rozlokowanych tu restauracji i pubów. Artystyczne ubrania, biżuteria i ceramika są tu do nabycia i podziwiania równie licznie, jak grafika, malarstwo, rzeźba czy fotografia. Galerie i studia otwarte są dla gości od maja do października. Wszystkie informacje o tym wibrującym artystycznym życiem miejscu znaleźć można w wirtualnym przewodniku na stronie www.rockyneckartcolony.org

.

.

.

.

Nie wiem, co znajdziecie dziś w najdalej wysuniętej w wodę na molo galerii spośród tych ulokowanych na Madfish Wharf, ale ja znalazłam tam w sierpniu fantastyczną przestrzeń do rozmowy o sztuce, technikach, inspiracji i świetle z właścicielką i ceramiczką Janice Brandt. „Last on The Left”, obok wymiany myśli, oferuje też minimalistycznie zorientowane wnętrze wypełnione światłem odbijanym przez wodę, oryginalną ceramiczną rzeźbą i użytkową artystyczną ceramiką tworzoną w rzadkich technikach, fotografią i malarstwem. Janice poleca mi też inną galerię po drodze, gdzie znajdę m.in. wielkie nadrukowane na płótnie fotografie macro rozmrażanych i zanurzonych w wodzie i w barwnym świetle kostek lodu oraz wyrzeźbione z ceramiki maleńkie postaci na kolorowych skałach i minerałach. 

.

.

.

.

Opuszczając molo z wewnętrznym uśmiechem myślę o tym, że wkrótce sama powrócę na miesiąc (po godzinach regularnej pracy) do pracy z ceramiką i że cała ta wyprawa i rozmowa z właścicielką ostatniej galerii jest do tego powrotu bardzo dobrą inspiracją i preludium. Jak każdy, kto zabiera się za tworzenie czegoś, choćby kulinarnego dania, mam przed sobą to pytanie: do jakich miejsc chciałabym innych zaprosić; co i za pomocą jakich środków, technik chcę i będę potrafiła przekazać, opowiedzieć? A może wartością tego, co zrobię, nie będzie rozmowa z innymi, ale jakieś wynikające z podjęcia twórczego wyzwania wewnętrzne odkrycie, przebudowa albo zmiana? 

.

.

.

.

***

Lato odchodzi drobnymi słonecznymi krokami, zabierając ze sobą serotoninową beztroskę i poczucie, że wszystko trwa bez końca. Dobra pora na to, by zastanowić się nad drogą, którą przeszliśmy. Powietrze jest chłodniejsze i ostrzejsze, myśli i uczucia rysują się w nim wyrażniej. Dnia i światła jest mniej, ale więcej sił i przestrzeni na refleksję. Jesteśmy starsi i jest szansa na to, że mądrzejsi o to kolejne lato. 

.

.

.

.

Ociepleni lipcowym i sierpniowym słońcem, odmienieni przez letnie przeżycia, spotkania, rozmowy, miejsca, krajobrazy, rozejrzyjmy się po własnym wnętrzu i rozprostujmy na nowo myśli, uczucia i kości. Jesienią czekają nas nowe kolory.

I przestańmy się kurczyć, by zmieścić się w życiu, z którego w międzyczasie wyrośliśmy. 

.

Tekst i zdjęcia: Lidia Russell

.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj