23 stycznia przypada 119 rocznica jego urodzin. Zmarł mając zaledwie 48 lat. Jakże ogromna strata dla nas potomnych, że nie dane mu było tworzyć dłużej.

W Encyklopedii Sławnych Polaków czytamy o nim: Twórca, którego nie da się zakwalifikować do żadnej szkoły poetyckiej. Błazen, kpiarz, a zarazem najprawdziwszy liryk. Człowiek pełen sprzeczności – przed II wojną światową związany z prawicowym pismem „Prosto z mostu”, po wojnie czynnie zaangażował się w socrealizm. W ponurym czasie stalinizmu stworzył jednak Teatrzyk Zielona Gęś, oparty na czystym nonsensie.

Gałczyński to człowiek niezwykle utalentowany. I jak to z poetami bywa, także niezwykle wrażliwy, posiadający nieprzeciętną fantazję. Krążą w różnych opracowaniach anegdotki o jego młodzieńczych wyczynach. Jeden to ten, że jako student Uniwersytetu Warszawskiego w Kole Anglistów do którego należał, nakreślił niezwykle wiarygodnie sylwetkę i twórczość angielskiego poety, tyle, że wymyślonego przez siebie od początku do końca. Inna historyjka dotyczy jego pobytu w podchorążówce, w której zapytany o to co to jest karabin, miał odpowiedzieć: narzędzie szatana. Za tę wypowiedź został wydalony z podchorążówki i pobyt w wojsku kontynuował już jako szeregowy żołnierz w Berezie Kartuskiej.


W 1930 roku ożenił się z Natalią, która była miłością jego życia i wiele wierszy jej poświęcił. Jeszcze przed wojną pracował w konsulacie polskim w Berlinie, potem współpracował a różnymi redakcjami, z radiem wileńskim, pisał teksty dla Hanki Ordonówny. Po klęsce wrześniowej przebywał w obozie jenieckim. Powrócił do Polski w 1946 roku i pisał do Przekroju, Tygodnika Powszechnego, Odrodzenia, jak również pisał dla krakowskiego kabaretu Siedem Kotów

Natalia i Konstanty Gałczyńscy

Powojenne czasy, w których dane mu było tworzyć, były i trudne i groźne pod każdym względem. Proces upadlania społeczeństwa polskiego trwał nie rok, nie dwa, ale kilka dekad. Starano się doprowadzić ludzi, do stanu „umysłu zniewolonego”, odartego z jakichkolwiek ludzkich miar wartości, dalekich od Triady klasycznej. Dziś, gdy nie grożą nam wyrafinowane okrucieństwa stosowane wobec niepoprawnych politycznie ze strony zarządzających państwem polskim po 1945 roku, winniśmy pamiętać, jaką cenę zapłacili wszyscy twórcy związani z kulturą i sztuką w latach tzw. utrwalania władzy ludowej. Zwłaszcza ci najpopularniejsi, byli brutalnie nakłaniani przez komunistyczny aparat, do uwiarygadniania poprzez swoją twórczość, wypaczonych idei i wzorców zachowań. Zmuszano i zachęcano ich do tego drogą terroru, przekupstwa i szantażu. Ofiarami byli i ci, którzy poddali się i pisali na zamówienie władz, jak i ci, którzy okazali się niezłomni, przypłacając to śmiercią, więzieniem, pomówieniami,” śmiercią cywilną”, wegetowaniem na skraju ubóstwa i innymi represjami stosowanymi wobec ich, jak i ich najbliższych. Tym pierwszym pod względem materialnym było z pewnością łatwiej egzystować. Korzystali z fundowanego im splendoru (mieszkań, dużych nakładów książkowych, wieczorów autorskich itp.), ale wielu z nich będąc w niezgodzie z samym sobą, tak jak to miało miejsce w przypadku Gałczyńskiego, często nadużywało alkoholu, by zapomnieć o tym koszmarze, którego stali się częścią. Niektórzy targali się na swoje życie. W niektórych opracowaniach o Gałczyńskim pada stwierdzenie: „dziedzicznie obciążony alkoholizmem”. To chyba zbyt duże uproszczenie.

Osoby interesujące się historią polskiej literatury, z pewnością zetknęły się z dorobkiem pisarskim eseistki i reportażystki Joanny Siedleckiej (Białostoczanki jak i niżej podpisana). Została ona odznaczona w 2015 roku Nagrodą Literacką im. Józefa Mackiewicza za Biografie odtajnione. W swoich pięciu pozycjach książkowych przedstawia ona mroczne kulisy osaczania wielu ludzi parających się piórem. Przedstawia fotokopie donosów na tych ludzi oraz przykłady kajania się przed władzą by uniknąć represji, przepełnione czysto ludzkim strachem o jutro i o najbliższych. Czytamy prawie że z niedowierzaniem, prośby kierowane do władz, charakteryzujące się  niewyobrażalną wprost uniżonością. W taki sposób czasem wierni przyjaciele, próbowali pomóc osobom prześladowanym. Smutne i przygnębiające są te świadectwa, wyciągnięte z mrocznych akt Bezpieki.

W jej książce zatytułowanej Obława. Losy pisarzy represjonowanych znaleźć można fakty, które uzupełniają dotychczasową wiedzę o śmierci Gałczyńskiego. Poeta Józef Łobodowski, uzasadnia swoje wielce prawdopodobne przypuszczenie, iż  Gałczyński popełnił samobójstwo. Napisał nawet na tę okoliczność wiersz Na śmierć Gałczyńskiego. Wersję o samobójstwie Gałczyńskiego powtórzył również Czesław Miłosz. Powołał się na wypowiedź rzeźbiarza Alfonsa Karnego, do którego muzeum przy okazji zapraszam do  Białegostoku  na ulicę Świętojańską. Tak to zrelacjonował Czesław Miłosz:
Opowiadał mi rzeźbiarz Karny, że został wezwany, zaraz po nagłej śmierci Gałczyńskiego w grudniu 1953 roku, do zrobienia jego maski pośmiertnej. Na szyi zobaczył czarną pręgę, która jego zdaniem mogła pochodzić tylko od sznura. Fakt, że Gałczyński powiesił się, został starannie i z powodzeniem zatajony, a jako powód śmierci podano atak serca. Karny nie miałby chyba powodu, żeby wyssać z palca taką wiadomość.

Które z tekstów Gałczyńskiego zagościły na dobre w naszej polskiej mowie?

Ona mi pierwsza pokazała księżyc
i pierwszy śnieg na świerkach,
i pierwszy deszcz.

Ile razem dróg przebytych?
Ile ścieżek przedeptanych?

Gdy próg domu przestępujesz,
to tak jakby noc sierpniowa
zaszumiała wśród listowia.

Ze wszystkich kobiet świata
najpiękniejsza jest noc.


Synku, niebo się chmurzy.
Zasłonię cię od burzy.

Droga pędzi z nami bez wytchnienia.
chciałbym i mój ślad na drogach ocalić od zapomnienia.

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj (…)

Były dwie siostry: noc i śmierć,
śmierć większa, a noc mniejsza.
Noc była piękna jak sen, a śmierć,
śmierć była jeszcze piękniejsza.

Gdy wieje wiatr historii,
ludziom jak pięknym ptakom
rosną skrzydła, natomiast
trzęsą się portki pętakom.

Ja jestem Polak, a Polak jest wariat,
a wariat to lepszy gość.

Kiedy się wypełniły dni
i przyszło zginąć latem,
prosto do nieba czwórkami szli
żołnierze z Westerplatte.
A lato było piękne tego roku

Kochanie moje, kochanie,
dobranoc, już jesteś senna –
i widzę Twój cień na ścianie,
i noc jest taka wiosenna.

Nie wystarczy pokochać,
trzeba jeszcze umieć tę miłość przenieść przez całe życie.

O zielony Konstanty, o srebrna Natalio!
Cała wasza wieczerza dzbanuszek z konwalią.

Pieniądze? Jak ćmy się rozlecą.
Sława? Nieraz płakał kto cię miał.
Przyjaźń? Szukaj ze świecą
nocą, na wietrze, wśród skał.

– Powiedz mi, jak mnie kochasz.
– Powiem.
– Więc?
– Kocham cię w słońcu. I przy blasku świecy.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie –
nawet gdy ci łyżka spadnie.

Pyłem księżycowym być na twoich stopach
wiatrem przy twej wstążce,
mlekiem w twoim kubku,
papierosem w ustach,
ścieżką pośród chabrów,
ławką, gdzie spoczywasz,
książką którą czytasz.

Ukochany kraj, umiłowany kraj,
ukochany, jedyny, nasz polski.
Ukochany kraj, umiłowany kraj,
ukochana i ziemia i nazwa (…)

Zapytajcie Artura,
daję słowo nie kłamię,
ale było jak ulał
sześć słów w tym telegramie:
Zaczarowana dorożka
zaczarowany dorożkarz
zaczarowany koń.

Żeby siła w ramionach,
żeby trud nasz wykonać –
przy stali i przy zbożu,
na lądzie i na morzu –
żeby blask szedł z dni naszych,
dni mozolnych, odważnych,
w wiek sławą złotolistną,
nuto święta, ojczyzno.

Znaleźć jedno zdanie
które do serca komuś wejdzie i zostanie.

Piosenki z tekstami Gałczyńskiego śpiewali m.in. Stan Borys, Maryla Rodowicz, Anna Maria Jopek, Magda Umer, Grzegorz Turnau, Jan Kobuszewski, Michał Bajor, Piotr Frączewski, Alicja Majewska, Marek Grechuta, Kazik Staszewski, Mirosław Czyżykiewicz, zespół Mazowsze, Anna German.

Jak stwierdziła Teresa Wilkoń w Poematy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego 2010        
Gałczyński obrał inną taktykę: pisał poematy, które – z niewielkimi wyjątkami – zapewniały czystą, nieideologiczną poezję, socrealistyczne ustępy komasował w jednej części poematu, przed partią finalną, nawracającą do motywów partii początkowych.
W moim przekonaniu taki sposób postępowania był zabiegiem znaczącym, poeta dawał odbiorcy prawdziwą poezję, a tę narzuconą mu przez partyjną krytykę i cenzurę umiejscawiał w jednym, wydzielonym segmencie. W ten sposób partie poetyckie i stosunkowo niewielka część twórczości o charakterze politycznym, ideologicznym występowały oddzielone od siebie i nietrudno było inteligentnemu czytelnikowi wyodrębnić własny głos poety.
Z czasem stawał się Gałczyński poetą, który nie miał sobie równych i który był uosobieniem poetyckiej niezależności. Wybaczano mu wpadki i wstawki socrealistyczne, ponieważ tworzył arcydzieła.
(str. 149 tamże.  (rozdział Maski i kreacje artystyczne poety)
https://core.ac.uk/download/pdf/197740252.pdf

Sięgajmy po niego.
Jest z czego czerpać pełnymi garściami.

.

Elżbieta Kulec

 

Poprzedni artykułPasowania nadszedł czas, uczniem będzie każdy z nas
Następny artykułKlub Polonijnego Maturzysty: Mikołaj Rej – Człowiek Odrodzenia.
Absolwentka prawa, była nauczycielka akademicka. Rozkochana w literaturze polskiej za sprawą mamy - polonistki i bibliotekarki. Od 30 lat mieszka w Nowym Jorku. Autorka tomików poezji "Wyspy przeznaczenia", "Wyrwane z przemijania" i "Rozproszone myśli schwytane w sieć strofy", fraszek i aforyzmów "Tak, jak leci czyli coś dla starszych dzieci" z ilustracjami Angeliki Detyny oraz wierszyków dla dzieci "Od wieków jajeczko przekomarza się z kureczką" ilustrowane przez nią i 6 letniego wtedy synka. Zbiór poezji "Wyrwane z przemijania" wydany został w wersji polsko - angielskiej, w tłumaczeniu Mariana Polaka oraz pięknymi ilustracjami Rafała Olbińskiego. Z kolei "Wyspy przeznaczenia" trafiły w ręce śp. księdza Jana Twardowskiego, i jak sam napisał, bardzo mu się podobały.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj