Przefrunęła nad naszą ulicą.

Myśleliśmy, że była czarownicą!

Miała wielki garniec na głowie,

Płaszcz szeroki jak morze na sobie, 

a jak leciała to był taki hałas

jak z trzech helikopterów naraz.

Lecz spojrzeliśmy uważniej, a ona

była śliczna i zielona!

Podlewała z góry świat konewką,

i chrupała kanapki z rzodkiewką.

Płaszcz jak łąka był – utkany z kwiatów,

w garnku zrobiła gniazdo dla ptaków.

Dokąd lecisz? – zawołaliśmy. – Zostań!

Odkrzyknęła: – Też nie lubię rozstań,

lecz nie mam czasu i jak świat światem

muszę zdążyć ze wszystkim przed latem.

Ale wrócę tu i słowa dotrzymam,za rok, gdy znów skończy się zima.  

.

Eliza Sarnacka – Mahoney

Poprzedni artykułPani Book czyta polonijnym dzieciom
Następny artykułCo ma papier toaletowy do wirusa?
Eliza Sarnacka-Mahoney
Dziennikarka i pisarka, przeważnie mieszka w Kolorado, chyba że podróżuje. Współpracuje z mediami w Polsce oraz z Nowym Dziennikiem, autorka powieści, zbiorów ciekawostek i książek publicystycznych o Ameryce. Mama Natalii i Wiktorii, które każdego dnia utwierdzają ją w przekonaniu, że to, co niemożliwe jest jak najbardziej możliwe, trzeba tylko szczerze chcieć. Na portalu autorka rubryki “Przystanek Babel”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj