Ewa Woydyłło- Osiatyńska, doktor psychologii, psychoterapeutka, specjalistka w dziedzinie uzależnień i problemów rodzinnych. Autorka artykułów i wywiadów o tematyce rozwojowej i społecznej oraz wielu książek, m.in. Sekrety kobiet, Podnieś głowę, W zgodzie ze sobą, Buty szczęścia, Bo jesteś człowiekiem: żyć z depresją, ale nie w depresji, Dobra pamięć, zła pamięć, Żal po stracie: lekcje akceptacji. Ludzie, ludzie…  Członkini Rady Programowej Fundacji ABC XXI „Cała Polska czyta dzieciom”, Kongresu Kobiet i Fundacji Helsińskiej Praw Człowieka.

O depresji emigracyjnej, terapii w ojczystym języku, fikcyjnych małżeństwach i ich wpływie na ludzką psychikę oraz innych wyzwaniach emocjonalnych dotyczących życia emigracyjnego, rozmawia z Danutą Świątek.

Jaki wpływ na psychikę człowieka ma “papierowe małżeństwo”, czyli dla zielonej karty?

O, to ciekawa kwestia. Wielokrotnie słyszałam o takich układach i to nie tylko w USA, a np. w Anglii, Francji, w Niemczech. Znam mężczyznę, który za pomocą papierowego małżeństwa urządził sobie życie w Kalifornii. A kiedy jego (starsza o 18 lat) amerykańska żona zmarła, sprowadził do siebie swoją byłą żonę z Polski. Dodajmy, że rozwiódł się z nią przed samym wyjazdem do Ameryki. Właściwie to romantyczna historia, tyle tylko, że oparta na dwóch niezbyt eleganckich kombinacjach.  Ale cóż… Miłość ma swoje prawa, w tym wypadku także jego miłość do Ameryki. Ale serio, to myślę, że fikcyjne małżeństwo za prawo pobytu w jakimś upragnionym kraju to nie jest zbyt duża cena. Oczywiście zależy, ile naprawdę kosztuje. Ale poza wspomnianym znajomym spotkałam osobiście lub słyszałam o mnóstwie osób w ten sposób legalizujących swój stały pobyt w jakimś lepszym kraju niż własny. Dopiero co poznałam młodziutką żonę z Białorusi mego kolegi ze studiów (a więc mocno starszego pana), który żeniąc się z nią zapewnił jej bezpieczeństwo, którego ta wojująca przeciwniczka reżymu Łukaszenki w swoim kraju by nie zaznała. Osobom zaciekawionym powiem, że ślub nie jest bynajmniej papierowy. Ale to już zupełnie inny temat.

Znam kobiety, które zawarły związki małżeńskie “dla papierów” i ukrywają ten fakt. Znam mężczyzn, którzy są w podobnej sytuacji i tego nie ukrywają, a nawet czasem chwalą się, że mają “papiery i przy okazji seks”. Czy takie zachowania to właśnie skutek uboczny transakcji? Skąd to się bierze?

Właśnie w poprzedniej odpowiedzi wyraziłam swoje zdanie. Nihil novi sub sole (nic nowego pod słońcem). Przekrętów ludzkość uprawia mnóstwo. Po jednych to spływa jak woda po kaczce, inni nie mogą znieść wyrzutów sumienia. Zależy to od systemu wartości i determinacji w poszukiwaniu swojego spełnienia. Jakiekolwiek by ono mogło być.

Czy istnieje depresja emigracyjna?

Kolokwialnie można użyć takiego określenia, jednak w podręcznikach diagnostycznych psychiatrii ono nie występuje. Można jednak mówić o tym, jak o pewnej odmianie depresji sytuacyjnej, wynikającej ze spiętrzenia stresu, lęku i specyficznych trudności przystosowawczych w związku z nowymi warunkami życia. Charakteryzują je typowe deficyty — jak np. nieznajomość języka, odmienności kulturowe, brak oparcia w rodzinie i długoletnich znajomych, przerwanie ciągłości dotychczasowego stylu życia. Nagromadzenie nowych doświadczeń i zjawisk sprawia, że wielu emigrantów przeżywa szok kulturowy. U jednych wzbudza to wygórowane nadzieje, u innych wygórowane lęki. I jedno i drugie kosztuje wiele system nerwowy, który w tym nowym trybie może się załamać.

Czy możemy spodziewać się w przyszłości, że pojawi się diagnoza – depresja emigracyjna?

Możliwe, zważywszy na perspektywy wielkiej migracji uchodźczej. Tym bardziej, że wspomniane zjawiska nasilają się w przypadku zderzenia przybyszów ze skrajnie obcą kulturą. 


Trudno rozmawiać o depresji, a jeszcze trudniej w drugim języku. Czy powinno się mieć terapeutę, który zna nasz język ojczysty i jest z tej samej kultury?

Tak, to trafna obserwacja. O sprawach osobistych, intymnych i trudnych lepiej rozmawiać w klimacie pełnego zaufania. Wspólnota kodów językowych jest na pewno czynnikiem budującym większe zaufanie, bez którego trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek szczerą rozmowę, a tym bardziej psychoterapię.


Jakie efekty daje terapia w drugim języku, nie ojczystym?

Miałam osobiście takie doświadczenie, gdy podczas studiów psychologicznych w Kalifornii przeszłam kilka rodzajów własnej terapii — od pracy w grupie spotkaniowej przez terapię indywidualną behawioralno-poznawczą po psychoanalizę jungowską. Nie odczuwałam żadnej bariery językowej, a tamtych terapeutów dotąd darzę najwyższym uznaniem dla ich profesjonalizmu. Więc myślę, że dobra profesjonalna terapia w każdym języku, jaki się zna, daje dobre efekty. Jednym problemem może być brak biegłości w obcym języku, drugim, poważniejszym, bywają ostre zaburzenia osobowości lub wyjątkowo niekorzystne skutki trudności przystosowawczych. Mam wiele kontaktów terapeutycznych z polskimi imigrantami w różnych krajach. Przed pandemią często prowadziłam warsztaty i spotykałam wielu Polaków żyjących na obczyźnie. Myślę, że spotkania ze mną cieszyły się dużym zainteresowaniem właśnie dlatego, że Polakom łatwiej było rozmawiać o swoich problemach ze mną niż z miejscowymi terapeutami. 


Powrót do Polski po latach za granicą jest nową emigracją. Czy to powinien być mniej bolesny proces, bo przecież mowa o powrocie do kraju urodzenia?

Polska obecnie bardzo się różni od Polski, z której ktoś wyjechał dawniej niż np. 20-30 lat temu. Sentyment sentymentem, ale realia współczesne są bardzo odległe od dawnych. Jeżeli ktoś wraca po kilkudziesięciu latach, może już nie spotkać wielu swoich krewnych czy znajomych. I może się okazać, że w życiu na obczyźnie powstały bliższe przyjaźnie, a te z młodości wygasły. To bardzo indywidualne.


Jeśli badania wykazują, że znajomość drugiego języka może opóźnić rozwój Alzheimera o 5 lat, to czy możemy zaryzykować stwierdzenie, że emigracja ma pozytywną stronę, bo właśnie oznacza dla nas rozwój drugiego języka, życie w nowej kulturze, wyzwania intelektualne i dlatego opóźnia też rozwój tej ciężkiej choroby?

Ciekawa obserwacja. Ale dodajmy, że na zdrowie psychiczne wielki wpływ ma jakość życia. Więc jeżeli zsumujemy: nowy język + lepsza praca + lepsze mieszkanie + lepsze jedzenie + lepsze wakacje + lepsza muzyka + lepsze powietrze + lepsze samochody + lepsze baseny pływackie + lepsze korty tenisowe + lepsze filmy + lepsza architektura + lepsza konstytucja + lepszy prezydent + lepsi ministrowie + lepsze pociągi + lepsze szanse na przyszłość, to wyjdzie nam, że nie tylko nauce obcego języka emigranci zawdzięczają skuteczną obronę przez Alzheimerem.


Według pani książki można “Żyć z depresją, ale nie w depresji”. Jak można to zrobić, szczególnie jeśli nie mamy pomocy ze strony terapeuty, który po mówi po polsku?

Oczywiście, przeczytać moją książkę!


A jak pani radzi sobie z melancholią?

Melancholię uwielbiam. Zapalam świece, włączam „900 Miles from Home”  Terry’ego Calliera albo płytę koreańskiej gwiazdy Youn Sun Nah albo IV Symfonię Gustava Mahlera — i rozkoszuję się chwilą. A jeszcze czasem czytam sobie wiersze Wisławy Szymborskiej, która mnie zawsze rozwesela, choćby taka strofa:

Czemu ty się, zła godzino,

Z niepotrzebnym mieszasz lękiem?

Jesteś — a więc musisz minąć.

Miniesz — a więc to jest piękne.

.

Rozmawiała: Danuta Świątek

Zdjęcie: Archiwum rodzinne

Poprzedni artykułO współpracy, czyli jak powstała „Bajka o dwugłowym smoku”
Następny artykułPolscy studenci w Hunter College. Cz. 2
Danuta Świątek – redaktor naczelna portalu. Dziennikarka prasowa. Była korespondentka „Życia Warszawy” i „PANI” w Nowym Jorku. Współpracowała z amerykańską edycją „BusinessWeek” i „Working Mother”. Autorka książek m. in. “Kimberly”, „Kimberly jedzie do Polski” i współautorka “Przewodnika po Nowym Jorku”. Terapia reminiscencyjna jest jej wielką pasją. Każdą sobotę spędza z dziećmi w polonijej szkole, gdzie ma szansę działać na rzecz dwujęzyczności w praktyce. Koordynatorka akcji „Cała Polonia czyta dzieciom” w USA. Kontakt: DanutaSP@outlook.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj