O coachingu i wprowadzaniu zmian w życiu – rozmowa  z Beatą Marciniak, autorką książek „Zmiana niejedno ma imię” oraz pomysłodawczynią projektu Travel Coaching.

 

 

Justyna Bereza: Opowiedz nam o swoich początkach. Jak zaczęła się Twoja przygoda z coachingiem? 

Beata Marciniak: Początki te sięgają właściwie początków moich największych zmian w życiu na poziomie świadomości tego kim byłam, a kim chciałam być, jak żyć. Wiąże się to bezpośrednio z dosyć trudnym dla mnie okresem, głównie zawodowym, z trudnymi doświadczeniami. Było mi źle. Wiedziałam, że tak dalej nie chcę i nie muszę. Postanowiłam coś zmienić w moim życiu. Zainteresowałam się wtedy literaturą psychologiczną i coachingową. Zafascynowałam się wtedy możliwościami naszego mózgu. Odkryłam, że nasze myśli determinują nasze działania i w prostej linii to, jak żyjemy, co osiągamy. Od fascynacji literaturą przyszła do mnie myśl (też za namową osób, które mnie znały i dostrzegły we mnie talent towarzyszenia ludziom w zmianach) ukończenia podyplomowych studiów coachingowych. Wybrałam prestiżową warszawską uczelnię Szkołę Główną Handlową, gdzie przez rok przeżywałam swoisty flow chodząc na zajęcia, superwizję, prowadząc pierwsze sesje i zgłębiając tajniki sztuki coachingowej. 

JB: Czym jest coaching? Jak Ty go rozumiesz?

BM: Dla mnie, jako człowieka, jest to proces zmiany pozwalający mi dojść do takiego punktu w swoim życiu, w jakim zawsze chciałam być, dojścia do bycia po prostu szczęśliwą i spełnioną. To genialny proces pozwalający na niezwykłe odkrycia, będące katalizatorem moim zmian. 

Dla mnie, jako coacha, jest to proces towarzyszenia mojemu klientowi w zmianie w sposób ściśle określony przez międzynarodową organizację ICF. Jest to niedyrektywne wspieranie klienta w jego rozwoju, pomaganie uzyskać przez niego zupełnie nową perspektywę patrzenia na świat i siebie, zauważenia tego, czego wcześniej nie zauważył. To proces, w którym tylko klient podejmuje decyzje i jest odpowiedzialny za swoją drogę. Jako coach jestem odpowiedzialna za to, by zadbać o bycie najlepszym partnerem w zmianie mojego klienta. 

JB: Jakiego rodzaju coachingiem się zajmujesz?

BM: Bardzo konkretnie takim w rozumieniu wspomnianej już organizacji ICF czy  ICI – International Association of Coaching Institutes, do której należę. 

Niestety w dzisiejszych czasach prawdziwy coaching jest mylony z innymi formami rozwoju osobistego jak doradztwo, terapia czy warsztaty motywacyjne. 

W mojej pracy coacha stosuję również podejście clean coaching (jestem certyfikowaną facylitatorką clean coaching po szkoleniach w Warszawie i Paryżu), czyli zespół technik umożliwiający klientowi zagłębienie się wewnątrz siebie i znalezienie odpowiedzi na nurtujące go pytania głównie poprzez pogłębienie swojej metafory osobistej. Trudno jest to wytłumaczyć jednym zdaniem, zachęcam do skorzystania z sesji clean coaching, której jestem absolutną pasjonatką, do tego stopnia, że jestem na świeżo po praktykach jako obserwator-asystent trenera na szkoleniu clean coaching w Montrealu, by w niedługim czasie móc uczyć tego podejścia innych trenerów, coachów, terapeutów, pedagogów.

JB: Brzmi naprawdę zachęcająco. A powiedz, jaka jest różnica między psychologiem a coachem? Z jakimi sprawami ludzie przychodzą do Ciebie i w czym możesz im pomóc? 

BM: Jeśli patrzysz w swoją przeszłość i widzisz tam rzeczy, które wymagają twojej uwagi, idź do psychologa. Jeśli widzisz rzeczy tu i teraz, które wymagają zmiany byś mógł osiągnąć swój cel – idź do coacha.

Coaching korzysta wprawdzie z informacji o przeszłości klienta, aby ustalić jego obecną sytuację. Nie zakłada on jednak rozwiązania problemów z przeszłości i takiej pomocy nie uzyskasz. Nie uleczysz zatem swoich problemów natury emocjonalnej czy poznawczej. 

Coaching ma na celu podniesienie wyników działania w drodze do realizacji upragnionego celu, a tym samym podniesienia jakości życia.

Z jakimi tematami przychodzą do mnie klienci? Otóż całą paletą tematów: od osobistych po biznesowe, np. odnajdywaniem celu życia, wzmacnianiem pewności siebie i poczucia własnej wartości, zarządzaniem sobą w czasie, w stresie, chęcią zmiany pracy, zawodu itp. Ostatnio coraz więcej tematów międzykulturowych z racji mojej obecnej sytuacji życia ekspackiego. 

JB: Czy zdarza się, że przychodzi do Ciebie ktoś, kto wie, czego chce?

BM: Zawsze. Jeśli ktoś przychodzi do mnie to zawsze wie czego chce, bo chce zmiany. Tylko nie wie czasami jak ją zdefiniować i jak ją przeprowadzić. Od tego właśnie jestem, by mu pomóc się dowiedzieć.

JB:  Jak zatem wygląda taka sesja coachingowa? 

BM: Trwa około 60-80 min. Klient sam ustala cel na sesję, czyli definiuje to, co chce osiągnąć w tym czasie dzisiejszej sesji. Następnie zaczyna się rozmowa, gdzie ja głównie zadaję pytania, a klient odpowiada. Podczas sesji pogłębia on swoją świadomość i zyskuje zupełnie nową perspektywę na niektóre sprawy. Na końcu sesji następuje podsumowanie pod kątem największych wartości i odkryć sesji, zdefiniowanie pierwszego kroku i działań, które klient podejmie po tej sesji.  Tak bardzo ogólnie. Warto podkreślić, że jedna sesja nie wystarczy do ugruntowania głębokiej zmiany. Do tego potrzebny jest cały proces coachingowi, czyli około 6 – 10 sesji i czas: minimum 3 miesiące. Tak więc na początku pracy z klientem on określa cel na cały proces, a dopiero potem zajmujemy się jego celami na poszczególne sesje. 

JB: Co dla Ciebie jest najtrudniejsze w procesie coachingowym? Czy jest coś co szczególnie przeszkadza w osiągnięciu zamierzonego celu?

BM: Najtrudniejsze dla mnie jako coacha jest czasami to, kiedy klient coś przede mną i co nawet najgorsze ukrywa przed samym sobą. Nie jest szczery w stosunku do siebie, doświadcza swoistego „oporu przed zmianą”. Wtedy proces jest utrudniony i przebiega wolniej, aż do czasu, kiedy naprawdę coś w nim „pęknie”. 

JB: Czy zatem zdarza się tak, że nie do końca jesteś zadowolona z efektu swojej pracy?

BM: Staram się wyłączyć myślenie z kategorii oceny sesji coachingowej. Na początku mojej pracy zdarzało się, że byłam wybitnie niezadowolona z sesji, a klient był zachwycony .. i odwrotnie. Pracowałam nad tym, by wyłączyć ocenę sesji, ale nie refleksję nad nią. Poddaję się czasami superwizji właśnie po to, by takie rzeczy omówić.  Dzięki takiej pracy nauczyłam się ufać procesowi i temu, że wszystko przychodzi we właściwym momencie.

JB: A czy podejmujesz się coachingu znajomych? Czy ma to jakieś znaczenie?

BM: Zależy od stopnia bliskości. Znajomych tak. Bardzo bliskich wieloletnich przyjaciół bardzo, bardzo rzadko. Rodziny nigdy.

JB: Co cenisz sobie najbardziej w swojej pracy?

BM: Kontakt z ludźmi, obserwowanie jak budują własne szczęście i spełnienie, kiedy rozkwitają jak piękne kwiaty oraz kiedy z sesji na sesję wzrasta ich pewność siebie na drodze do realizacji celu. Jest to niezwykły przywilej móc towarzyszyć ludziom w zmianie. 

JB: A jakie sukcesy odnoszą Twoi klienci?

BM: Budują lub rozwijają swoje biznesy, ulepszają relacje z innymi, podejmują też trudne decyzje odejścia od kogoś, lepiej się komunikują, są bardziej pewni siebie, potrafią być asertywni, zaczynają realizować marzenia, podróżują, odnoszą sukcesy finansowe i osobiste etc. Jednym zdaniem powiedziałabym to tak: promieniuje z nich szczęście i to widać. 

JB: Ciekawi mnie jak wiedza trenera biznesu i coacha, jaką posiadasz, pomaga Ci w życiu osobistym? Co zmienił coaching w Twoim życiu?

Mogę śmiało powiedzieć, że zmieniło się wszystko we mnie, a co za tym idzie – poprzez zmianę we mnie, zmieniłam swoje postrzeganie świata. Nie oznacza to, ze wcześniej byłam wybitnie nieszczęśliwa czy coś w tym rodzaju. Przede wszystkim dzisiaj jestem bardzo świadoma siebie i procesów zachodzących we mnie. Jestem na etapie, kiedy dokładnie wiem, co jest mi potrzebne do szczęścia i mam narzędzia i pełną świadomość by je budować. Jestem również bardziej tolerancyjna i cierpliwa wtedy, kiedy mam gorszy dzień. Ufam sobie i akceptuję siebie w pełni. Nauczyłam się słuchać bez oceniania i zauważać w ludziach wszystko, co najlepsze. Niektórzy zauważają, że mam niezwykle optymistyczny sposób postrzegania życia i świata i tak jest. Kocham życie z wzajemnością i nauczyłam się celebrować każdy dzień. Wiem skąd czerpać energię, bo znam swój unikalny system motywacyjny. Mam talent doenergetyzowywania ludzi i zrzeszania ich wokół siebie. Zarażam ludzi pozytywnym myśleniem. Inspiruję do zmian.

To wszystko dzięki pracy, którą włożyłam i wkładam we własny rozwój osobisty. Proces ten nigdy się nie skończy.

JB: Pomagasz innym, motywujesz ich do działania. Czy Ty, jako coach potrzebujesz motywacji?  Zdradzisz nam, skąd ją czerpiesz? 

BM: Oczywiście ze potrzebuję! Coach również jest istotą emocjonalną.

Nad swoją motywacją i energią pracuję na co dzień. Należy to bardzo podkreślić, że energię należy kumulować na co dzień. Umiem zadbać o siebie. Robię rzeczy, które przynoszą mi radość i spełnienie: podróżowanie, czytanie, spotkania z przyjaciółmi, inspirującymi i sympatycznymi znajomymi oraz kontakt z naturą.  Na inne nie tracę czasu. Otaczam się pozytywnymi ludźmi. Innym pozwalam odejść. 

JB: Twoja praca jest bardzo absorbująca. Czy poza nią masz jakieś pasje?

BM: Największa pasja to podróże małe i duże, ciągłe pogłębianie wiedzy o międzykulturowości oraz o mojej ukochanej Francji. Moją pasją są też moje zwierzęta. Mam psa i dwa koty. 

JB: Beato, jesteś autorką serii książek „Zmiana niejedno ma imię”. W tej chwili są dostępne dwie, trzecia jest w przygotowaniu. Opowiedz o nich.

BM: Jak sama nazwa wskazuje częścią wspólną wszystkich książek jest zmiana. Zmiana w życiu moich bohaterów (wszyscy są autentyczni i sami opowiadają swoje historie) nastąpiła pod wpływem różnych czynników: rozwój osobisty, coaching (cz. 1), miłość (cz. 1 i pół) oraz podróży (cz. 2 – aktualnie w przygotowaniu, ukaże się na jesieni). Wszystkie historie są niezwykle poruszające, inspirują i motywują do działania. 

JB: Od dwóch lat mieszkasz w Stanach. Jak tu się odnajdujesz, prywatnie i zawodowo?

BM: I to właśnie od wielu lat było moim wielkim marzeniem: zamieszkać poza ojczystym krajem, poznać nową kulturę, zmierzyć się z nowymi wyzwaniami. Stany to nie był świadomy wybór, po prostu pojawiła się taka możliwość, aczkolwiek jedna z możliwie najlepszych na ten moment mojego życia. Krótko mówiąc: uwielbiam tu być, doceniam wszystkie możliwości, ale też trudności, które tu napotykam, spotykam fantastycznych ludzi. Rozwijam się. Osiągnęłam ogromny sukces emocjonalny, moje książki fantastycznie się przyjęły, moi klienci doceniają moje warsztaty i spotkania ze mną. Zawodowo myślę, że mam jeszcze dużo do zrobienia i osiągnięcia, ale dumna jestem z tego, co do tej pory już się wydarzyło i z ciekawością czekam i działam w kierunku innych projektów. Chciałabym więcej pracować z grupami ekspatów i w ogóle grupami w temacie międzykulturowości jako coach i trener. Moim marzeniem jest powrót do pracy ze studentami na wyższej uczelni. 

JB: Zatrzymując się na chwilę przy temacie nauki, zapytam jeszcze o coaching w edukacji. Brzmi dla mnie interesująco.

Osobiście wprowadziłam w Polsce elementy coachingowe w pracy lektora języka obcego (jestem w wykształcenia romanistką, wiele lat uczyłam w Polsce francuskiego). Napisałam na ten temat cykl artykułów do czasopisma „The Teacher”, bo zauważyłam w swojej pracy jak bardzo wprowadzenie elementów coachingowych w mojej pracy jako coacha pomogło mnie samej uzyskać większą kompetencję jako lektor języka francuskiego na poziomie chociażby zarządzania moją komunikacją ze studentami, budową relacji z nimi oraz wpływaniem na ich motywację. Moim studentom na pewno dało to większą skuteczność w osiąganiu swoich celów językowych i poprawę komfortu uczenia się i funkcjonowania w grupie. 

JB: Wiem, że stworzyłaś projekt travel coaching. Mogłabyś go przybliżyć?

BM: Jest to chyba mój najbardziej ukochany projekt. Stworzyłam go 7 lat temu i odtąd rozwijam. Koncepcją jest połączenie podróży z rozwojem osobistym. W praktyce wygląda to tak, że zabieram małą grupkę osób i wyjeżdżamy poza miejsce naszego stałego zamieszkania (kraj, region). Rano odbywamy warsztaty rozwoju osobistego, a w ciągu dnia zwiedzamy okolice. Po południu odbywają się indywidualne sesje coachingowe, a wieczorem integracyjne kolacje. Dzięki takiej koncepcji uczestniczki wyprawy uzyskują zupełnie nowy wgląd we własne życie. Nowe otoczenie i ludzie bardzo w tym pomagają. 

Do tej pory zrealizowałam wiele tego typu travel coachingów między innymi do Francji i Hiszpanii, do różnych regionów. 

W maju tego roku (2018) odbył się najświeższy projekt travel coaching w Andaluzji. Przyjechały panie z USA i Irlandii. Przecudowna energetycznie grupa, z którą przez tydzień pracowałyśmy nad takimi tematami jak: motywacja, zarządzanie emocjami i sobą w stresie, pewność siebie, marka osobista. Każda z pań miała też indywidualną sesję coachingową. Oczywiście wszystko odbywało się w niezwykle urokliwych okolicznościach: w knajpce na zboczu plaży, w naszym wynajętym apartamencie z widokiem na morze czy choćby w samochodzie w drodze do… Założeniem travel coachingów jest również kontemplacja niezwykłych miejsc, których na pewno dostarczyła nam Andaluzja. Efekty tego wyjazdu? Większy dystans do siebie i świata, inne, mniej „napięte” nastawienie do swojego życia, większa decyzyjność, refleksja, nabycie nowych kompetencji interpersonalnych. Najbardziej spektakularnym efektem tego wyjazdu była chyba decyzja jednej z uczestniczek o przeprowadzce z Irlandii do Andaluzji. Chciałabym z satysfakcją powiedzieć, że koncepcja travel coachingu to nie tylko sam wyjazd. To również proces zbudowania całego projektu razem (decyzje gdzie mieszkamy, co zwiedzamy, jak chcemy, żeby było etc.). Projekt andaluzyjski budowałyśmy razem na 3 miesiące przed wyjazdem i budujemy i utrzymujemy go nadal (w tej chwili już miesiąc po powrocie) poprzez utrzymywanie naszych relacji i dzielenie się zmianami w naszym życiu. I za to chciałam bardzo podziękować moim uczestniczkom, ale też i sobie. 

Jeśli kogoś zaciekawiła taka koncepcja wyjazdu, to bardzo zapraszam d kontaktu ze mną. W przyszłym roku planuję Prowansję i Paryż z sesją zdjęciową. 

JB: Twoje plany na przyszłość? 

BM: Dokończyć trzecią książkę o podróżach, zacząć pracować globalnie w projektach międzykulturowych dla różnych grup. Szkolić i uczyć. 

JB: Beatko, dla tych, których zainteresowała nasza rozmowa – jak można się  z Tobą skontaktować?

BM: Poprzez moją stronę internetową www.beatamarciniak.pl, oraz poprzez facebook Beata Marciniak lub Travel Coaching Beata Marciniak

JB: Podsumowując naszą rozmowę, czy jest jeszcze coś, o co mogłabym Cię zapytać?

BM: Pytasz jak zawodowy coach ☺ Mogłabyś mnie oczywiście zapytać za co kocham Francję, ale to już temat na inny wywiad!

JB: Z przyjemnością wrócę do tego pytania. Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych, inspirujących zmian w życiu!

 

Rozmawiała: Justyna Bereza

Zdjęcie: Ania Frączak

 

Notka bio

Beata Marciniak –  coach, międzykulturowy, life & business trener i coach,  autorka projektu Travel Coaching, miłośniczka Francji. Jest ekspatką,  od lipca 2016 roku mieszka  w Stanach Zjednoczonych w New Jersey. Jak sama o sobie mówi jest „niepoprawną optymistką, mistrzynią pozytywnego myślenia i dystrybutorką dobrej energii”. Lubi być w ciągłym ruchu. Jedyna stała w jej życiu to zmiana!

Poprzedni artykułCzytanie łączy pokolenia! 
Następny artykułBefore You Start Using Social Media
Justyna Bereza
absolwentka Filologii polskiej Uniwersytetu Gdańskiego. Z wyboru mama, z zamiłowania podróżniczka. Jest polonijnym nauczycielem w USA. W swojej pracy stawia na aktywne metody nauczania. Za swoje osiągnięcia otrzymała nagrodę Polonijnego Nauczyciela Roku 2017 im. Prof. A. Stelmachowskiego. Ponadto zajmuje się edytorstwem i korektą tekstu. Lubi nowe wyzwania stąd jej przygoda z dziennikarstwem. Jako nauczyciel i mama jednocześnie, przykłada ogromną wagę do dwujęzycznego wychowania, doskonale zdaje sobie sprawę, że znajomość języków to klucz do sukcesu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj