Koronawirus pokrzyżował plany każdemu w większym lub mniejszym stopniu, ale tych, którzy byli gotowi, by na stałe wrócić z USA do Polski – zatrzymał w „strefie przejściowej”. Samoloty nie wystartowały. O rodzinie 39-letniej Agnieszki Cholody z New Jersey pisaliśmy na początku stycznia  https://dobraszkolanowyjork.com/wracamy-do-polski/

Jak obecnie radzi sobie rodzina Cholody?  Siedzi na walizkach w Ameryce? Opowiada pani Agnieszka, która z dwójką dzieci i mężem, wraca po 16 latach pobytu w USA do Rzeszowa.


Tak, siedzimy na walizkach. Nadal czekamy na nasz odlot. Chcemy lecieć LOT-em do Rzeszowa, albo jak uda się to z przesiadkami, ale liniami portugalskimi. W czerwcu będą loty do Lizbony z Newark, ale jeszcze nie do Polski. 

Szkoda, że nie udało się nam zakończyć pobytu według naszych planów. Wylot na wymarzone wakacje – pożegnanie z Ameryką na Florydzie, mieliśmy zaplanowany w dzień wiosny, a potem stamtąd mieliśmy wrócić do Polski. Lot na Forydę odbył się, ale bez nas, bo nie mieliśmy pewności co będzie się działo w kwietniu. Zachorowalność na wirusa rosła z dnia na dzień. Podjęliśmy decyzję, że zostajemy w New Jersey. Tydzień później dowiedzieliśmy się, że są organizowane loty charterowe z lotniska John F. Kennedy w Nowym Jorku do Polski. Zastanawialiśmy się nad wykupem tych biletów, ale potrzebowaliśmy załatwić zwrot kosztów za wakacje, w tym noclegi i bilety lotnicze, co nie okazało się łatwe, a także konieczna była zmiana daty wysyłki kontenera z naszym mieniem przesiedleńczym. Część mienia już wypłynęła, drugą część mieliśmy wysłać dzień przed wylotem. Jednak i te loty były anulowane. Stanęliśmy w punkcie wyjścia, na walizkach, z 80 paczkami w garażu i jednym autem w drodze do Polski. Nie było to łatwe doświadczenie.

Czułam się niepewnie, cokolwiek próbowaliśmy zaplanować to runęło. Zaczęły się rodzić myśli co dalej będzie. Jesteśmy tu sami, bez rodziny. Co będzie, gdy my zachorujemy? Co wtedy stanie się z dziećmi? W związku z tym, że córkę w dniu zamknięcia szkół, wypisaliśmy z amerykańskiej szkoły, z powodu naszego wyjazdu – codziennie uczyłyśmy się polskiego i religii. Trudniej było z młodszym synkiem, gdyż nie mógł wyjść do parku, czy na plac zabaw i pogoda nie była sprzyjająca. Nie mieliśmy za wiele zabawek, czy artykułów papierniczych, by zająć dzieci. Podobnie było z zapasami artykułów chemicznych, czy papierem toaletowym, a nawet z maseczkami, których nie można było kupić w okolicy. Codziennie telefonicznie szukałam sklepów, które dowiazą nam jedzenie. Po kilku dniach odkryłam system działania i z tygodnia na tydzień było łatwiej żyć. Siedzieliśmy głównie w domu, jak pojawiło się słońce, wychodziliśmy na zewnątrz. I cieszyliśmy się!

Po miesiącu zakupiliśmy pierwsze maseczki i rękawiczki. Pamiętam jaką czułam wolność jadąc autem i słuchając Rolling Stonesów! Dokładnie tak było jak śpiewali – miasto opustoszało, a Nowy Jork wyglądał jak miasto duchów. Córka po miesiącu zaczęła kontynuować naukę w amerykańskiej szkole online, gdyż w dalszym ciągu nie wiedzieliśmy jak długo będziemy w USA. W Rzeszowie odbywał się remont naszego mieszkania, praca z wykonawcami, projektantkami i przyjaciółmi, którzy również nas w tym wspierali. Po upływie prawie 2 miesięcy od naszego pierwszego terminu wylotu, mogę powiedzieć, że trafiliśmy na dobrych ludzi i udało się zdalnie wykonać remont, bez fizycznego naszego udziału.

Również zapaliła się “gwiazdka w tunelu”, bo pojawiła się informacja o dwóch lotach charterowych do Polski. Obecnie jesteśmy na liście oczekujących. Mam zawsze telefon przy sobie i czekam na dobre wieści. Jest coraz cieplej i możemy wyjść poza dom, bez masek, ciesząc się wiosną. Próbujemy sobie na nowo zaplanować nasz powrót do Polski. Cieszymy się, że jesteśmy zdrowi, nasza rodzina i najbliżsi. Jesteśmy w kontakcie ze znajomymi pielęgniarkami, wspieramy się dobrym słowem i trzymamy kciuki za powrót do normalności. Dla nas to był szok i nie ukrywam ciężki czas, ale wyobrażam sobie jak czuli się ci, którzy na co dzień żyli w niepewności i niebezpieczeństwie, pracowali ryzykując swoje zdrowie, a nawet życie.

U nas w domu była specyficzna sytuacja ze względu na powrót na stałe do Polski. Zauważyłam, że świat zwolnił. Niebo zaczęło być bardziej przejrzyste, zaczęliśmy żyć ekologicznie i oszczędnie, nie mając dostępu do wszystkiego. Chyba każda rodzina spróbowała chleba domowej roboty i zaczęła się interesować tematem dbania o swoją odporność organizmu. Nie ukrywam, że moje zainteresowanie olejkami eterycznymi pomogło mi przetrwać. Mam nadzieję, że wrócimy do normalności, będziemy żyć wolni jak było przed niewidzialnym gołym okiem wirusem.

.

Edycja tekstu: Danuta Świątek

Zdjęcia: Agnieszka Cholody

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj