Wsiadam, a właściwie próbuję, wsiąść do samochodu znajomej, by zamienić z nią parę słów. Na pozór łatwa sprawa. Po warunkiem, że ma się ład w aucie.

Stoję przy drzwiach, a znajoma przekłada stosy kopert z rachunkami, torbę plastikową
z książkami, papierowy kubek po kawie, zużyte papierowe torebki…

Na tylnych siedzeniach są dwa foteliki dla dzieci. Między nimi leżą kurtki i buty. Na tylnej szybie wylegują się pluszowe misiaki, koty i żółwie.

– Wożę cały dom. Wiesz jak to jest, gdy ma się małe dzieci – wyznaje znajoma. – Nie za bardzo wiem
z czego zrezygnować w aucie. Raz potrzebne są buty zapasowe, to znowu uciszę płaczące dziecko zabawką. Robię też rachunki w samochodzie.

Rozumiem. Ale nie do końca. Coraz więcej ludzi staje się niewolnikami swoich rzeczy.
Garaże samochodowe stały się pomieszczeniami na kartony papierów, zabawek i ubrań.
Auta parkuje się przed domami. Teraz przyszedł już czas na pełne samochody, a nie tylko pełne garaże.

Znajoma nie jest jedyną osobą, którą znam, jeżdżącą zapchanym autem po brzegi. Nie jest jedyną matką, która wychowują dzieci w zagraconym świecie.

Niestety jest wiele niewolnic i niewolników własnych rzeczy. Męczą się z sobą. Potrzebują pomocy.

– Mogę wyrzucić kubki i papiery? – zaproponowałam znajomej.

Po chwili milczenia, zgodziła się. Śmietnik stał na rogu ulicy.

Szkoda, że znajoma go nie zauważyła!

Danusia Świątek

Poprzedni artykuł“Podróż do Polski”. Robert Znak (praca konkursowa).
Następny artykuł„Wyspa nadziei” czyli Ellis Island.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj