Historia dr Barbary K. Lipskiej z okręgu Waszyngtonu, DC, jest historią sukcesu kobiety z ogromną determinacją, o wysokiej odporności psychicznej i ciekawej karierze zawodowej.

Sukces w jej przypadku ma kilka wymiarów. Ale o tym później.

Lipska mówi o sobie, że jej mózg  przeszedł wiele i bywał jak sitko, ale nadal dobrze działa. Miała 30 guzów na mózgu, gdy rak skóry, czerniak, dał przerzuty do mózgu w 2015 roku. Podczas eksperymentalnej terapii leczenia czerniaka – immunoterapii, w której używa się monoklonowych przeciwciał, takich jak ipilimumab i novolumab przeszła także zaburzenia pracy mózgu, które odczuwają ludzie z chorobami psychicznymi. 

To bolesne doświadczenie było niezwykle cenne dla Lipskiej, neuronaukowczyni, która na co dzień kieruje Bankiem Mózgów w Krajowym Instytucie Zdrowia Psychicznego (Human Brain Collection Core at National Institute of Mental Health) w Bethesda, w stanie Maryland.  

Historię swojego przeżycia opisała w książce w języku angielskim pt. „The Neuroscientist Who Lost Her Mind, My Tale of Madness and Recovery” . Wersja polska książki pt.  „Neurolożka, Piękny umysł, który się zgubił” ukaże się 11 marca tego roku w Warszawie.

Każdego dnia spotykamy ludzi, ale tylko niektórzy z nich stają się inspiracją dla innych. Doktor Lipska należy do tych wyjątkowych osób, które dają nadzieję na wyjście z sytuacji dramatycznych i pomagają zrozumieć jakim darem jest życie.

Książkę Lipskiej dostałam w prezencie i gdy zaczęłam ją czytać nie mogłam  już odłożyć, dopóki jej nie skończyłam. Wtedy poczułam, że znam Lipską, bo jak może być inaczej, gdy ktoś opowie nam swoją bardzo osobistą historię, gdy otrze się o śmierć. Poczułam też potrzebę usłyszenia jej siły głosu i spojrzenia w oczy. Chciałam rozmowy z tą niezwykłą osobą. 

Do spotkania doszło w domu Lipskiej i jej męża, matematyka, Mirosława Górskiego, niedaleko Waszyngtonu. Dom z tarasem  jest wtopiony w naturę, wśród drzew. Drzwi otwiera uśmiechnięta kobieta z krótkimi włosami, w czarnej bluzce. Dźwięcznym głosem zaprasza do środka. Najpierw rozmawiamy przy kominku, w którym pali się drewno ze ściętego drzewa w ogrodzie. A potem siadamy przy długim, nordyckim stole, na którym pojawiają się  podane na naczyniach z Bolesławca awokada, nadziewane sałatką z jajek, własnoręcznie pieczony chleb razowy i szarlotka prosto z piekarnika, specjalność pani domu. Jej mąż ma spokojny i delikatny głos. Czasem potwierdza lub wzbogaca wypowiedź żony. Nawet raz próbuje ją przytulić. „Nie przy stole”- odpowiada Lipska.

Gdy czytałam książkę, zapisywałam na rolce plakatowego papieru co moim zdaniem jest najważniejsze w życiu jej autorki, kobiety szczęśliwej. Nazwałam to Dekalogiem człowieka szczęśliwego według doktor Lipskiej. Gdy rozwinęłam ten papier w domu, Lipska roześmiała się.  Przestawiła kolejność niektórych  haseł dekalogu i wymieniła jeden z nich na inny.

Oddaję głos 68-letniej dr Barbarze K. Lipskiej.

1.       Mózg

Mózg zajmuje pierwszą pozycję w moim dekalogu. Bez mózgu nas nie ma. Wszystko o czym marzymy, myślimy i czujemy czyni nas tymi, którymi jesteśmy i pochodzi z mógu. Krótko mówiąc jesteśmy mózgami. Przerażające jest, gdy mózg choruje lub starzeje się. Wtedy tracimy to, co jest najdroższe dla nas i tych, którzy nas kochają – nasze osobowości. Mój mózg nigdy nie będzie taki sam jak przed chorobą, bo został uszkodzony przez guzy, poddany wielu stresom, ale nadal  dobrze działa. Jestem osobą, która szybko reaguje, niezależną i pewną siebie. Zawsze taką byłam. Podobno mam nawet po chorobie takie samo poczucie humoru. Tak twierdzi mój mąż, który uważa, że bawią mnie te same dowcipy rysunkowe. Wydaje mi się, że po chorobie jestem bardziej cierpliwa i tolerancyjna dla innych. Ale to może też wynikać z wieku, lat przybywa i człowiek się zmienia. Mój pierwszy mąż, gdy miał 36 lat, umarł na czerniaka. Wtedy nie było ratunku dla niego. Czerniak to był wyrok śmierci. Ale od 2015 roku, gdy zaczęto stosować immunoterapie, jest nowa szansa na życie.  Dotyczy to też tych, którzy mają przerzuty czerniaka do mózgu. Ja tę szansę dostałam, gdy zakwalifikowano mnie do eksperymentalnego leczenia. Jestem szczęściarą! Jest to paradoks, że jako naukowiec od badania mózgu, dotknęła mnie choroba mózgu. Nasze mózgi to ciągle wielka tajemnica, bo ciężko je zbadać. Mózgi większości ludzi, chorych psychicznie i zdrowych, na zewnątrz wyglądają tak samo. Dopiero, gdy zbada się je nowoczesnymi molekularnymi metodami, można zobaczyć różnice między nimi. W naszym banku mózgów, pobranych po śmierci,  mamy około 2000 mózgów. Część z nich pochodzi od osób, które miały schizofrenię, dwubiegunową depresję, albo depresję. Mamy też mózgi od osób, które nie chorowały na choroby umysłowe. 

2.       Rodzina 

Obecnie rodzina jest dla mnie najważniejsza. Kiedyś pewnie była to kariera i nie poświęcałam całego swojego czasu dzieciom. Ale zawsze je bardzo kochałam i byłam z nimi dużo. Niezależnie od tego jacy byli, szczególnie w okresie dojrzewania, zawsze do nich wychodziłam pierwsza. Chciałam z nimi rozmawiać o wszystkim. Do dzisiaj codziennie do siebie dzwonimy. Zawsze spędzamy razem wakacje. Mam bardzo bliskie więzi z dziećmi. Kasia ma 44 lata i jest endokrynologiem, a Witek ma 41 lat i jest, podobnie jak ja, neuronaukowcem. Jestem babcią, czym się bardzo szczycę. Córka ma dwóch synów. Sebastiana i Luciana. Zawsze staram się z nimi rozmawiać po polsku. Chłopcy rozumieją co do nich mówię. Sebastian dostaje od nas specjalne zadania. Tłumaczy polskie zdania na angielski dla swojego taty  i idzie mu to bardzo dobrze. Wnuki co roku jeżdżą do Polski i tam się dogadują po polsku. Uwielbiają mój bigos, pierogi i kiełbasę. Tradycyjną babcią jestem tyko z pieczenia szarlotki, jak w wierszu Chotomskiej, a poza tym raczej mało. Jestem sportową babcią, bo uprawiam różne sporty. Nigdy nie bałam się śmierci. Nie bałam się samego odejścia. Ale dla mojej rodziny to byłaby przecież tragedia. Po człowieku zostaje w rodzinie czarna, straszna dziura. Szczególnie dla Mirka byłaby ta dziura okropna. Mirek to moja prawdziwa miłość. Poznaliśmy się jak miałam 32 lata.  Nigdy nie kłócimy się na długo. Nie lubimy być pokłóceni. Nigdy nie poszliśmy spać pokłóceni. Mój pierwszy mąż po kłótni potrafił się nie odzywać do mnie  całymi dniami. To była tortura dla mnie. Zgoda i miłość są najważniejsze w rodzinie.

3.       Determinacja 

Jestem człowiekiem zdeterminowanym. Zawsze uprawiałam różne sporty; narty, bieganie i pływanie, często ekstremalne – maratony i triatlony. W życiu jest jak w sporcie, trzeba dążyć do celu. Dochodzę do celów, które sobie stawiam. Moje dzieci też mają determinację. Odziedziczyły ją po obojgu rodziców.

4.       Odporność psychiczna 

Nigdy nie miałam depresji. Nie płakałam z powodu choroby. Nie zwijałam się w kłębek. Taka się już urodziłam. Gdy na dwa miesiące straciłam rozum podczas immunoterapii to nie zdawałam sobie z tego sprawy. Dopiero później zrozumiałam co się ze mną działo, jaka byłam trudna do wytrzymania w domu. Wtedy denerwowałam się na Mirka i dzieci, że nie chcieli uwierzyć, iż jadłam pizzę z plastikiem. Albo nie brali mnie na poważnie, gdy twierdziłam, że mężczyzna z firmy przeciw owadom chciał nas otruć rozpylając spray w piwnicy.  Przetrwałam raka piersi. Dwukrotnie przetrwałam czerniaka. Odporność psychiczna pomaga człowiekowi przetrwać największe wyzwania w życiu.

5.       Kariera 

Z domu wyniosłam wzór kobiety z karierą. Moja obecnie 91-letnia mama, Barbara, jest elektronikiem. Pracowała przy projektowaniu radarów w Warszawie. Do dziś żyje z patentów, związanych z radarami. Mama pracowała w biurze z samymi mężczyznami. Bardzo lubiła intelektualną stronę zawodu, ale nie atmosferę biura. W Polsce studiowałam chemię. Polska szkoła dała mi podstawy logicznego myślenia i na tym zajechałam tak wysoko w USA. Moja rada dla młodych ludzi, by uczyli się przedmiotów ścisłych w szkole takich jak matematyka, fizyka, czy chemia. Jak będą dobrymi w tych dziedzinach, to poradzą sobie w każdej innej dziedzinie. Podstawy przedmiotów ścisłych są konieczne do logicznego myślenia, które jest potrzebne w karierze nie tylko naukowca. Tak, zrobiłam karierę w Ameryce. Ciężko pięłam się po jej szczeblach. W  tym samym instytucie pracuję 31 lat, od samego przyjazdu do USA.

6.       Sporty 

Sporty pewnie mnie wzmocniły nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.Każdego dnia zaraz po przebudzeniu, ubieram się i wkładam kamizelkę odblaskową. Idę biegać bez śniadania, nawet jeśli jest bardzo zimno. Biegam przez godzinę. Od czasu, gdy straciłam wzrok w lewym oku po terapii, biegam tylko kiedy jest światło dzienne.  Prawie codziennie też pływam. W domu pedałuję na stacjonarnym rowerze. Zawsze uwielbiałam jeździć na rowerze, ale teraz mam zachwiania równowagi, więc mogę to tylko robić w domu. Od wielu lat uprawiałam trójbój. Zaraziłam nim moje dzieci. Witek dwa razy brał  udział w najtrudniejszym trójboju Ironman na Hawajach. Córka też bierze udział w zawodach trójbojowych. A teraz wnuki idą w nasze ślady.

7.       Ameryka 

Moja siostra, Maria, która jest fizykiem radiologiem, przyjechała rok przed nami do Ameryki, w 1988 roku. Ona była moją motywacją do wyjazdu z Polski.Cały czas myślałam co ja też robię w Polsce, w czasach, gdy trzeba było mieć zgodę z wydziału, by móc przeczytać zagraniczny artykuł naukowy.  Brakowało czasopism naukowych.Polska była wtedy beznadziejnie odizolowana od świata nauki. Warunki życia były trudne. Nie mogłam dostać butów dla dzieci. Obcinałam im czubki kapci, gdy rosły nogiMoja córka miała 14 lat, a syn 11, gdy przyjechaliśmy do Ameryki. Ten kraj dał mi szersze spojrzenie na świat, dzięki niemu zrozumiałam, że są różne kultury, różni ludzie, którzy doskonale mogą ze sobą działać. W Ameryce czuje się jak w domu.

8.       Polska 

Polskę stale noszę w sobie. W mojej pamięci. Nie wrócimy na emeryturze do Polski, chociażby, ze względu na moje leczenie. Co miesiąc dostaję immunoterapię. Mamy dzieci i wnuki w tym kraju. Mamy tu już swoje korzenie. Czasami wracam pamięcią do czasów, gdy z babcią chodziłam do lasu na jagody albo grzyby. Pamiętam nawet zapach siana na polu.

9.       Obiady 

Bardzo dużą wagę przywiązuję do posiłków. Obiady jemy wspólnie, teraz z mężem, przedtem też z dziećmi. Nasze posiłki przy stole mogą trwać godzinami, bo tak lubimy dyskutować. Lubię  gotować i piec. Ale nie trzymam się dokładnie żadnych przepisów. One są tylko wskazówkami. Rodzinne obiady robi też córka w New Haven. W mojej rodzinie w Polsce też jedliśmy razem.

10.   Książka 

Pisałam książkę, bo to była terapia dla mnie. Chciałam zapisać co przeżyłam.  Czarny okres w moim życiu trwał przez dwa miesiące. Następne dwa lub trzy miesiące to było wolne przychodzenie do zmysłów. Wtedy intensywnie zaczęłam pisać. Siedziałam na kanapie z laptopem na kolanach przez 10-12 godzin dziennie. Wtedy myślałam, że niedługo umrę. Chciałam coś zostawić po sobie. Najpierw to były tylko zapiski od czasów dzieciństwa, o życiu w Polsce, a potem o początkach pobytu w USA. W książce opowiadam historię mojej choroby i utraty zdrowia psychicznego. Niektórzy choroby umysłowe ciągle traktują jak tabu. Przecież choroby psychiczne są chorobami, jak każde inne, ale dotyczą mózgu.  Cieszę się, że w marcu ukaże się wersja polska książki, którą przetłumaczyła moja koleżanka z liceum, Jolanta Kozak, dziś znana tłumaczka literatury w języku angielskim. Jedziemy z Mirkiem do Polski na jej promocję.

.

Danuta Świątek

Zdjęcie: Kimberly Pienkawa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj