Bazylika Narodzenia w Betlejem

„I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania.” – z Ewangelii św. Mateusza rozdz.4, wers. 23.

„Miejsca święte są piątą Ewangelią” – uświadamiał ks. Ryszard Kłosiński, proboszcz parafii św. Anny w Różanie, parafii, która kilka lat temu zorganizowała pielgrzymkę śladami Jezusa. Miałam szczęście uczestniczenia w tej wyprawie. Swoje refleksje zamieściłam w kilku odcinkowym reportażu zamieszczonym w tygodniku katolickim diecezji łomżyńskiej „Głosie Katolickim”.

Teraz wykorzystuję część opisanych wspomnień, rozważań i refleksji nanosząc nowe, gdyż jestem już nieco innym człowiekiem, dojrzalej patrzę na swoją wiarę. Częściej zaglądam do Pisma Świętego, do Starego i Nowego Testamentu, słucham rekolekcji związanych z poszczególnymi księgami Pisma. Sięgam pamięcią do czasów moich przygotowań na te pielgrzymkę. Przypominam zagłuszane obawy duszone w sobie, że tam jest niebezpiecznie.

„Przecież lecę do Ziemi mojego Pana, czegoż mam się lękać?” – pocieszałam się wówczas. Z pielgrzymki skorzystałam. Wróciłam cała i zdrowa. Przeżyłam ją bardzo emocjonalnie.

Aktualne wydarzenia na Ziemi Świętej, a szczególnie w strefie Gazy, napawają smutkiem. Nie ma zgody, giną ludzie. Nie widać końca tego tak długo trwającego sporu w tym rejonie świata. A jednak ludzie nie rezygnują z wyjazdów. Ziemia Święta jest wciąż licznie odwiedzana. Izrael, Ziemia Obiecana, Kanaan leży w zachodniej części Azji na brzegiem Morza Śródziemnego po obu stronach Jordanu.

Sięgam do pielgrzymkowych wspomnień. Niektóre z nich uleciały z pamięci. W sercu pozostała wdzięczność Bogu za to, że dał mi tę łaskę wyjazdu. Nie lubię latać samolotem. Jestem domatorką, męczy mnie częsta zmiana miejsc, lubię czuć się swobodnie, u siebie, nie lubię udawać kogoś innego niż jestem. Podczas pielgrzymki zajmowałam pokoje hotelowe  z porządnisią i pedantką, zorganizowaną do bólu. Do dzisiaj w oczach mam jej walizkę. Wszystko niej równo poukładane, dzień po dniu komplety, bluzka, spódnica, apaszka z dodatkami, broszka, korale itp. Każdego dnia inny strój. Stresowała mnie, bo ja byłam w ciągłym pędzie, nie chciałam niczego stracić z oka. Ciągle coś notowałam, analizowałam i nie w głowie było mi układanie mojej garderoby, wkładałam na siebie to, co miałam pod ręką, byleby szybciej. Tempo pielgrzymki, jak chyba każdej, było zbyt szybkie. Momentami nie nadążałam. Na stole ciągle leżały jakieś kartki, informatory, zdjęcia, a moja towarzyszka  siedziała w swojej części uporządkowanego pokoju spokojna, zrelaksowana, zawsze gotowa do wyjścia na czas w pełnym umundurowaniu. Do dzisiaj pamiętam ten stres. Ciągle musiałam się tłumaczyć. W sumie dziewczyna była fajna, ale to jej uporządkowanie trochę mi przeszkadzało, krępowało, nie czułam się swobodnie. Uf! Ulżyło mi, że mogłam to z siebie wyrzucić.

W Ojczyźnie Jezusa

Pielgrzymka z diecezji łomżyńskiej i płockiej przez siedem dni przemierzała Ziemię Świętą, wędrując śladami naszego Pana. Siedem dni to stanowczo za mało, żeby dotknąć wszystkich świętych miejsc naznaczonych obecnością naszego Pana. Serca zalewało wzruszenie, gdy docieraliśmy do Nazaretu, Kany Galilejskiej, Góry Tabor,  Betlejem czy Jerozolimy. Zaczynaliśmy od Galilei, krainy, która od czasów Chrystusa zmieniła się najmniej. Pilot zapewniał, że zaślubiny z Ziemią Świętą będą niespotykane. Czy takie były dla 50-ciu uczestników z diecezji łomżyńskiej i płockiej?

Ojczyzna Jezusa przywitała nas ciepłym, listopadowym porankiem. Na lotnisku Ben Gurion, 20 kilometrów od Tel Awiwu, czekał na nas wygodny, klimatyzowany autobus z polskimi akcentami – godłem, flagą. Trafił nam się też dobry kierowca, jeden z dziesięciu najlepszych w Izraelu, o czym informował pilot Jacek, od 18 lat oprowadzający pielgrzymów polskich po świętych miejscach Izraela. Umiejętności kierowcy oraz zalety Jacka poznawaliśmy podczas kolejnych dni pielgrzymki.

Jedziemy do Tyberiady, miasta, które przez cztery wieki stanowiło centrum żydowskiej myśli religijnej. W hotelu zjadamy śniadanie. Po nocy spędzonej w samolocie, po podróży okupionej nerwami, wyruszamy na trasę pielgrzymki.

Pierwszy przystanek miał miejsce na Górze Ośmiu Błogosławieństw nad brzegiem Jeziora Galilejskiego. Duchowe przeżycia wzmacniały przepiękne widoki Jeziora, tropikalna roślinność oraz świecące słońce. Ten dzień spędzaliśmy w miejscowościach znajdujących się w pobliżu Jeziora Galilejskiego, w których Jezus dokonywał licznych cudów. Jednym z nich jest Tabga, w której miało miejsce rozmnożenie chleba i ryb.

„Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił Błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało dwanaście pełnych koszów ułomków. Tych zaś ,którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.” Mt14,19,21.

Udaliśmy się także do Kościoła Prymatu Św. Piotra. Kto z nas słuchając Ewangelii, w której Jezus mówił o potrzebie bycia miłosiernym, czystego serca, pragnącym sprawiedliwości, wprowadzającym pokój, mógł sobie wyobrazić to wydarzenie?

„Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

“Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.” -Mt.5,7

Wybudowany na szczycie, wychodzący na Jezioro Galilejskie, ośmiokątny Kościół Błogosławieństw jest dziełem Antoniego Barluzzi, genialnego architekta, projektanta i budowniczego współczesnych kościołów. Kształt kościoła, którym opiekują się Franciszkanie, upamiętnia osiem błogosławieństw. Każde z nich wypisane jest na jednej ze ścian.

W cieniu przyjaznego drzewa uczestniczymy w Eucharystii, sprawowanej przy ołtarzu polowym przez trzech naszych księży. Tak uroczyste nabożeństwa przeżywać będziemy każdego dnia.

Jest listopad, w Polsce przykra jesienna pogoda, a tutaj lato. Szybko trzeba się przestawiać na czas letni, a to nie takie proste. Program pielgrzymki jest bardzo napięty. Wiele miejsc czeka do obejrzenia, wewnętrznego przeżycia. Oprócz letnich ubrań wkładanych na siebie trzeba pokonać  fizyczne słabości. Radzę sobie z tym nieźle, bo uwagę moją zaprząta pilot. Mówi bardzo ciekawie, dostarcza niesamowitej ilości wiadomości. Jest też teologiem i osobą bardzo pobożną. Dociera do naszych serc. Nie chcę uronić ani słowa z tego, co mówi.

Ale w pierwszym dniu pielgrzymki zmęczenie po podróży i upał dają się we znaki. Przepraszam Boga za myślowy bałagan, usprawiedliwiam moją ciągle niedoskonałą miłość. Przepraszam i proszę – i tak już będzie do ostatniej chwili pobytu w Ziemi Świętej.

Kim jest dla mnie Jezus? – stawiam sobie pytania. Dlaczego zdecydowałam się na ten wyjazd? Czy rzeczywiście z miłości do Pana? Bardziej myślałam, żeby trud pielgrzymki ofiarować w intencji moich wnuków, które przystąpiły do I Komunii Świętej. Może nawet nie myślałam o swoim pogłębieniu wiary, ale już w pierwszym dniu uświadomiłam sobie, że wędrując śladami Jezusa zmieniam się, że coś we mnie pęka.

Wzrasta natężenie przeżyć. Jak je udźwigniemy w tym pierwszym najtrudniejszym dniu? Docieramy do Kościoła Prymatu św. Piotra. Świątynię wzniesiono w miejscu, w którym Jezus ukazał się po raz trzeci po swojej śmierci. Dotykamy kamiennej skały na środku posadzki, która jest “stołem”, Mensa Christi, przy którym Jezus spożył posiłek z uczniami. W tym miejscu także uczynił Szymona Piotra głową Kościoła, mówiąc do apostoła: „Paś baranki moje.. paś owce moje”.

Nasz przewodnik czyta teksty z Ewangelii. Wyobraźnia podsuwa obrazy. Przed nami staje Chrystus pytający uczniów, za kogo uważają go ludzie oraz za kogo uważają go uczniowie. „Ty jesteś Mesjasz syn Boga żywego” — odpowiada Piotr. To biblijne wydarzenie ukazane jest w przepięknej rzeźbie. Posąg skierowany ku Jezioru Galilejskiemu przedstawia Chrystusa i klęczącego przy nim Piotra.

W pierwszym dniu pielgrzymki krążyliśmy wokół jeziora Genezaret, tak umiłowanego przez Jezusa. Nad brzegiem tego akwenu leży Kafarnaum, Tabga oraz Tyberiada. Widzieliśmy jezioro z odwiedzanej wcześniej Góry Błogosławieństw, z Kościoła Prymatu św. Piotra, potem z Kafarnaum, z ruinami Domu św. Piotra. W tym mieście Jezus spotkał swoich pierwszych uczniów.

„Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: “Pójdźcie za mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim”- z Ewangelii św. Marka, rozdział 1, wers 16.

W Kafarnaum i jego okolicach nauczał, głosząc przypowieści. Tu dokonał też licznych cudów znanych z Ewangelii, wśród nich jedno z najważniejszych – cud Eucharystii. Do czasów dzisiejszych zachowały się ruiny synagogi, w której Jezus nauczał i modlił się przebywając w Galilei.

Na długo zapamiętamy przejażdżkę statkiem po jeziorze Genezaret. Ewangeliczne teksty przeniosły nas w rzeczywistość sprzed dwóch tysięcy lat. Te same gatunki ryb łowione są w jeziorze do dzisiaj. Mieliśmy okazję spróbowania takiej ryby. Nie pamiętam jej nazwy. Na pewno była pieczona, a przed oczami pojawiła się ewangeliczna scena spożywania posiłku uczniów ze zmartwychwstałym Panem. Chciał im udowodnić, że nie jest Duchem.

I podobnie było podczas przejażdżki statkiem po jeziorze tak często goszczącym na kartach Pisma Świętego. Oczyma wyobraźni widzieliśmy Piotra  kroczącego po jeziorze, żeby spotkać się z mistrzem. Wyobrażaliśmy sobie wspólną przejażdżkę Jezusa i uczniów  po burzliwych wodach. „Kim On jest, że ucisza burzę” — pytali uczniowie, prowokując słuchających tych słów do wewnętrznego zaangażowania.

Zatrzymaliśmy się na środku jeziora. Umilkły silniki, rozległ się  Hymn Narodowy, wciągnięto polską flagę na maszt. Woda jeziora skrzyła się w słońcu. Fale uderzały o burtę statku. Chciałoby się tak  trwać bez końca. „Chwała Ci  Panie, bądź uwielbiony” — szeptały niejedne usta.

W miejscowości Yardenit, położonej u ujścia Jordanu z jeziora Galilejskiego, uważanego za symboliczne miejsce chrztu Jezusa, odmówiliśmy przyrzeczenia Chrztu Świętego. Na pamiątkę obecności w tym miejscu zabieraliśmy ze sobą butelki tej świętej wody.

Winnica Boga

Każdego pielgrzymkowego  dnia  ocieraliśmy się o  wielkie tajemnice? Czy byliśmy gotowi do ich przeżywania? Pomagał nam w tym Jacek.

Dojeżdżając do Hajfy i Góry Karmel bardziej byliśmy skupieni na tajemnicach bożych, chłonęliśmy też piękno tutejszej przyrody. W całej okazałości prezentuje swój urok w okresie wiosennym. Bliskość morza, a w związku z tym większa ilość opadów mają wpływ na rozwój różnorodnych, kolorowo zakwitających roślin. Wiosną można naliczyć około 670 gatunków .

Hajfa i Góra Karmel uważana jest za wyjątkowo fascynująca krainę.

„Hajfa to najpiękniejsze miasto w północnej części Izraela położone na górze Karmel z pięknym widokiem na największy port przeładunkowy i pasażerski położony nad Morzem Śródziemnym oraz wspaniałe ogrody Bahaistów z olśniewającą złotą kopułą Mauzoleum Baba”.

Z „winnicy” lub inaczej „ogrodu Bożego” rozciąga się widok na Dolinę Izrael na wschodzie, Górną Galileę na północy i śródziemnomorskie plaże na zachodzie .

Hajfa, po hebrajsku oznacza ogród słynący z pięknej, bujnej roślinności lub “winnice Boga”. Jest trzecim co do wielkości miastem Izraela. Jest największym portem tego kraju. Krąży powiedzenie charakteryzujące największe miasta Izraela: „Jerozolima się modli, Tel Awiw bawi, a Hajfa pracuje”.

Jedziemy do Maryi na Górę Karmel. Nie jest to pojedynczy szczyt, ale pasmo górskie ciągnące się 30 kilometrów. Karmel związany jest z życiem i działalnością  proroka Eliasza oraz naznaczony jest obecnością Dziewicy Maryi. Matka Boża jest patronką Karmelitów. Stąd wywodzi się ten zakon. Stąd pochodzą też szkaplerze karmelitańskie. Szkaplerz karmelitański z materiału z dwoma tasiemkami  podtrzymującymi dwa wizerunki, Maryję z dzieciątkiem, który nosi się na przodzie i zwisający z tyłu   Jezusa z sercem promieniującym miłością nosiłam na szyi przez wiele lat, zanim zamieniłam go na nieco wygodniejszy medalik, mający tą samą wartość. Te wiszące tasiemki trochę przeszkadzały latem w czasie upału.

 

Matka Boska Szkaplerzna na Gorze Karmel

W klasztorze na Górze Karmel zakupiłam kilka szkaplerzy z materiału, żeby je poświęcić w tym miejscu, a potem rozdawać. Podobnie czynię z różańcami. Kupuję, poświęcam i rozdaję. Nie spotkałam dotąd ani jednej osoby, która odmówiłaby przyjęcia różańca, a w swoich podróżach spotkam wielu ludzi. Po luźnej rozmowie, zaciekawiam i proponuję przyjęcie różańca. Nie czuje się jak dewotka wciskająca przedmiot kultu. Szkaplerz, różaniec mają dla mnie wielką wartość, Dzielę się  nimi z ludźmi, którzy chcą coś zmienić w swoim życiu i potrzeba im jakiegoś dopingu. Kiedyś także przyjął ode mnie różaniec ateista, który kolekcjonuje różańce. Kto wie co się dzisiaj z nim dzieje? Dla Boga nie ma nic niemożliwego.

Wracajmy do Matki Bożej Szkaplerznej z Góry Karmel. Klasztor Karmelitów zbudowano nad Grotą proroka Eliasza. Jest ona jednym z najświętszych miejsc Izraela. Wielu pielgrzymów, przybyłych z Europy w czasach wypraw krzyżowych, osiedlało się w grotach na zboczu Góry Karmel, chcąc w ten sposób naśladować proroka Eliasza w jego pustelniczym życiu. Zgodnie  z przekazem tradycji prorok Eliasz ukrywał się przed królową Jezabel po zabiciu pogańskich proroków Baala. Dramatyczne dzieje św. Eliasza opisane są w Pierwszej Księdze Królewskiej. To właśnie na Karmelu św. Eliasz złożył ofiarę przyjętą przez Boga, przez co rozgromił kapłanów Baala. Na Karmelu przebywał też uczeń Eliasza, św. Elizeusz.

Stella Maris – Gwiazda Morza, tak nazywa się  latarnia morska wznosząca się nad Zatoką Hajfańską. Później nazwa ta przeniesiona została na klasztor karmelitów. Gwiazda Morza to także określenie Maryi.

W głąb Galilei

Po Tyberiadzie, Tabdze, Kafarnaum, Hajfie, Cezarei Nadmorskiej, związanej z historią świętych Piotra i Pawła, przyszła kolej na Nazaret, miasto rodzinne Jezusa, Kanę Galilejską, miejsce pierwszego cudu oraz Górę Tabor, gdzie Jezus przemienił się na oczach swoich trzech uczniów.

Jedziemy w głąb Galilei, krainy, która od czasów Chrystusa zmieniła się najmniej. Ileż to razy, a zwłaszcza w Adwencie, wyobrażaliśmy sobie Nazaret, miejsce związane ze Zwiastowaniem, a potem życiem Jezusa przy boku Józefa i Maryi. Nazaret z tamtych czasów był dużą wioską, sięgał około 400 metrów na zachód i tyle samo na wschód, ale zawsze pozostawał w cieniu pobliskiego Sepphoris. Może dlatego w dokumentach rzymskich tamtego okresu nie ma o nim wzmianki.

 

Bazylika Przemienienia na Gorze Tabor

Nazwę miejscowości użytą po raz pierwszy znajdziemy dopiero w Ewangelii św. Łukasza. W niewielkiej dolinie otoczonej górami dokonały się tajemnice naszego zbawienia. To położenie Nazaretu z dala od zgiełku było idealnym miejscem, aby chronić ukryte przed światem życie Jezusa. Dzisiaj nad miastem dominuje okazała bazylika Zwiastowania zbudowana przez Franciszkanów w okresie II Soboru Watykańskiego. Orędownikiem budowy tej świątyni był papież Jan XXIII. Ta nowoczesna bazylika mierząca 57 metrów wysokości jest najbardziej przejrzystą świątynią w Izraelu. Świątynia kryje nieoceniony skarb, grotę Zwiastowania, która stanowiła część domu Matki Bożej.

Dotarliśmy do dolnego kościoła. Wzruszenie nie pozwala zebrać myśli. Jedyną rzecz jaką chciałabym wypowiedzieć w tej chwili jest podziękowanie Maryi za przyjęcie woli Bożej.

„Nie bój się Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga .Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus” z Ewangelii św. Łukasza rozdz.1, wers 30. Dzięki Ci Maryjo za twoje „tak” wypowiedziane w czasie Zwiastowania.

W kościele pod wezwaniem św. Józefa uczestniczymy w Eucharystii. Tradycyjny przekaz głosi, że w miejscu tym znajdował się dom, w którym mieszkała Święta Rodzina po ucieczce z Egiptu.

 

Przed Bazylika Przemienienia na Gorze Tabor

 

Nazaret przywołuje także wspomnienia z II wojny światowej. Odnajdujemy w tym ruchliwym i gwarnym dzisiaj mieście, liczącym obecnie 65 tysięcy mieszkańców, ślady tragicznej polskiej historii. Tu przebywało polskie wojsko, tu schronienie znalazły polskie sieroty przygarnięte przez żołnierzy.          Oglądamy obraz Matki Boskiej Kozielskiej wykonany na desce przez jednego z oficerów, ofiarę sowieckiej zbrodni.

Z Nazaretu udajemy się do pobliskiej Kany Galilejskiej, miejsca przemiany wody w wino. Obserwujemy gwarną ulicę. Dzieci arabskie z towarami stoją na chodnikach i zachęcają do zakupu toreb, szalików, drewnianych wielbłądów, różańców. Słońce już zaszło. Pilot opowiada o wielkich rodach liczących nawet 1500 osób i o hucznych weselach z tamtych czasów. W uroczystości uczestniczyły setki biesiadników, gdy rodzina była bogata, nawet tysiące. Liczebność rodów nie jest już tylko historią. Tak jest do dzisiaj. W rodzinie naszego kierowcy, Araba, jest też około 1500 osób.

W Kanie zwiedzamy dwa kościoły: grecki obrządku ortodoksyjnego i franciszkański Kościół Cudu. Według tradycji w miejscu tym znajdowała się synagoga, w której odbył się ślub młodej pary opisanej w Ewangelii św. Jana. Małżonków, uczestniczących w pielgrzymce, czeka wzruszająca chwila. W miejscu pierwszego ewangelicznego cudu odnowią ślubowanie małżeńskie. Wzruszony ksiądz Ryszard odbiera od czterech par małżeńskich z naszej grupy odnowione przyrzeczenia, że „Cię nie opuszczę aż do śmierci…” Pozostałe osoby łączą się ze swoimi nieobecnymi mężami i żonami, powtarzając w myślach tekst przyrzeczenia małżeńskiego złożonego przed Bogiem ileś lat temu.

Jesteśmy wdzięczni pilotowi za ogrom informacji, które nam podawał, ale także za to, że kiedy tylko mógł, zachęcał do lektury Pisma Świętego. Sam czytał stosowne fragmenty, komentował je, zasiewał ciekawość, budził niedosyt Bożego słowa.

Tak było na polu pasterzy, miejscu, w którym anioł obwieścił wielką nowinę o narodzeniu Pana.

„Pan Jezus przestawia wszystko do góry nogami”– komentuje Jacek. – „Nie wtajemnicza w swoje plany znanych i szanowanych ówczesnych saduceuszy, faryzeuszy, zelotów czy nawet esseńczyków.

„Anioł posłany został do prostych ludzi od owiec i obornika. – Jest to dla nas przesłanie” – dodaje -„ dla Boga nie liczą się bogactwa, sukcesy zawodowe, zaszczyty. On patrzy na serce”.

Jakie jest moje serce?

Od rana żyjemy wyjazdem na Górę Tabor. Jest to samotne, majestatyczne wzniesienie o wysokości 588 metrów z charakterystycznym spłaszczonym szczytem, z którego rozciąga się wyjątkowy widok. Góra ta znana była Jezusowi od najmłodszych lat, bowiem leży ona zaledwie 10 kilometrów od Nazaretu. Mijamy po drodze wioskę Beduinów. Autokarem dojeżdżamy do miejsca, z którego małymi busikami, każdy przystosowany do przewozu sześciu osób, dostaniemy się na górę.

Niektórzy nie potrafią ukryć lęku. Droga jest wąska, pełna zakrętów. Z trudem mijamy się z innymi pojazdami. Pod nami przepaść i zachwycająca panorama pól uprawnych. Mało kto jednak napawa się tym pięknem. Pragniemy być jak najszybciej u celu wspinaczki.

Ze szczytu Góry Tabor widok na dolną Galileę zapiera dech w piersiach. W przepięknej Bazylice Przemienienia, wybudowanej przez słynnego architekta Antoniego Barluzzi, oglądamy piękną złotą mozaikę przedstawiającą Przemienienie. Przed oczami staje ewangeliczna scena. Jezus zabrał z sobą na górę Piotra, Jana i Jakuba, aby się modlić.

 

Rejs statkiem po Jeziorze Galilejskim

„Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężczyzn rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Łk. 9,29 i kilka wersów dalej:

„Z obłoku odezwał się głos: To jest Syn mój Wybrany, Jego słuchajcie”. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmili o tym, co widzieli.” Łk, 9.36.

Mozaika w Bazylice Przemienienia przedstawia tę ewangeliczną scenę, ukazując Chrystusa znajdującego się w środku, w otoczeniu proroków Mojżesza i Eliasza. Poniżej przedstawieni są Apostołowie: Piotr, Jakub i Jan. Podczas Eucharystii klęczę blisko miejsca osłoniętego szkłem, kryjącym fragmenty skały. Tu stał Jezus z trzema apostołami. Tu przemienił się.

Odczuwam wzruszenie i radość. Czy wrócę inna? Czy swoim życiem i postępowaniem będę umiała dawać świadectwo wiary? Te i inne pytania towarzyszą mi podczas odwiedzania świętych miejsc.

Siedmiodniowe zwiedzanie Ziemi Świętej na trwałe zapisało się w pamięci i sercu pielgrzymów z województw łomżyńskiego i płockiego. Czy spełniają się słowa jednego z uczestników, który na podsumowującym spotkaniu życzył, aby owoce tej wyprawy były widoczne w naszym życiu? Pielgrzymowanie miejscami przemienionymi przez historię wymagało wysiłku, pracy i refleksji. Trzeba było zmierzyć się z obrazami, uwierzyć, że to jest właśnie Góra Oliwna, tam Golgota czy Grób Chrystusa. Pilot radził, żeby rozumieć to, co się da i ogarniać to, co jest możliwe. Najpierw zwiedzaliśmy Galileę, krainę, która od czasów Chrystusa zmieniła się najmniej. Pozostawiliśmy za sobą Kościół Prymatu, Bazylikę Rozmnożenia Chleba i Ryb, Dom św. Piotra, Górę Karmel, Górę Tabor, Bazylikę Zwiastowania NMP, Bazylikę Narodzenia. Przed nami kolejne święte miejsca, ale o tym w następnej części.

cdn.

Tekst i zdjęcia: Bożena Chojnacka 

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj