Edyta Gawryś, polonistka, historyk sztuki, autorka przewodników dla dzieci pt. Piotrek w Watykanie oraz Mały Polak we WłoszechNapisała także Przewodnik po polonikach. Realizuje na YouTube cykl programów o sztuce pt. Sztuka i Piękno. Jest przewodnikiem turystycznym po włoskich miastach. Od 12 lat mieszka w Bolonii.

Z Edytą Gawryś rozmawia Danuta Świątek.

Zacznijmy od trudnego pytania. Czy doświadczenie pandemii koronowirusa zmieni ludzi na lepsze i zmieni ich spojrzenie na świat?

Spójrzmy na epidemię z perspektywy historii Bolonii. Miasto leży w regionie Emilia Romania w północno – środkowych Włoszech. To region dość bogaty i różnorodny, ma dostęp do morza, są też góry, wzgórza, rzeki. To stare miasto, które założyli Etruskowie, następnie było kolonią rzymską, a potem stało się bardzo prężnie działającym ośrodkiem uniwersyteckim. Bogata historia sprawia, że mieszkańcy Bolonii (ale i całych Włoszech) nie są ubodzy duchowo, mają własne poglądy na sytuację i wyrobioną opinię. Myślę, że to bogactwo wydarzeń historycznych o różnym charakterze sprawia, że Włosi postanowili “przeczekać” i tę burzę wirusowych zdarzeń. W końcu zawsze coś się zaczynało i kiedyś kończyło. Konflikty o władzę, konflikty zbrojne, nowe porządki polityczne. Wspomnijmy historyczną potęgę ekonomiczną Bolonii i jej zubożenie. To historia, ale właśnie ona pokazuje najlepiej, że ludzkość w swoich dziejach przeżywa różne wydarzenia losowe. Niektóre są dla niej szczęśliwe, a niektóre mniej. Ci, co pozostaną, zaświadczą o tym, co się zdarzyło. A dziś, w czasach epidemii? Włosi zaczęli wychodzić na balkony grać i śpiewać z okien swoich domowych więzień. Walczą satyrą, ukazują się filozoficzne pocieszenia, proroctwa i mnóstwo kursów online! Co oznacza, że mamy jako rasa zdolność do dostosowania się do nowych warunków życia. Wielowiekowa, bogata historia, radosna i tragiczna uczy nas również, że ponad wszystko my ludzie przeżywamy i przeżyjemy! Czy nas to doświadczenie czegoś nauczy? Czy jako jednostki staniemy się lepsi, mądrzejsi, odporniejsi? Odpowiedź znajdziemy w historii. Co wydarzyło się po: skończeniu II wojny światowej, czy po silnym trzęsieniu ziemi w 2012 roku, kiedy wiele osób straciło życie, zdrowie, domostwa, albo po kryzysie w 2007, kiedy mnóstwo osób straciło prace, firmy? Świat się “naprawił”, ulepszył, zmienił? Kilka jednostek na pewno! Wolę wierzyć, że tym razem tych jednostek będą tysiące.  

Jak koronowirus zmienił pani życie i myślenie?

Bolończycy od miesiąca zmuszeni są pozostawać we własnych mieszkaniach. Ulice są puste. Ktoś idzie do sklepu, ktoś z psem na spacer, inny wyrzuca śmieci, z rzadka przejedzie samochód albo rowerzysta. Miejska pustynia, która przypomina sytuację w sierpniu. To miesiąc wakacji we Włoszech z uwagi na to, że jest to najgorętszy miesiąc w roku, jeśli chodzi o temperaturę zewnętrzną. Mieszkańcy wyjeżdżają w góry, nad morze, a ci co zostają, zamykają się w domu i wtedy miasto pustoszeje.  Mnie osobiście szkoda wystaw, na które planowałam się udać. Ale to oczywiście  nie jest wielkim problemem. Zdaję sobie sprawę, że wiele moich koleżanek straciło pracę i jest albo na bezrobotnym, co oznacza, że pobiera jednak pieniądze i to nie jest jeszcze takie złe. Żyją nadzieją, że epidemia ustanie i szybko zaczną pracować, wychodzić i zarabiać. Znam też osoby, które nie mają żadnych środków utrzymania. Bo pracowały na czarno. Niektórzy mieli zaległości w płatnościach, popłacili zobowiązania tuż przed wybuchem epidemii i w ten sposób stracili oszczędności, a teraz nie mają żadnych dochodów. Inni natomiast zainwestowali, nadszedł kryzys i stracili pieniądze. Jednym słowem życie pisze nam najróżniejsze scenariusze. Ten obecny jest dramatyczny i niespodziewany.

Jeszcze na przełomie lutego i marca wielu ludzi marzyło o nartach we Włoszech. A już w połowie marca, gdy ktoś przyjechał z Włoch, wzbudzał niepokój wśród znajomych.

Czuliśmy się rozczarowani, pozostawieni, samotni. Osoby reagowały oburzeniem na niesprawiedliwe oskarżenia, bo wcale nie czuli się winni, ani odpowiedzialni za zaistniałą sytuację! Niestety pandemia zaczęła się rozprzestrzeniać i każdy kraj i kontynent musiał mierzyć się z problemem.  

Czy koronawirus dopadł  też panią?

Wbrew pozorom odpowiedź nie jest taka oczywista, ponieważ ciągle się słyszy jedno: wirus jest nowy i nikt, ani naukowcy, ani lekarze nie wiedzą skąd się wziął, ani dlaczego zachowuje się w taki, czy inny sposób. Jedni się zarażają i chorują, a inni się zarażają bez żadnych symptomów. Co więcej! Nie wiedzą nawet, że byli zakażeni wirusem. Odpowiadając na pytanie: nie miałam objawów wirusa. Nie miałam też wykonanego testu, wiec tak naprawdę nie wiem, czy byłam chora. Na początku media przekazywały informacje, że chorują ludzie starsi, że narażeni są ci, którzy mają problemy z układem oddechowym. Tymczasem okazuje się, że umierają również ludzie dojrzali i wcześniej zdrowi. Wirus jest nieprzewidywalny. To, powtarzają lekarze i pielęgniarki, z którymi mam kontakt.

.

.

Włochy to chyba jedyny kraj europejski, gdzie człowiek na ulicy powinien mieć przy sobie  oświadczenie, że nie jest na kwarantannie?

Obowiązują nas oświadczenia- formularze, które każdy musi wypełnić. W takim dokumencie oświadcza się, że nie jest się na kwarantannie domowej, nie jest się też zarażonym. Ponadto osoba kontrolowana na ulicy deklaruje powód wyjścia: albo praca, albo zakupy lub wizyta lekarska specjalistyczna. Za fałszywe zeznania przewidziane są sankcje pieniężne w wysokości 206 euro, a nawet więzienie do 3 miesięcy. Wychodzić mogą ci, co pracują, idą do lekarza lub odwiedzają starszych i niepełnosprawnych rodziców. Dzieci nie mają takich obowiązków. Nikt ich też nigdzie nie zabiera z obawy na ryzyko zakażenia. Jedyne usprawiedliwione wyjście to lekarz. Skoro rodzic ma oświadczenie, to obowiązuje ono również dla niepełnoletniego dziecka.  

Pewne nowe zasady w życiu na co dzień -jak zachowanie odległości w kolejce sklepowej, maski na twarzy, rękawiczki, zakaz wejścia do parku – stały się uniwersalne dla wielu krajów. Czego obecnie najbardziej brakuje Włochom w ich wolności na co dzień?

Oczywiście spotkań towarzyskich! Bardzo nam wszystkim brakuje krótkich pogaduszek przy kawie w pobliskim barze, wspólnych obiadów na przerwie w pracy. Po pracy uczestniczymy w aperitivie i tego też już nie ma. Nie można urządzać rodzinnych obiadów, ani kolacji, tak uwielbianych przez Włochów, ani na zewnątrz, ani w domach. Nie można spacerować, przemieszczać się, zwiedzać i kupować.

Jak będzie wyglądać pani pierwszy dzień, gdy skończy się nakaz siedzenia w domu?

W centrum historycznym miasta bywałam prawie codziennie! Więc na pewno pojadę do centrum. Przejdę się moimi szlakami: popatrzę się na gotyckie mury kościoła franciszkanów, które zawsze mnie zachwycają! Czerwone cegły razem z zielenią drzew i błękitem nieba tworzą wyciszającą symfonię dla mojej duszy. Dojdę do głównego placu, mijając stare kamienice i miejskie pałace arystokratycznych rodzin. Powitam fontannę Neptuna, zaprojektowaną przez rzeźbiarza Giambolonię w roku 1566 dla papieża Piusa IV, zamówioną przez legata papieskiego, aby godnie przywitać odwiedzającegomiasto po raz pierwszy papieża w czasach, kiedy Bolonia przeszła w ręce Watykanu. (Mieszkańcy nie byli szczęśliwi z tego powodu). Z  rzeźbą związany jest taki psikus. Jeśli oglądający stanie z tyłu i zacznie z prawej strony podziwiać statuę, będzie mieć wrażenie, że między udami Neptuna coś wyrasta. Zresztą nie będę wam psuła niespodzianki. Musicie przyjechać i sami sprawdzić co to jest! Następnie będę krążyła po centrum, delektując się jej wielopokoleniowym pięknem! Wypiję kawę, spotkam przyjaciół, pójdę na pizzę! Wypożyczę książkę w miejskiej bibliotece Sala Borsa. Nie muszę chyba dodawać, że już nie mogę się doczekać!  

Dziękuję za rozmowę i życzę dużo zdrowia!

.

Danuta Świątek

Zdjęcie: archiwum E. Gawryś

Poprzedni artykułCzy mój świat bez szkoły jest naprawdę wesoły?
Następny artykułPani Book czyta polonijnym dzieciom
Danuta Świątek
Danuta Świątek – redaktor naczelna portalu. Dziennikarka prasowa. Była korespondentka „Życia Warszawy” i „PANI” w Nowym Jorku. Współpracowała z amerykańską edycją „BusinessWeek” i „Working Mother”. Autorka książek m. in. “Kimberly”, „Kimberly jedzie do Polski” i współautorka “Przewodnika po Nowym Jorku”. Terapia reminiscencyjna jest jej wielką pasją. Każdą sobotę spędza z dziećmi w polonijej szkole, gdzie ma szansę działać na rzecz dwujęzyczności w praktyce. Koordynatorka akcji „Cała Polonia czyta dzieciom” w USA. Kontakt: DanutaSP@outlook.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj