The Vampire Diaries Pictured: Paul Wesley as Stefan Photo Credit: Andrew Eccles / The CW
The Vampire Diaries
Pictured: Paul Wesley as Stefan
Photo Credit: Andrew Eccles / The CW

Paul Wesley to odtwórca jednej z głównych ról w serialu „Vampire Diaries” (kanał CW, każdy czwartek o 8 wiecz.). Urodzony jako Paweł Wasilewski aktor nie zapomina o polskim pochodzeniu i niedawno podarował plakat filmowy z autografami na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która odbywala się w tym roku
w klubie Biba na nowojorskim Brooklynie.

Paul, jesteś gwiazdą popularnego telewizyjnego serialu „Vampire Diaries”. Powiedz, jak dostać taką fajną pracę?

Po prostu trzeba przejść przez casting jak przy każdym innym filmie. Chociaż nie ukrywam, że zarówno ta rola, jak i cały projekt to coś wyjątkowego. Producent serialu chciał przedtem sprawdzić aktorów z całego świata, dlatego nawet wysyłał po nich samoloty. Tym bardziej cieszę się więc, że to mnie dopisało szczęście.

Ale gra w serialu TV nie jest ci obca, bo kilka lat temu występowałeś w miniprodukcji „Fallen”. Tam grałeś anioła, teraz jesteś wampirem. Któremu z tych charakterów bliżej do prywatnego Paula Wesleya?

Nie jestem pewien, ale w życiu wampira znajdziesz elementy niebezpieczeństwa i mrocznych tajemnic, więc to jest chyba trochę fajniejsze, nie uważasz?

Z pewnością, tym bardziej, że niebezpieczne role wręcz ciebie szukają. W ubiegłym roku pracowałeś na planie filmu „The Baytown Outlaws”. Jak się współpracowało z Evą Longorią czy Billym Bobem Thorntonem?

To nie był mój debiut na dużym ekranie, ale faktycznie pierwszy film kinowy od czasu, jak zacząłem grać
w „Pamiętnikach wampirów”. Niestety, nie grałem w żadnej scenie z Billym Bobem czy Evą, ale dużo czasu spędziłem za to z innym fantastycznym aktorem – Andre Braugherem.

Mając doświadczenie z obu: czy wolisz grać w dużych produkcjach hollywoodzkich czy też serialach telewizyjnych?

Dla mnie podstawową i najważniejszą rzeczą jest temat. W obecnych czasach produkcje telewizyjne są równie ciekawe, wymagające i oferują równie wiele jak pełnowymiarowe filmy.

W czasach mojej młodości do kina chodziło się na filmy muskularnych bohaterów kina akcji: Stallone, Schwarzenegger, Van Damme. Tymczasem dwa lata temu dwie Teen Choice Awards przypadły tobie za rolę wampira Stefana Salvatore. Dlaczego dzisiejsza młodzież utożsamia się z nadnaturalnymi, magicznymi postaciami?

Myślę, że obecnie łatwiej jest żyć w świecie fantazji. Dotyczy to przede wszystkim młodzieży w wieku licealnym, która szuka różnych ucieczek od rzeczywistości. Poza tym na pewno łatwiej utożsamić się z ekranowymi bohaterami, jeśli są oni w podobnym wieku z widownią. Ja właśnie gram taką postać i nieważne jest to, że naprawdę jestem dużo starszy.

Nie przesadzaj z tym wiekiem – w ubiegłym roku otrzymałeś przecież Nagrodę im. Piotra Łazarkiewicza dla młodego aktora polskiego pochodzenia podczas Polish Film Festival w Los Angeles. Ucieszyło cię to wyróżnienie?

Tak! Uważam, że to było wyjątkowe wyróżnienie, które dało mi wielką satysfakcję. Tym bardziej że jestem dumny z mojego pochodzenia i polskich korzeni.

Pochodzisz z New Jersey i ponoć interesujesz się hokejem. Czyli “Let’s go Devils”?

Niestety, nie mam obecnie zbyt wiele czasu na śledzenie wyników sportowych hokeja, ale jako dziecko dopingowałem… New York Rangers. Mój tata natomiast był zawsze fanatykiem “Diabłów”, więc często na tym tle dochodziło do spięć między nami (śmiech).

Wspomniałeś twojego ojca Tomasza, który podobnie jak twoja mama Agnieszka urodził się w Polsce.
Czy w związku z tym podczas świąt macie typowo polską Wigilię?

Tak, każdego roku obchodzimy święta po polsku, z tradycyjnymi daniami i opłatkiem. Teraz to głównie zasługa mojej żony (Torrey DeVitto, aktorka i modelka, również występuje w „Vampire Diaries” – przyp. TM), która zajmuje się wyszukaniem dla mnie polskich dań. Jestem jej za to bardzo wdzięczny.

Urodziłeś się jako Paweł Tomasz Wasilewski. Dlaczego zmieniłeś nazwisko? To pierwsze – jako, że jest typowo wschodnioeuropejskie – bardziej pasuje dla wampira!

Zmieniłem nazwisko, bo nikt nie potrafił jego wymówić w sposób prawidłowy. Po prostu myślałem, że jak je skrócę, to wszystkim będzie łatwiej. Ale w środku zawsze czuję i będę się czuł Pawłem Wasilewskim.
Paweł to prawdziwy ja. Wesley jest tylko nazwiskiem scenicznym, które pomaga mi w karierze zawodowej.

To cieszy, że właśnie tak się czujesz. Wiem, że mówisz także po polsku – głównie dzięki rodzicom
i wakacjom w Polsce, dokąd jeździłeś często jako dziecko. Kiedy znowu tam zawitasz?

Bardzo chciałbym znów tam pojechać. Mam nadzieję, że może uda mi się tam pojechać na jakiś event
w niedalekiej przyszłości.

Wieść niesie, że wkrótce spełnisz marzenie chorej na raka Adriany, podopiecznej Fundacji Mam Marzenie. Podobno już wysłałeś jej zdjęcie z osobistą dedykacją i prosiłeś, aby na ciebie czekała?

Tak, na razie tylko tyle mogłem zrobić. Spotkanie ze mną jest największym marzeniem tej chorej dziewczynki, dlatego z pewnością ten moment będzie cudowny nie tylko dla niej, ale i dla mnie.

Starasz się także pomagać Polakom lokalnie – podarowałeś plakat z filmu „Vampire Diaries” z podpisami aktorów na licytację z okazji 21. finału WOŚP w Nowym Jorku. Czyli uważasz, że celebryci jak najbardziej powinni angażować się w takie akcje?

Oczywiście. Jestem osobą publiczną i jeśli mogę komuś w czymś pomóc, to jestem jak najbardziej za. Mam nadzieję, że moja symboliczna pomoc podczas finału WOŚP w NY przyniosła jakieś korzyści!

Dziekuję za rozmowę!

Rozmawiał: Tomek Moczerniuk

Poprzedni artykuł„Nowy Jork dawniej”
Następny artykuł„Życie jak na platformie wiertniczej”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj