.

The Bridge of Flowers po polsku może być zarówno Mostem Kwiatów, jak i Kwietnym Mostem, Kwiatowym Mostem albo nawet Mostem Kwiecistym. Nie wiem, czy oznacza to przewagę kwiecistej polszczyzny nad pragmatycznie oszczędnym angielskim, ale nawet z czterema alternatywnymi polskimi nazwami most taki jest na świecie tylko jeden. Znajduje się w Massachusetts, niedaleko pięknych Gór Berkshires, na słynnym Mohawk Trail. Łączy ze sobą dwa malownicze miasteczka, Shelburne i Buckland.  

.

.

.

Wybudowano go na początku ubiegłego wieku, w 1908 roku, jako betonowy most dla wagonów kolejki. Dlatego jest taki wąski. Równolegle do niego biegnie most żelazny, który z racji 20-tonowego limitu nie mógł udźwignąć ładunków kolejowych. W 1927 roku, za sprawą gwałtownego wzrostu popularności aut, lokalna kolej wąskotorowa zbankrutowała i w 1928 roku most zamknięto. Zaczął zarastać chwastami. Zapewne wyglądał interesująco, co nasunęło pewnej żonie (jak pisze o Antoinette Burnham Wikipedia, co prawdopodobnie oznacza, że była na utrzymaniu męża) pomysł jedyny na świecie. Kobiety, nawet jeśli aktualnie nie pracujecie, odważajcie się mieć wizję – i przedsiębiorcze przyjaciółki! Realizacją fantastycznego pomysłu zajęły się bowiem kobiety z finansami z klubu Shelburne Women’s Club. Kilka okolicznych kobiecych klubów uzbierało razem tysiąc dolarów i w 1929 r. kobiety przemieniły przeprawę przez rzekę w absolutnie unikalne doświadczenie – most-ogród, w którym od kwietnia do października podziwiać można ponad 500 różnych gatunków kwiatów. Bardzo cieszy mnie to odkrycie damskiej inicjatywy z początków wieku, która przetrwała w tak imponującej formie. W końcu mieszkam pod Bostonem, gdzie niemalże narodził się ruch kobiet, pracę magisterską pisałam w połowie o feminizmie i nawet mąż oświadczył ostatnio, że również jest feministą – co wśród bostończyków płci obojga nie należy do rzadkości. Inne źródła wśród pomysłodawców mostu wymieniają również męża Antoinette, ale nie podają szczegółów, pozostańmy więc przy wersji feministycznej. Ogród na moście – prawda, że bardzo kobieca idea i ładne dopełnienie męskiego inżynieryjnego wyczynu? 

.

.

.

.

W latach 80. most przechodził renowację. Znowu kilkanaście organizacji zbierało pieniądze na pokrycie kosztów. Wszystkie rośliny na czas renowacji zabrano do domów i opiekowano się nimi prywatnie. Dziś wiele z nich ma plakietki podobne do tych w ogrodach botanicznych, by zaspokoić ciekawość odwiedzających. Ogrodem opiekuje się płatna ogrodniczka oraz wolontariuszki z Klubu Kobiet z Shelburne. Lokalni artyści, ceramicy, projektanci witraży, ofiarowują dumie okolicy swoją pracę i wyroby. W 2017 r. główna ogrodniczka mostu Carol de Lorenzo odebrała nagrodę na festiwalu pszczelarskim za wspieranie pszczół dzięki utrzymywaniu ogrodu w fazie kwitnienia od kwietnia aż do października. Pszczoły potrzebują w końcu nektaru przez cały rok. Lokalna społeczność w dużym stopniu „żyje Mostem Kwiatów”, a media nadają materiałom o moście adekwatne metaforyczne tytuły, np. „Community Blooms at the Bridge of Flowers”, „Connecting Point”. Za spacer długim na 400 stóp mostem się nie płaci; miejsce utrzymuje się głównie z donacji. Dobrowolne datki można wpłacać m.in. do skarbonek po obu stronach rzeki Deerfield.

.    

.

.

.

Nawet jeśli miasteczka po obu stronach nie wszystkim przypadną do gustu (klimaty Salem, trochę ciekawych, alternatywnych miejsc i biznesów), sam most jest bardzo atrakcyjny wizualnie i romantyczny. Na Moście Kwiatów w Massachusetts „tańczą panowie i panie”, przeważnie robiąc mnóstwo zdjęć telefonami. Jak łatwo sobie wyobrazić, sesje zdjęciowe, nie tylko zaręczynowe, rocznicowe, ślubne i rodzinne, ale i spacerowe trwają tu nieustannie, więc jeśli chcemy mieć most tylko dla siebie, raczej się to nie zdarzy, chyba że bardzo wcześnie rano. Z Instagramu wybieram na chybił-trafił jeden z postów z hasztagiem #bridgeofflowers – autorka pięknej fotografii z pastelowo niebieskim niebem i chmurami w kolorze pomarańczowej waty cukrowej, unoszącymi się nad alejką z kwiatami i zapaloną gazową latarnią, pisze: „Spacer przez most kwiatów przypomniał mi o jednym z moich ulubionych przysłów… Nie możemy zawsze być mostem. Czasem musimy być zalewającą rzeką, powodzią”. Hm. 

.

.

.

.

Spośród wszystkich odwiedzających najciekawszy widok, według mnie, stanowią mniejsze dzieci, te jeszcze bez telefonów. Przeważnie są oszołomione ogromem naturalnych bodźców, wizualnych i zapachowych. Uśmiechnięte „do środka” albo ekstrawertycznie roześmiane, jakby znalazły się właśnie w ogrodzie wróżek czy innym zaczarowanym miejscu, biegają od rośliny do rośliny. Okrzyki oznajmiające odkrycia jakiegoś szczególnego okazu flory, wąchanie kwiatów, wciskanie się pomiędzy trawy i krzewy i spontaniczne uśmiechy udzielają się również dorosłym. Wąska dróżka sprawia, że trzeba nieustannie zauważać i zważać na spacerowiczów z naprzeciwka i tych pragnących nas wyminąć, co momentami kreuje sympatyczne wymiany zdań i uśmiechów pomiędzy nieznajomymi. Spacer Mostem Kwiatów jest zdecydowanie przeżyciem sensualnym i radosnym.  

.

.

.

.

Jeśli, tak jak my, będziecie szli mostem z Buckland do Shelburne, nie zapomnijcie zerknąć na Salmon Falls. To tutaj Indianie z plemienia Mohawk poławiali łososia, o czym można poczytać po drodze na barwnych muralach. Malownicze wodospady nie są wielkich rozmiarów. Miejscem wyjątkowym czynią je jednak fantastyczne polodowcowe skalne formacje Potholes, doskonale widoczne ponad korytem rzeki. Krajobraz jest doprawdy księżycowy, bardzo abstrakcyjny. Skały mają miękkie, opływowe kontury, a porozrzucane w krajobrazie okrągłe, wklęsłe „kratery” świetnie ilustrują powiedzenie „Kropla drąży skałę”. 

.

.

.

***

Spacer fotograficzny w ogrodzie na Moście Kwiatów zajmuje minimum godzinę. Mnie przypomniał o „kwiatowych” japońskich haiku, które, jako formę odpowiednio krótką i rozbudzającą, osobom, które „nie mają czasu na poezję” (tak jak ja) polecam jako lekturę, np. w metrze, pomiędzy przesiadkami, bez ryzyka przegapienia stacji. Jeden z tomików, które wożę ze sobą, nosi tytuł Silent Flowers, czyli Milczące kwiaty.

“The peony was as big as this”,

Says the little girl,

Opening her arms.

“Peonia była taaaka wielka”,

Opowiada dziewczynka,

Rozkładając szeroko ramiona.

Issa

.

***

Yellow rose petals

Thunder –

A waterfall.

Żółte płatki róż

Grzmot –

Wodospad.

Basho

***

I like to wash

The dust of this world

In the droplets of dew.

Lubię spłukiwać

Pył tego świata

Kroplami rosy.

Basho

***

Long conversations

Beside blooming irises –

Joys of life on the road

Długie rozmowy

Przy kwitnących irysach –

Radości życia w drodze

Basho

***

The lilies!

The stems, just as they are

The flowers, just as they are

Lilie!

Łodyżki, po prostu takie, jakimi są

Kwiaty, po prostu takie, jakimi są

Basho

***

The bee emerging 

From deep within the peony

Departs reluctantly

Pszczoła wynurzająca się 

Z głębin peonii

Ociąga się z odlotem

Basho

***

For those who proclaim

They’ve grown weary of children

There are no flowers.

Dla tych, którzy ogłaszają

Że zmęczyli się dziećmi

Nie ma kwiatów. 

Basho

Tekst, zdjęcia i tłumaczenia haiku z angielskiego Lidia Russell

Poprzedni artykułZatrzymany czas
Następny artykułW Nowym Jorku proces zdobycia Seal of Biliteracy może być zmodyfikowany
Lidia Russell
z wykształcenia polonistka i politolożka, z zawodu redaktor i PR-owiec, z zamiłowania – pedagog i dziennikarka, zainteresowana m.in. wielokulturowością i edukacją przez sztukę, mitami, opowieściami i legendami z różnych kultur oraz fotografią i ceramiką artystyczną. Autorka opublikowanych opowiadań dla dzieci i dorosłych oraz activity books; koordynatorka i uczestniczka projektów edukacyjno-artystycznych adresowanych do dzieci, młodzieży i rodziców, we współpracy m.in. z Akademią Pstryk, Centrum Artystycznym Sztukarnia, Stowarzyszeniem Grupa Studnia O., Fundacją Marebito, Klubem Traffic. Na naszym portalu autorka rubryki “I love Boston! ”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj