Rozmowa z Martyną Olejnik, polonistką, aktywistką, autorką projektu “Kobieta. Wydobywanie”. 

Co takiego jest w kobietach, że poświęciłaś wyłącznie im projekt “Projekt. Kobieta. Wydobywanie”?

Kultura wystarczająco długo była tworzona przez mężczyzn i zbyt długo mieli ją na wyłączność. Zbyt długo “mężczyźni objaśniali nam świat”. Teraz czas oddać głos kobietom.  


Jako nauczycielka i wychowawczyni wiesz najlepiej, kim są współczesne dziewczęta. Kim one są?

To nie jest jednorodna grupa, i to dobrze wróży na przyszłość. Z obecnych nastolatek wyrosną niesamowite kobiety o różnorodnych zainteresowaniach i predyspozycjach, gotowe rywalizować zarówno między sobą, jak i z mężczyznami. Jeśli jednak miałabym nazwać te współczesne dziewczyny w jakiś sposób… Wyróżniłabym dwie grupy. Jedna z nich to takie współczesne “rycerki” (znamienne, że nie ma w języku polskim żeńskiego odpowiednika rycerza, jest tylko dama), wojowniczki, które potrafią dopiąć swego, często dość bezwzględnie, ignorując normy społeczne. Drugą grupę stanowią altruistki, chętnie niosące pomoc, zaangażowane społecznie, począwszy od opieki nad zwierzętami, przez pomoc niepełnosprawnym, skończywszy na towarzyszeniu osobom starszym. Organizują akcje, szukają sponsorów, poświęcają swój czas. W obu tych przypadkach odnoszę wrażenie, że głównym powodem takiego zachowania dziewcząt jest chęć zmiany rzeczywistości. I w obu przypadkach dziewczyny walczą, jedne o siebie, drugie o innych. I są bardzo dzielne.  


Czy dzisiejszym dziewczętom jest trudniej czy łatwiej w swojej roli? Jak to wygląda, kiedy porównujesz czasy, kiedy Ty sama byłaś nastolatką? 

Uczę w tej samej szkole, do której sama chodziłam. I dostrzegam, że moje uczennice są zdecydowanie bardziej wyemancypowane, odważne, wygadane niż my 20 lat temu. Kwestia tego “wygadania” jest dla mnie osobiście dość istotna, ponieważ sama miałam przez wiele lat problem z wypowiadaniem swoich racji, potrzeb, ponieważ raczej zalecano mi milczenie albo ignorowano to, co mam do powiedzenia. Moje dziewczyny nie dają się zbić z pantałyku. Nie dają się zawstydzić. Ani wojowniczki, ani altruistki. Pierwsze nie dają dojść do głosu, a drugie poczekają, aż skończę i tak powiedzą swoje 😊 Dziewczynom jest też swobodniej, mogą więcej, po prostu. 


Czego starasz się je uczyć? 

To trudne pytanie. Nie wiem, czy nauczyciel jest w stanie czegokolwiek nauczyć, możemy przekazać wiedzę, poinformować, przygotować sprawdzian i jego analizę… Ale czy możemy nauczyć? Z pewnością możemy próbować… Próbuję zatem uczyć je niezależności i pewności siebie, bo tego wciąż mimo wszystko dziewczynom brakuje. Pewność siebie mylą z zarozumiałością, a niezależność z chęcią kontrolowania innych i narzucania swoich poglądów. I z tym wiąże się druga sprawa, której staram się uczyć – kultura dyskusji i wyrażania swojego zdania, bez oceniania. Trudna to sztuka, skoro wszędzie widzimy oceny – wyglądu, zachowania, stopnie w szkole… Jednak tę próbę podejmować będę zawsze. Uczmy się rozmawiać, a nie kłócić. Godzić, nie dzielić. Wtedy idea siostrzeństwa będzie miała rację bytu. Myślę, że współczesne dziewczyny doczekają tych czasów, kiedy wzajemną niechęć zastąpi autentyczne wsparcie.

.


Jakie wyzwania stają przed dzisiejszym nauczycielem, zwłaszcza kiedy jest polonistą? 

To jest niewygodne pytanie 😉 Bycie nauczycielem w polskiej szkole to wyzwanie, a co dopiero bycie polonistą – począwszy od ogromnej odpowiedzialności za maturę wszystkich uczniów, których uczę, bo nie są to osoby ani wybrane, ani zainteresowane językiem polskim, poprzez konieczność sprawdzania wypracowań, które lądują potem w koszu, skończywszy na omawianiu lektur, które często nudzą uczniów, a czasem i mnie. Wyzwaniem jest zatem przetrwanie w miłej atmosferze. A tak zupełnie na serio, to dla mnie wyzwaniem jest szukanie kobiet w tych książkach, zwracanie uwagi na kontekst, w jakim przyszło im funkcjonować. Jedna z moich mentorek twierdziła, że najważniejsze są lekcje poświęcone wprowadzeniom do epoki, kiedy mowa jest o filozofii, polityce, zawirowaniach społecznych, stanie umysłu… I to były święte słowa.  

Projekt nastawiony był na dziewczyny. A co z chłopcami? Kim jest dzisiejszy chłopiec – nastolatek? 

Projekt adresowany był do młodzieży, bez podziału na płcie. Ale fakt, podmiotem naszego zainteresowania były kobiety, więc chłopcy nie zgłosili się do udziału w projekcie. Myślę, że ze wstydu albo z poczucia, że projekt jest “bez sensu”, że wymyślamy sobie problem… I tu faktycznie jest ten “problem”, że chłopcy, a potem mężczyźni, nie dostrzegają kwestii unieważniania kobiecego dorobku, codziennej pracy kobiet i w ogóle kobiecej perspektywy. W polskim społeczeństwie, języku dominująca jest perspektywa męska (jak mnie drażnią końcówki) i to ona jest neutralna. Tak neutralna, że aż przezroczysta. Wobec tego dla chłopaka, i potem dla mężczyzny świat to bezpieczna przestrzeń, w której mu dobrze, chyba że z jakiegoś powodu doświadczy dyskryminacji – orientacji, koloru skóry, wyznania, wtedy perspektywa się zmienia. Młody chłopak jednak ma wciąż poczucie siły, fizycznej czy psychicznej, wyższości nad dziewczynami. Ale dziewczyny zaczynają “oddawać” i to też może wybić chłopaka ze strefy komfortu. Przed chłopcami wyzwanie, bo dziewczyny zaczynają dochodzić do głosu, szukać sobie miejsca w “ich” świecie. To jest proces, którego już nic nie powstrzyma.  

.


Dzisiejszy świat stawia wiele wyzwań przed młodymi ludźmi. Jak ich dobrze przygotować do wyjścia w świat? 

Najlepszym sposobem uczenia czegokolwiek jest doświadczenie i rozmowa. Życia za uczniów nie przeżyję i nie doświadczę, ale rozmawiać mogę – umiem i lubię. Bo tak w ogóle to bardzo młodzież lubię, bez względu na płeć. Sporo w życiu przeżyłam, jestem otwarta, więc ile mogę, tyle opowiadam. Nie każę i nie narzucam. Zadaję pytania. Uczeń to młody dorosły i przy wsparciu dojrzałych dorosłych odpowiada i decyduje sam. Można go (znowu “go”!) uczyć kompetencji miękkich, by zamiast wojowania ze sobą i stawiania na swoim za wszelką cenę, potrafił odpuszczać i dbać o siebie. 


Twój kolejny projekt to “społeczeństwo.człowieczeństwo”. Tym razem chcesz  zająć się problematyką tolerancji. Skąd pomysł na tolerancję? Brakuje jej nam? 

Coś Ci opowiem. Jestem nauczycielem 15 lat. Przez moje ręce przeszło ponad tysiąc uczniów, którzy uczęszczali do kilkudziesięciu klas… Klasy mają po około 30 osób, z których każda nosi bagaż. Swój, wyjątkowy. Stoisz przodem do tych młodych ludzi, opowiadasz o romantyzmie albo środkach stylistycznych, a w tych oczach zerkających na ciebie widzisz smutek, strach, głód, ból… Widzisz podkrążone oczy, spuszczone głowy, trzęsące się ręce… albo wręcz odwrotnie… uśmiech od ucha do ucha lub głośny śmiech. Czas pokazuje, że wiele z tych dzieciaków jest ofiarą nietolerancji właśnie, bo od tego się zaczyna każda inna przemoc. Bo jest biedniejsze (albo bogatsze), bo nie ma markowych butów (albo je ma), bo pochodzi ze wsi (albo z miasta), bo “zachowuje się” jak “pedał” albo “jak lesba”… To, co obserwujemy w realu, to jedno, ale większość tych szykan i wyzwisk przenosi się do przestrzeni wirtualnej. A skutki dla ofiary są bolesne bez względu na kanał, jakim obraźliwe słowa dochodzą. W mojej szkole psycholog jest raz w tygodniu na kilka godzin, to niewiele, ale my i tak mamy szczęście, inne szkoły mają raz na dwa tygodnie albo tylko w poradni… Nie jestem psycholożką, ale jestem nauczycielką, wychowawcą, to, nad czym mogę pracować, o czym mogę mówić, do czego mogę wykorzystać lektury i sztukę, to kwestia tolerancji właśnie.

Edukować trzeba zawsze w tej kwestii. Na okrągło. Niech chociaż ziarenko w głowie uczniów zostanie, to wystarczy. Wtedy jest szansa, że w sytuacji kryzysowej coś w głowie zakiełkuje… Może powstrzyma to ofiarę przed zrobieniem sobie krzywdy? Albo zatrzyma oprawcę? Każdy z nas kiedyś nietolerancji doświadczył, każdy też bywa nietolerancyjny… Ważne, by mieć tego świadomość i zatrzymać się w odpowiednim momencie, obojętnie, po której stronie barykady się stoi. 

.

Rozmawiała: Karina Bonowicz

Fot. Andrzej Drelich, www.andrzejdrelich.pl, archiwum Martyny Olejnik

„Kobieta. Wydobywanie” – projekt realizowany od maja do października  2017 roku w Zespole Szkół Ogólnokształcących w Tucholi i Tucholskim Ośrodku Kultury, laureat ogólnopolskiego programu „Struktury kultury”, którego operatorem w województwie kujawsko-pomorskim był Teatr Polski im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy. Projekt był dofinansowany ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu „Bardzo Młoda Kultura”, Województwa Kujawsko-Pomorskiego oraz Miasta Bydgoszcz. Partnerami projektu był Zespół Szkół Ogólnokształcących im. Bartłomieja Nowodworskiego w Tucholi oraz Tucholski Ośrodek Kultury. 

Martyna Olejnik

Jego pomysłodawczynią i koordynatorką była Martyna Olejnik, polonistka, a w jego realizacji pomagał również Tomasz Kotowski, akustyk i animator z Tucholskiego Ośrodka Kultury. Głównymi celami projektu było zwrócenie uwagi na rolę kobiet w życiu społecznym i ich nikłą medialną/społeczną/polityczną obecność. 

Projekt zakładał, że dziewczęta napiszą reportaż o życiu kobiet. W tym celu miały przyjrzeć się bliskim sobie kobietom – mamom, ciociom, sąsiadkom i poświęcić im czas i uwagę. By sprawnie zebrać informacje do tekstu i je utrwalić, poproszono trójkę profesjonalistów – fotografa, kulturoznawczynię i dziennikarkę – o przekazanie tajników swojego zawodu. 

Jako pierwsze odbyły się warsztaty fotograficzne z panem Andrzejem Drelichem, redaktorem naczelnym portalu tucholanin.pl. Następnie gimnazjalistki wzięły udział w warsztatach kulturoznawczych przeprowadzonych z dr Karolinę Sikorską z UMK w Toruniu. Te zajęcia uzmysłowiły dziewczętom, jak niewiele kobiet funkcjonuje w sferze kulturalnej i artystycznej, chociaż talentem nie odbiegają od mężczyzn. Na zakończenie, po obejrzeniu dzieł stworzonych przez kobiety, stworzyły samodzielnie swoje wizje kobiecych postaci. Jako ostatnie odbyły się warsztaty dziennikarskie z panią Aleksandrą Lewińską z toruńskiego oddziału „Gazety Wyborczej”. Dziennikarka zapoznała dziewczęta z zasadami przeprowadzania wywiadu, zbierania informacji i ich selekcji, a to wszystko po to, by w drugiej części zajęć uczestniczki mogły przeprowadzić wywiad samodzielnie. Cały projekt zakończył się debatą, w której wzięło udział sześć wyjątkowych kobiet (policjantka, projektantka mody, businesswoman, wdowa, kobieta, która chorowała na nowotwór, oraz sołtys (!!!) roku 2015) które zgodziły się opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Uczestniczki projektu działają dalej. 

.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj