Profesor Lidia Morawska jest fizykiem, która specjalizuje się w badaniu wpływu jakości powietrza na zdrowie, profesorem nadzwyczajnym w Queensland University of Technology w Brisbane w Australii. Jest członkiem Australijskiej Akademii Nauk i doradcą Światowej Organizacji Zdrowia. W 2021 roku magazyn „Time” zamieścił ją na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie w kategorii innowatorów. Profesor w czasie pandemii COVID-19 udowodniła, że wirus przenosi się przez powietrze.
Hunter College jest publiczną uczelnią w Nowym Jorku, która wchodzi w skład CUNY – City University of New York, gdzie kształci się ponad 240 tys. studentów. W Hunter uczy się około 23 tysięcy osób. Uczelnia oferuje kursy języka polskiego na różnych poziomach znajomości języka i zwykle w każdym semestrze jest około 50 studentów w Programie Polskim. Jedną z kluczowych form utrzymywania i rozwijania języka polskiego i polskich tradycji w Ameryce jest nauka polskiego na poziomie akademickim w Nowym Jorku. W Hunter College uczy się też studentów o wybitnych Polakach na świecie.
Co łączy Nowy Jork z Brisbane?
W tym przypadku jest język polski. Tak, język polski.
W Nowym Jorku w Hunter College uczy się języka polskiego na poziomie podstawowym 24 studentów w tegorocznym semestrze wiosennym. Przyda im się inspiracja do nauki polskiego i pracy na polu nauk ścisłych. W Brisbane pracuje i mieszka wybitna polsko-australijska naukowiec, ekspert od jakości powietrza, fizyk, profesor Lidia Morawska, uznana za jedną ze 100. najbardziej wpływowych ludzi przez magazyn „Time” w kategorii innowatorów w 2021 roku.
Pomyślałam, że trzeba połączyć studentów w Nowym Jorku z prof. Morawską z Queensland University of Technology. Nowy Jork to prawie 9. milionowy kolos, gdzie jest duże zapotrzebowanie na czyste powietrze i praktyczną wiedzę jak człowiek, indywidualnie, może go „nie psuć”.
Najpierw wszyscy studenci czytali o prof. Morawskiej po angielsku i także po polsku w książce pt. “Outstanding Polish Women”, zbiorze krótkich biografii wybitnych Polek, które mieszkają w różnych krajach. Na zajęciach Christopher Puch stwierdził, że prof. Morawska to „Queen of Fresh Air” (królowa świeżego powietrza) i bardzo chciałaby ją poznać. Jason Katz dodał, że byłoby “cool” (fajnie) z nią porozmawiać. Studenci chcieli poznać profesor, ale początkowo szansę na rozmowę na platformie Zoom, uznali za małą. Ròżnica czasu między Nowym Jorkiem i Brisbane wynosi aż 15 godzin i zajęcia z polskiego odbywają się wieczorem. Jak poza tym przekonać bardzo zajętą naukowiec, żeby znalazła czas dla studentów, którzy uczą się języka polskiego, a nie fizyki?
Zainteresowanie studentów jest dla mnie ważniejsze niż wiele nagród.
Systematycznie wracaliśmy na lekcjach do tematu potencjalnego spotkania z profesor. W końcu wysłałam e-maila do Brisbane. Już po dwóch dniach przyszła odpowiedź.
Z ogromnym wzruszeniem przeczytałam Pani email! To, że studenci w Nowym Jorku czytają o mojej pracy i czerpią natchnienie i motywację z moich osiągnięć, a także dzięki temu dowiadują się dlaczego powietrze, którym oddychamy jest tak ważne, jest dla mnie ważniejsze niż wiele nagród, czy wyróżnień.
Studenci uważnie słuchali jak czytałam i tłumaczyli na angielski wiadomość z Brisbane.
Kiedyś podsumowałam, że wprawdzie ciekawość i pasja naukowa podsycały moje zainteresowanie fizyką jądrową w dzieciństwie, które później, poprzez lata i dekady mojej kariery, rozszerzyło się o nauki o atmosferze, budynkach i ekspozycji człowieka, jednak potrzeba celem mojej pracy, poza zaspokajaniem ciekawości, jest tym, co motywuje mnie każdego dnia. Więc zainteresowanie tych studentów jest dla mnie potwierdzeniem, że choć część tego celu osiągnęłam.
Wspaniale! Nastąpiła e-mailowa wymiana pomysłów na dzień spotkania w sieci. Przyszła kolejna wiadomość od profesor.
Przepraszam za milczenie, ale większość tego tygodnia zajęły przygotowania do cyklonu, który się opóźnił, cały czas groził, wreszcie przestał być cyklonem, ale nadal wisi widmo nieprawdopodobnej ilości opadów….
Studenci słuchali, gdy czytałam i tłumaczyli wiadomości na angielski. Towarzyszyły im emocje, ciekawość i podniecenie.
Spotkanie będzie 10 kwietnia!
Bardzo chętnie bym zagościła w Waszej klasie.
Godzina 17.45 nowojorskiego czasu. Na ekranie komputera pojawia się prof. Morawska w czerwonym swetrze i z uśmiechem na twarzy.
Byłam ogromnie wzruszona Waszym zaproszeniem i od razu pomyślałam, no oczywiście, spotkajmy się, i gdyby ta odległość nie była taka wielka, to bardzo bym chętnie zagościła w waszej klasie, i może to kiedyś nastąpi! – powiedziała.
Wszyscy do mnie mówią po imieniu. Nie mam z tym żadnego problemu, żebyście do mnie mówili po imieniu. No, ale dostosuję się oczywiście do protokołów – dodała.
Zostaliśmy przy tytule profesora z racji szacunku do dorobku naszego gościa. Posypały się pytania po polsku i angielsku.
Kevin Mscichowski: Pani profesor, czy w Brisbane jest polska społeczność?
Prof. Morawska: Tak, jest. Przypuszczam, że polskie społeczeństwo nie tak duże jak w Nowym Jorku, czy w Stanach Zjednoczonych, jednak jest bardzo aktywne. Taka ciekawostka, zanim przenieśliśmy się z Kanady do Australii, moje obie córki tańczyły w ludowym zespole polonijnym w Toronto. Starsza córka miała wtedy 12 lat i jej warunkiem na zmianę kraju było to, że znajdę dla niej polonijną grupę taneczną. Znalazłam dla niej „Obertasa”. Obecnie, nie tylko córka i jej mąż, ale także moje wnuki tańczą w „Obertasie”.
Christopher Puch: Co może zrobić przeciętny człowiek w sposób, który pozytywnie wpłynie na środowisko? Konserwować energię, zmienić żarówkę, limitować zużycie wody w kuchni?
Prof. Morawska: Bardzo dobre pytanie, jednak odpowiedź nie jest taka prosta. Głównym źródłem zanieczyszczeń jest środowisko zewnętrzne. Jako indywidualne osoby mamy mały wpływ na zanieczyszczenia na zewnątrz. To powietrze zewnętrzne przenika do pomieszczeń. Co jest ważne? Zabezpieczyć siebie i mieć wpływ na jakość powietrza na zewnątrz. Może nasze indywidualne wkłady nie są wielkie, ale nigdy nie wiesz, dopóki nie zaczniesz działać. Pół godziny temu czytałam artykuł w magazynie naukowym o tym, jak ważna jest czysta energia i rola społeczeństwa w jej wspieraniu. Bardzo ważna jest świadomość wśród ludzi na temat jakości powietrza w pomieszczeniach zamkniętych. Znalazłam indeks jakości powietrza na zewnątrz w Nowym Jorku, na który składa się kilka zanieczyszczeń. Chciałabym znać stopień ich koncentracji, zanim wyjdę na ulicę. Możecie zatem sprawdzać nowojorski indeks i porównywać go z rządowym indeksem, nie tylko z zaleceniami WHO. Wtedy lepiej rozumiecie jakość powietrza na zewnątrz. Jak zabezpieczyć siebie, gdy koncentracja zanieczyszczeń jest wysoka? Zamknijcie okna, nie ćwiczcie na zewnątrz. Pamiętam, jak 10 lat temu była bardzo zła jakość powietrza w Brisbane. Była burza piaskowa, nie można było zobaczyć rzeki. W takich warunkach zauważyłam biegających ludzi, a to nie były warunki dobre do biegania, wtedy wdycha się więcej pyłu. My także tworzymy zanieczyszczenia. Jeden przykład to świeczki. Możesz użyć elektrycznej świeczki zamiast tradycyjnej. Świeczki są ładne i tworzą atmosferę. Kto na nich najbardziej korzysta? Producenci. Kiedyś uczestniczyłam na konferencji na temat jakości powietrza, i w lobby zauważyłam zapalone świeczki, najwyraźniej organizatorzy konferencji nie rozumieli w pełni problemu jakości powietrza wewnątrz pomieszczeń.
Danuta Świątek: Wczoraj w Arizonie z powodu złej jakości powietrza wydano zalecenie, by pracować z domów, nie jeździć samochodami, nie palić ognisk na zewnątrz i nie używać dmuchaw do liści. Czy tego typu zalecenia są pomocne?
Prof. Morawska: Jak najbardziej zgadzam się z tymi zaleceniami. Jest wiele prac naukowych o tym, jak w czasach Covid-19 nie można było jeździć do pracy, bo panowały ograniczenia ruchu i jak bardzo obniżyło się zanieczyszczenie powietrza. Jeśli chodzi o ogniska, to jest podobnie jak ze świeczkami, są przyjemnie, ale nie polepszają jakości powietrza. Dmuchawy do liści powodują zanieczyszczenie na mniejszą skalę, duże cząstki kurzu szybko opadają. Kiedyś obserwowałam u nas w parku młodzieńca z dmuchawą, który przez pół godziny czyścił drogę i robił to bez maski. Bardzo sobie szkodził, i wynikało to prawdopodobnie z jego braku wiedzy.
Sebastian Połtorak: Co Panią profesor zainspirowało, żeby zostać naukowcem?
Prof. Morawska: Bardzo często zadaje mi się to pytanie i moja odpowiedź brzmi, nie pamiętam. Jeszcze w szkole podstawowej jako mała dziewczynka chciałam zostać fizykiem jądrowym, ale nie wiem, co mnie ku temu motywowało. Rodzina się nie sprzeciwiała. Moi rodzice mieli wyższe wykształcenie i popierali moją edukację. Dopiero pod koniec szkoły średniej w mojej rodzinie padło pytanie, czy to ma sens być fizykiem jądrowym? W tamtym czasie była w Polsce tylko jedna elektrownia jądrowa w Świerku, a zatem jak można opierać moją całą karierę zawodową na jednym ośrodku? Mama pojechała ze mną do Krakowa, bo zamierzałam studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim. Była rozmowa z dziekanem, już nie pamiętam co powiedział, jednak ja stanowczo powiedziałam, że mnie nie interesuje co będzie dalej, że chcę być fizykiem jądrowym. W czasie studiów jednak zaczęłam bardziej interesować się nie samą fizyką jądrową, ale promieniotwórczością środowiska. Tematem mojej pracy doktorskiej był radon i jego pochodne w powietrzu. Radon emanuje z ziemi i wszędzie potem pochodne radonu przyłączają się do cząsteczek w powietrzu. To mnie doprowadziło do prac nad jakością powietrza. Z tego wniosek, że jeżeli coś cię interesuje to nie zależnie od tego, czy jest, czy nie ma dużo miejsc pracy w tej dziedzinie, mimo wszystko powinniśmy się tym zająć.
Danuta Świątek: Czy Pani profesor jest szczęśliwa jako naukowiec na obecnym etapie kariery?
Prof. Morawska: Trudno sobie wyobrazić, żebym była jeszcze szczęśliwsza! Odczuwam bardzo dużo satysfakcji z mojej pracy. Fascynuje mnie to, co robię, mam poczucie, że to przyczynia się do polepszenia jakości życia ludzi. W ostatnich latach zaangażowałam się w sprawy polityczne. To nie jest dokładnie polityka, ale przepisy związane z jakością powietrza. Powinny być przepisy, a ich nie ma. Coś trzeba zatem zrobić. Naukowcy nie ustalają przepisów, tylko rządy. Z rządami trzeba rozmawiać, a to są rozmowy zupełnie inne niż z naukowcami. To jest nowy kierunek działania dla mnie, też fascynujący. Często jest on frustrujący. Mogłabym już przejść na emeryturę, gdybym traktowała to, co robię, wyłącznie jako pracę, ale jest to moja pasja, więc nadal pracuję.
Olivier Sikorski: Jak kariera naukowca wpływa na Pani codzienne życie i podejmowanie decyzji?
Prof. Morawska: Nie ulega wątpliwości, że bycie naukowcem wpływa na moje rozumienie świata, moje decyzje, nie tylko w kwestiach zanieczyszczenia powietrza. Są dwie sfery mojego życia, prywatna w domu, i ta publiczna. To, co publikuję, czyta wiele setek tysięcy ludzi i ma to na nich wpływ. To, co mówię publicznie, też wpływa na ludzi. Podam przykład, o którym zaczęłam mówić już wcześniej, a mianowicie o konferencji na temat powietrza, gdzie w pomieszczeniach było wiele zapalonych świeczek. Otóż ta konferencja odbywała się w Rotterdamie, we wspaniałym centrum konferencyjnym. Zawsze przy sobie noszę miernik CO2 i wiedziałam, że jakość powietrza w centrum była bardzo dobra. Ale w wielkim lobby, na stolikach stała ogromna liczba świeczek, ocean świeczek. To było denerwujące, z jednej strony zbudowali takie wspaniałe centrum z dobrą jakością powietrza wewnątrz, a z drugiej strony te świeczki. Moja prezentacja nie miała żadnego związku z tymi świeczkami, ale nie oparłam się temu, żeby powiedzieć, że w tym wspaniałym centrum jest zanieczyszczenie powietrza z powodu świeczek. Reakcja była natychmiastowa. Kiedy sesja się skończyła i wyszliśmy z sali, w lobby nie było już żadnych świeczek!
Podam jeszcze jeden przykład. Jakieś dwa tygodnie temu wzięłam wnuki na sushi do restauracji. W restauracji było bardzo gorąco, duszno, wyjęłam więc mój miernik do zmierzenia CO2 i widzę, że koncentracja dwutlenku węgla była szalona. Wniosek, że miejsce nie ma właściwej wentylacji. Co miałam robić? Cicho siedzieć? Postawiłam miernik na widocznym miejscu i głośno rozmawiałam na ten temat z wnukami. Powiedziałam kelnerowi, że jest problem z wentylacją w restauracji. Po jakimś czasie kelner ponownie podszedł do naszego stolika i zapytał, czy może zrobić zdjęcie tego urządzenia. Oczywiście, że tak. Gdy wychodziliśmy z restauracji powiedziałam im, że jestem ekspertem od powietrza i, że w tej chwili nic nie zrobię, nie wstawię zdjęcia na social media, ale jak przyjdę następnym razem i wentylacja nie będzie właściwie pracowała, to z pewnością to zrobię. Wnuki lubią ze mną chodzić do restauracji, ale najpierw pytają, czy biorę swój miernik. Nie lubią tego, bo babcia robi za duże zamieszanie. Ale ja zawsze zabieram głos jak jest coś niewłaściwego, albo dzieje się niesprawiedliwość.
W tym momencie na Zoomie odbywa się prezentacja miernika do mierzenia dwutlenku węgla. Studenci robią zdjęcia urządzenia, które kosztuje około 250 dol. Padają kolejne pytania.
Jason Katz: Jaka jest różnica między jakością powietrza wdychanego przez nos i usta dla naszego zdrowia?
Prof. Morawska: Zależy od ilości zanieczyszczeń we wdychanym powietrzu i gdzie w płucach się odkładają zanieczyszczenia. Jeśli wdychasz powietrze przez nos, większe cząstki zostają w nosie, bo jest on filtrem. Oddychanie przez nos pomaga, zanieczyszczenie jest filtrowane. Z drugiej strony odpowiedź nie jest biało – czarna. W powietrzu są cząstki ultra małe i prawie nie są filtrowane w nosie, tylko przechodzą do krwi. Oddychanie przez nos, albo przez usta ma różnicę, ale nie jest ona wielka, jeśli chodzi o te cząstki.
Luisa Pellettieri: Częścią Pani profesor pracy są rozmowy z instytucjami, organizacjami, rządami, by poprawić jakość powietrza. W jakim stopniu czuje pani, że odnosi sukces, a jeśli nie ma sukcesu, to jak Pani sobie z tym radzi?
Prof. Morawska: W ostatnich latach rozmawiam coraz więcej z różnymi organizacjami. W 2017 roku leciałam do Manili, by wygłosić prezentację na temat jakości powietrza, i w samolocie przeglądałam moje slajdy. Na jednym z nich było pytanie, czy elektryczne samochody obniżą zanieczyszczenie powietrza w miastach. Obok mnie siedział mężczyzna, który zerkał na slajdy i to mnie denerwowało. W końcu mężczyzna zapytał, czy pracuję nad elektrycznymi samochodami. Odpowiedziałam, że nie, tylko nad jakością powietrza. Mężczyzna stwierdził, że „ta dyskusja jest zamknięta”, co znaczyło: „wiemy, co musimy zrobić i wiemy, jak to zrobić.”. Na moje pytanie kim pan jest, odparł, że był Głównym Specjalistą ds. Energii (Azjatycki Bank Rozwoju). To był dla mnie punkt zwrotny. Zrozumiałam, że powinniśmy prowadzić badania, ale także sfokusować się na działaniach i wpływaniu na opinie innych ludzi. Potem przyszedł Covid i zobaczyłam opublikowaną informację na Tweeterze przez dyrektora WHO, że wirus Covida nie jest przenoszony w powietrzu. Ale my, naukowcy, wiedzieliśmy, że jest odwrotnie. Jak można rozpowszechniać taką dezinformację! To był kolejny dla mnie bardzo ważny moment! Tego samego dnia rozmawiałam z kolegą naukowcem z Włoch, gdzie było wtedy epicentrum Covida. Kolega zproponował, że musimy coś zrobić w tej sprawie. Mieliśmy rozmawiać z włoskim rządem? Mało prawdopodobne było, żeby rząd nas posłuchał! Zrozumiałam, że należy skierować uwagę do WHO i że jest w mojej mocy, by tego dokonać. Natychmiast zorganizowałam międzynarodową i interdyscyplinarną grupę ekspertów (Group 36), i trzy dni później w imieniu grupy skontaktowałam się z WHO. Ale zajęło trzy miesiące i ogromną ilość pracy nim organizacja została zmuszona do przyjęcia naszych argumentów. Jest frustrujące, że najpierw myślisz, iż twoje naukowe informacje zostaną przyjęte z otwartymi ramionami, a tu przeciwnie. Musisz wymyśleć jak do tego podejść i do kogo się skierować. Co robić, jak pokażą ci drzwi i jak znaleźć inne drzwi, przez które wejdziesz? Od czasu jak zorganizowałam Group 36 coraz trudniej było światu nie słuchać tego co mówimy, i nie brać tego pod uwagę.
Jeśli chodzi o sprawy związane z jakością powietrza wewnątrz pomieszczeń to jest trudniej, bo nie ma przepisów na ich temat w żadnym kraju. Z przepisami związanymi z powietrzem na zewnątrz jest łatwiej, bo zwykle należą one do jedego departamentu rządowego. Przepisy dotyczące powietrza w pomieszczeniach należą do decyzji wielu departamentȯw: departamentu edukacji (szkoły, uniwersytety), departamentu zdrowia (szpitale, placȯwki zdrowia), itp. Nie ma jednej instytucji odpowiedzialnej za te różne miejsca. Z kim zatem rozmawiać? Temat jakości powietrza wewnątrz budynków nie jest nowym tematem. Pierwszy raz opublikowałam artykuł na ten temat w 2000 roku, ktȯry przedstawiłam na konferencji w Helsinkach. W Australii zaczęliśmy rozmawiać na temat jakości powietrza w pomieszczeniach najpierw z departamentem zdrowia, potem z departamentem środowiska, ale nie było z ich strony zbyt dużego zainteresowania. Wtedy zrozumieliśmy, że najlepszą drogą jest rozmowa z instytucjami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo pracy. Każdy publiczny budynek to przecież miejsce pracy. Tutaj już są pewne standardy i naszą rolą jest kontynuować działalność nad polepszeniem tych regulacji na korzyść zdrowia ludzi. Mam nadzieję, że wkrȯtce będzie widać rezultaty naszej pracy.
Danuta Świątek: Czy przydaje się język polski w pracy i czy Pani profesor rozmawia po polsku z córkami?
Prof. Morawska: Mam dwie córki, obie urodziły się w Polsce i mówią po polsku. Gdy mieszkaliśmy w Kanadzie młodsza córka miała 4 lata, a starsza 9 lat. Młodsza pytała dlaczego mówimy po polsku, gdy wokół nas wszyscy mówią po angielsku. Starsza ją zachęcała, by mówiła po polsku. Starsza córka wyszła za mąż za Polaka, którego poznała w zespole tanecznym „Obertas”. U niej w domu wszyscy mówią po polsku. Młodsza córka jest w trudniejszej sytuacji, bo jej mąż jest Australijczykiem i nie zna naszego języka, ale ona mówi po polsku do swoich dzieci. One rozumieją polski, chociaż głównie odpowiadają po angielsku. Plan jest taki, że pojadą do Polski i w ten sposób przyspieszymy ich proces nauki.
Mam wiele kontaktów z kolegami w Polsce w sprawie jakości powietrza, pracujemy nad tym od dłuższego czasu, a w tej chwili szczególnie koncentrujemy się na szkołach. W ubiegłym roku było spotkanie na ten temat w Senacie RP, i będzie kontynuacja prac w tym zakresie. Jest niezmiernie ważne, by nauczyć się różnych języków i dzięki nim rozumieć świat. Z dumą mówię po polsku, język polski służy zdrowiu mojego mózgu. Znam też hiszpański. Mój ojciec, Henryk Jaskuła, spędził jakiś czas w Argentynie i po powrocie do Polski zachęcił mnie do nauki tego języka. Mój drugi mąż, (pierwszy umarł na melanomę), jest z pochodzenia Portugalczykiem i nie zna polskiego. Jego ulubionym polskim słowem jest niemożliwe. On uznał polski za bardzo trudny i to jego ulubione słowo chyba oddaje jego ustosunkowanie do nauczania języka polskiego.
Studenci: Bardzo dziękujemy za spotkanie i czekamy na Panią profesor w Nowym Jorku!
To było niezwykle inspirujące poznać Polkę, innowatora i pioniera w jej dziedzinie nauki, która też mówi po polsku – powiedział Jason Katz, którego mama jest Polką. Większość studentów pierwszy raz rozmawiała z polskim naukowcem. Miernik do badania jakości powietrza został zakupiony i powietrze w klasie zbadane. Wszystko w normie. Studenci mieli jeszcze wiele praktycznych pytań, może zadadzą je następnym razem, gdy profesor przyjedzie do Nowego Jorku.
Tekst i zdjęcia: Danuta Świątek
Dziennikarka i adiunkt w Hunter College























