Wiadomości, które pojawiają się w mediach są coraz okrutniejsze. Kiedy do mnie docierają, czuję niemal fizyczny ból. Tak wiele dzieci traci życie na skutek zamierzonego działania osób dorosłych! Często oprawcami są rodzice, czyli ci, którzy zostali powołani do ochrony maleńkiego bezbronnego skarbu, jakim jest dziecko.

Noworodek znaleziony wśród śmieci. Maleńkie ciałko pośród kartonów i resztek jedzenia. Dziewczynka, którą utopiła własna matka. Dzieci zastrzelone przez babcię. Czy ktoś kiedyś pomyślał, co czuje takie maleństwo, któremu mróz mroźni płuca? Albo co czuje córeczka, którą ukochana mama, wrzuca do lodowatej wody?!

Dziecko dorosłym ufa bezgranicznie. Wcale nie zakłada, że ktoś może chcieć zrobić mu krzywdę.
Jest całkowicie bezbronne. Nie odsunie się przed ciosem, bo się go po prostu nie spodziewa. Zadaniem zaś nas, dorosłych, opiekunów jest zapewnienie mu szczęśliwego, spokojnego dzieciństwa.

W społeczeństwie widać ogromny dysonans. Powiększający się, przerażający. Z jednej strony tłumy
par walczących o dziecko wszelkimi dostępnymi metodami (in vitro czy np. popularne wynajęcie brzucha
u innej kobiety). Z drugiej, wcale nie mniejsza grupa rodziców heroicznie walcząca o zdrowie, a nawet życie swoich najdroższych skarbów. Niedosypiających, niedojadających, ale trwających przy nich
w każdej chwili. Z trzeciej strony ci, którzy robią krzywdę dzieciom. Nie wiem, czy można ich w ogóle nazwać ludźmi. Zaliczam tu wszystkich, którzy zamierzenie krzywdzą dziecko. Jest to naprawdę ogromnie liczna grupa społeczna m.in. gwałciciele, pedofile, mordercy. Nie w każdym przypadku są to osoby dorosłe, czasem nawet rówieśnicy naszych starszych dzieci.

Kiedy już dojdzie do rozprawy, często sprawcy największych tragedii, zostają uznani za niepoczytalnych
w chwili popełnienia czynu i… nie można ich ukarać! A tak nakręca się machina bezkarności.

Pożądany przez wszystkich dostęp do wielu informacji, które wcześniej nie oglądały światła dziennego pokazuje, jak bardzo w tym naszym społeczeństwie kuleje system pomocy społecznej. W jakich warunkach przychodzi żyć dzieciom, którym odpowiednie instytucje „pomagają”. We wczorajszej „Sprawie dla Reportera” pokazano m.in. w jakich warunkach lokalowych mieszka z ojcem siedmioletnia Dagmara z Siedlec. Dwójka jej braci zmarła z powodu zapalenia płuc, spowodowanego życiem w niemalże norze. Mama leczy się w szpitalu na załamanie nerwowe po tej tragedii. Ojciec robi co może, żeby jego ukochanej córce niczego nie brakowało. Ale warunki w jakich żyją nie mieszczą mi się w głowie! (wszystkich zainteresowanych odsyłam na stronę programu, gdzie można zobaczyć odcinek).

Na szczęście, jest też jakieś światełko w tym ciemnym temacie. Pomagamy. Interesujemy się nagłośnionymi przez media tematami. Tylko… dlaczego jedynie tymi nagłośnionymi? To my, jako społeczeństwo musimy mieć oczy i uszy szeroko otwarte. To my musimy reagować widząc krzywdę dziejącą się tym najmniejszym i to wszędzie, nie tylko w telewizji. To jest koniecznie, potrzebne. Nie są to proste, jasne sytuacje, a my zagonieni, do granic możliwości wykorzystujący dobę, czasu nie mamy zbyt wiele albo wcale. Musimy go jednak znaleźć. Bo jakże często jest tak, że nikt nie reaguje na płacz dziecka, krzyki powtarzające się w sąsiednim mieszkaniu, myśląc „dlaczego mam się wtrącać, to nie moja sprawa, zresztą komu to zgłosić?”. A potem okazuje się, że jest za późno. Czteropiętrowy blok pełen rodzin, ale nikt nic nie słyszał. Tylko kiedy przyjedzie telewizja nagle okazuje się, że ktoś kiedyś widział to, albo słyszał tamto. Wystarczyło tylko zareagować.

Musimy być otwarci na dzieci i ich słowa. Dzieci naturalnie ufają dorosłym, otwierają się. Jeżeli tylko usłyszymy, że dzieje się któremuś z nich krzywda, działajmy. Najważniejsze jest to, abyśmy się nie bali. Tylko tak możemy pomóc bezbronnym i jakże bezradnym wobec złych dorosłych dzieciom!

Malwina Prus – Zielińska

Poprzedni artykuł„Momstrology”
Następny artykuł„W nowojorskiej sieci”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj