2 listopad. Dzień Zaduszny, dzień pamięci o tych, których nie ma już wokół nas. Nie ma niektórych naszych mam, ojców, sióstr, braci, przyjaciół, sąsiadów bliższych lub dalszych. Każdego roku stawaliśmy nad ich grobami, wspominaliśmy, paliliśmy znicze. W tym roku łączyliśmy się z nimi duchowo.

Bliska sercu osoba podzieliła się refleksją z zawartą piękną maksymą o przyjaźni. Długotrwałe przyjaźnie pozostają zawsze jak gwiazdy na niebie i jest niezwykle smutno, gdy nagle gaśnie jedna z nich. Takie uczucia towarzyszyły przy sprzątaniu i przygotowaniu grobów na listopadowe uroczystości. Groby dekorowaliśmy wieńcami, kwiatami i innymi ozdobami. W wystrój tych grobów wkładaliśmy całe serce, naszą miłość, tęsknotę. W tym roku z powodu pandemii 1 i 2 listopada cmentarze były zamknięte, ale nie było przeszkód, żeby zamiast fizycznej obecności przy grobach, łączyć się ze zmarłymi w modlitwach. Tak też czyniliśmy.

Odwiedzając mój parafialny kościół trafiłam na mszę żałobną w intencji zmarłego parafianina. Jego trumna spoczywała już w grobie, nie stała jak zwykle w kościele na katafalku otoczonym wieńcami i bukietami kwiatów. Przepisy sanitarne przewróciły dotychczasowe formy pochówku do góry nogami. Musimy się do nich dostosować, przestawić i funkcjonować w nowej rzeczywistości. Zmarły potrzebuje jedynie naszej modlitwy, intencji Mszy Świętej. Jerzego, naszego parafianina, żegnała nie tylko najbliższa rodzina, do kościoła przybyli też znajomi, sąsiedzi. Nie mogło być tłoczno, bo na to nie zezwalają przepisy sanitarne.

Uczestnicząc w pożegnaniu p. Jerzego stanęła mi przed oczami nie tak dawna ceremonia pożegnania dobrego znajomego z Rochester, NY, człowieka niezwykle życzliwego, przyjacielskiego. Odszedł nagle, we śnie. Tym bardziej ta śmierć jeszcze w sile wieku mężczyzny, aktywnego, zaangażowanego uderzyła nas wszystkich. Nie można się pozbierać, trudno pogodzić się z faktem tak nagłego odejścia. Pytań dlaczego on, dlaczego teraz? Po co je stawiać i tak nie otrzymamy odpowiedzi. Jest tylko jedna, nasze życie jest kruche, przemijające jak trawa, w południe zieleni się, a wieczorem usycha. Tak mówi jeden z Psalmów.

Na mszy żałobnej przyjaciela z USA było wiele osób. Msza była transmitowana przez internet. Niestety, w połowie uroczystości serwer się zawiesił i nie obejrzeliśmy ceremonii do końca. Tak duża liczba osób chciała uczestniczyć w pożegnaniu, że sieć nie wytrzymała. To była odpowiedź, podziękowanie za piękne życie zmarłego. Miał tak dużo przyjaciół, i w Polsce, i w USA. I bardzo pielęgnował te przyjaźnie. Przez cały listopad mamy okazję przywoływać w pamięci tych, którzy poprzedzili nas do wieczności. Możemy i powinniśmy modlić się za nich. W kościołach w Polsce każdego dnia przez całą oktawę po 1 listopada odmawiany jest różaniec w intencji zmarłych. Na kartkach zapisujemy ich imiona i ksiądz przed każdą tajemnicą różańcową odczytuje te nazwiska. Wierzącym jest łatwiej pogodzić się z odejściem bliskiej osoby, bo wierzą, że ona nadal żyje, że śmierć jest jedynie przejściem z życia doczesnego do wiecznego.                         

Trochę historii. Obchód Dnia Zadusznego zainicjował w 998 roku św. Odylon (+ 1048) – czwarty opat klasztoru benedyktyńskiego w Cluny (Francja). Praktykę tę początkowo przyjęły klasztory benedyktyńskie, ale wkrótce za ich przykładem poszły także inne zakony i diecezje. W XIII w. święto rozpowszechniło się na cały Kościół zachodni. W wieku XIV zaczęto urządzać procesję na cmentarz do czterech stacji. Piąta stacja odbywała się już w kościele, po powrocie procesji z cmentarza. Przy stacjach odmawiano modlitwy za zmarłych i śpiewano pieśni żałobne – kolejno za biskupów i kapłanów, krewnych, dobrodziejów, pochowanych w parafii oraz wszystkich zmarłych. W Polsce tradycja Dnia Zadusznego zaczęła się tworzyć już w XII w., a z końcem wieku XV była znana w całym kraju. Przed przyjęciem chrześcijaństwa kult zmarłych towarzyszył niemal wszystkim uroczystościom. Jeszcze w XIX wieku na wschodzie Polski odprawiano uroczystości ofiarne z przywoływaniem zmarłych, zwane “pominkami”, “pominalnymi sobotami”, “dziadami” albo “diedami”. Obrzędy te stały się inspiracją dla powstania “Dziadów” Adama Mickiewicza.

Bożena Chojnacka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj